Bydgoszcz. Dziecko zmarło po leku nasennym. Sąd uchylił areszt matce i jej konkubentowi

Maciej Czerniak
Maciej Czerniak

Wideo

Sąd otrzymał prokuratorskie akta sprawy, w której oskarżony Daniel B. ma postawione zarzuty podawania jeszcze innemu dziecku leków psychotropowych. Oskarżony twierdzi, że to nieprawda.

W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy trwa proces 27-letniej Katarzyny F. i 36-letniego Daniela B. oskarżonych o doprowadzenie "wspólnie i w porozumieniu" do śmierci dziecka Katarzyny F.

- Nie byliśmy w stanie określić, jak długi był okres bezdechu u dziecka. Dopytywałam, czy dziecko chorowało, czy dostawało jakieś leki. Mówiła, że tylko kiedy bolał brzuszek, to dostawał ibufen - zeznawała świadek.

Smaki Kujaw i Pomorza sezon 2 odcinek 32

- Znam Aleksandrę W., byłem z nią w związku - oskarżony Daniel B. odpowiedział na pytanie sędziego Jarosława Całbeckiego. - Pamiętam, że podawała jakieś leki swojej córce Marcie. Raz zapomniała podać jej leku i podała jej wtedy swój lek. Nie podawała swoim dzieciom leków, które ja miałem przepisane.

Inna sprawa, podobne zarzuty

Chodzi o inną sprawę prowadzoną przez bydgoską prokuraturę, w której to Daniel B. również ma postawiony zarzut podawania dziecku swojej konkubiny leków psychotropowych.

Natomiast tragiczne zdarzenia, które doprowadziły do trwającego właśnie w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy procesu, rozegrały się 28 sierpnia 2019 roku.

Bydgoszczanka umówiła się ze znajomym mężczyzną w hotelu w Bydgoszczy. Na to spotkanie zabrała 3-letniego syna.

Kobieta i mężczyzna - jak przestawiała to w styczniu tego roku prokuratura - chcieli zająć się w tym czasie sobą, a nie dzieckiem. Według ustaleń śledczych Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ chłopcu podano prawdopodobnie środki nasenne. Zasnął, ale już się nie wybudził. Karetka przyjechała do hotelu. Maluch trafił do szpitala, gdzie zmarł.

Na jednej z poprzednich rozpraw sędzia Jarosław Całbecki pytał świadka o to, co działo się, kiedy chłopiec trafił do szpitala.

- W trakcie mojego dyżuru wykonywane były badania podstawowe przede wszystkim w kierunku infekcji. Natomiast potem były kontynuowane badania - mówiła świadek. - Podejmowane były działania zmierzające do przywrócenia akcji serca. To udało się po północy. To nie był stan agonalny, ale śmierci klinicznej. Koncentrowałam się na ratowaniu życia. Dziecko wymagało podłączenia do respiratora, intubowania, wymagało podawania leków regulujących ciśnienie krwi. Kiedy wróciła akcja serca, można było ustalać przyczyny jego stanu.

Matka mówiła - jak twierdzi świadek - że dzieci (drugie, 10-miesięczne) zostały w pokoju hotelowym, w którym mieszkała. Ona poszła przygotować jedzenie. Kuba miał w tym czasie oglądać telewizję. Kiedy wróciła, dziecko było nieprzytomne, właściwie nieżywe. Jak twierdzi świadek, z relacji matki wynikało, że nie było jej w pokoju jakieś 15-20 minut.

- Nie byliśmy w stanie określić, jak długi był okres bezdechu u dziecka. Dopytywałam, czy dziecko chorowało, czy dostawało jakieś leki. Mówiła, że tylko kiedy bolał brzuszek, to dostawał ibufen - zeznawała świadek.

W szpitalu podano dziecku adrenalinę i m.in. urofen. - Nie otrzymywało żadnych leków z grupy diazepin, bo dziecko było nieprzytomne - dodała świadek. - Następnego dnia koleżanka przejęła oddział. W dalszym ciągu nie znaliśmy przyczyn takiego stanu zdrowia dziecka, więc poszerzyliśmy badania o toksykologiczne. I wtedy wyszła obecność diazepin, których u nas dziecko na pewno nie otrzymało.

Sąd przedłużyła areszt

Lekarka zaznaczyła, że matka twierdziła, iż dziecko było nadpobudliwe; że były trudności z jego zachowaniem. Chłopiec według tej relacji miał uderzać głową o ścianę, bywał agresywny. Ale matka kategorycznie negowała, że podała mu inny lek, niż ibufen.

Sędzia pytał, czy gdyby wtedy, na etapie wywiadu lekarskiego matka powiedziała o podaniu diazepin, dziecko można by jeszcze uratować. - Na pewno moglibyśmy podać dziecku lek odwracający działanie diazepin. Ale to byłoby skuteczne, gdyby dziecko było jeszcze przytomne. Ale on był już w śpiączce, z zatrzymaną akcją serca. Przywróciliśmy akcję serca i krążenie, wyglądało na to, że uda nam się uratować. To już był zbyt długi okres zatrzymania krążenia, dlatego to się nie powiodło - odpowiedziała lekarka.

Sąd poinformował dzisiaj o możliwości zakwalifikowania czynów oskarżonych jako przestępstwa z artykułu 155 kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci człowieka.

Wczoraj sąd zdecydował o uchyleniu aresztu oskarżonym.

- Obecnie materiał dowodowy nie wskazuje na to, by oskarżeni działali umyślnie - tłumaczył sędzia Jarosław Całbecki.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie