Bez druhów życie w Wałdowie byłoby smutniejsze. Do nich jak w dym!

Redakcja
Strażacy z Wałdowa często powtarzają szkolenia. Nie tylko te obowiązkowe. Gdy jest możliwość, uczą też innych
Strażacy z Wałdowa często powtarzają szkolenia. Nie tylko te obowiązkowe. Gdy jest możliwość, uczą też innych Archiwum OSP Wałdowo
Ratują ludzi i zwierzęta. Mają wartę przy Grobie Pańskim, w Wielkanoc leją wodę pod kościołem.

Czas wolny strażaków to pojęcie względne. Gdy odpoczywają, są najczęściej wzywani na ratunek.

ZOBACZ: Wielki plebiscyt strażacki rozpoczęty! Tutaj głosuj na swoich faworytów!

Najlepszym przykładem jest małe Wałdowo w gminie Sępólno. Tam ludzie są ze sobą bardzo zżyci. Widują się na co dzień, w zwykłych sytuacjach. W sklepie, na ulicy. Lubią się też razem bawić. Strażacy z tej jednostki są aktywni na wielu polach. Nie tylko gotowi na ratunek, ale także włączają się aktywnie w życie wsi. Można powiedzieć, trzymają sztamę z paniami z koła gospodyń wiejskich. Doskonale się rozumieją i uzupełniają. Jedną ze wspólnych inicjatyw jest na przykład organizowanie Dnia Kobiet. Tak było rok temu. Impreza nazwano „Szalony Dzień Kobiet”. Miało być przede wszystkim zabawnie. I tak było, bo na scenie występował kabaret. Można było się rozerwać. Żart za żartem. Ludzie żywiołowo reagowali. Śmiech. Kabareciarze z Wałdowa spisali się świetnie. Strażacy cieszyli się, że impreza jest udana. Nagle wszystko ucichło. Wszyscy przerażeni. Tego nie było przecież w scenariuszu. Na scenę upadł Jan Spychała, jeden z członków kabaretu. Wiadomo było, że coś się stało. Co robić? Jak pomóc? Ludzie spoglądali na siebie. Szczęśliwie mieli u boku strażaków. A ci są wyćwiczeni i wyszkoleni. Zachowali zimną krew i ruszyli z pomocą. Reanimacja. Tak, jak należy. - Po 25 minutach przyjechała karetka z ratownikami, którzy przejęli od strażaków reanimację. - Gdy stan pana Jana się ustabilizował, zawieziono go do szpitala w Chojnicach - mówił „Pomorskiej” zaraz po tamtej akcji burmistrz Sępólna Waldemar Stupałkowski. - Tam lekarz powiedział, że gdyby strażacy choć na chwilę przerwali reanimację, to pan Jan nie miałby najmniejszych szans.

Nagrodą defibrylator

Do pomocy rzuciło się dwóch młodych ochotników - naczelnik Tobiasz Świniarski i prezes Sławomir Wierzchucki. Zamiennie reanimowali pana Jana. Wszyscy z obawą patrzyli na akcję. Wielu modliło się po cichu, by udało się przywrócić funkcje życiowe pana Jana. Na sali zaległa cisza. Wreszcie! Udało się!

Potem Tobiasz Świniarski i Sławomir Wierzchucki dostali dyplomy gratulacyjne, a ich jednostka nagrodę - defibrylator. W przedostatnim dniu marca ub.r. podczas obrad sesji rady miejskiej w Sępólnie pięciu strażaków ochotników uhonorowano za ratowanie życia.

Dodajmy, początkowo część gości Szalonego Dnia Kobiet myślała, że to zaplanowany epizod przedstawienia. Tymczasem pan Jan był na granicy życia i śmierci, doszło do zatrzymanie krążenia i oddechu.

W wolnym czasie szkolenia

Ratownicy z Wałdowa zostali nagrodzeni za uratowanie życia przez starostę Jarosława Tadycha i burmistrza Sępólna Waldemara Stupałkowskiego. Strażacy odebrali gromkie brawa. A uratowany ze wzruszeniem dziękował druhom za „darowanie drugiego życia”.

Na sali posiedzeń byli też bliscy pana Jana - żona, syn, synowa. Ze łzami w oczach. Wiedzieli, że mąż, ojciec i teść miał, mimo wszystko, szczęście. Strażacy uratowali mu życie. Teraz druhowie z Wałdowa w wolnym czasie najchętniej organizują szkolenia z pierwszej pomocy. Sami też się szkolą. Bo kursów i szkoleń nigdy za dużo. Wiele uwagi wkładają w szkolenie dzieci i młodzieży. Marzeniem Tobiasza Świniarskiego i Sławomira Wierzchuckiego jest, by każdy wiedział, jak w dramatycznej chwili się zachować. Wiedział i potrafił!

A strażacy w każdej chwili są gotowi rzucić swoje sprawy i ruszyć na pomoc. Tak było ostatnio w Zaporze w gminie Czersk. Gdzie paliła się wielka i nowa hala zakładu, który produkuje urządzenia do klimatyzacji. Była 6 rano.
Wielkanoc. Druhowie z kilkunastu jednostek w powiecie chojnickim nie zastanawiało się długo. Wiadomo - czas szykować śniadanie wielkanocne. Niektórzy może jeszcze sądzili, że zdążą na nie wrócić. Tymczasem akcja trwała siedem godzin. Ostatni druhowie wrócili do domów na godz. 14, a to już była pora obiadowa. - Nie powiem, żona nie była zadowolona - powiedział później „Pomorskiej” Jacek Tokarski. - Ale przecież wiedziała, że tak to ze mną będzie. W straży jestem od kilkunastu lat. Jako moja dziewczyna widziała, jakie mam życie jako strażak.

Liczy się życie

A druhowie wzywani są nie tylko do pomocy ludziom. Spieszą też z ratunkiem zwierzętom. Tak jak w Dąbrówce, w gminie Kamień, gdzie w styczniu tego roku pod bydłem domowym zarwał się lód na stawie. W bardzo trudnej akcji ratunkowej brały udział dwa zastępy straży pożarnej PSP Sępólno i OSP Kamień oraz miejscowi rolnicy. Udało się uratować dwie sztuki. Radość była wielka. Bo nic nie cieszy strażaka tak bardzo, jak to, że akcja była pomyślna i znowu komuś udało się pomóc.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie