Bydgoszczanin ma 81 lat i dowiedział się, że ma długi sprzed 3 lat. To niezapłacone rachunki za gaz. - Nie moje - zarzeka się

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Starszy pan tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2020 roku dowiedział się, że jest dłużnikiem. I to od 3 lat!
Starszy pan tuż przed świętami Bożego Narodzenia 2020 roku dowiedział się, że jest dłużnikiem. I to od 3 lat! Dariusz Gdesz / Polskapresse
- Nigdy w życiu nie byłem nikomu nic winien. Nagle przyszło upomnienie. Mam zapłacić prawie 4000 złotych za gaz. Niby dług sprzed lat. Tyle, że nie mój - opowiada 81-latek.

Zobacz wideo: Abonament RTV - pojawiły się nowe zasady i... zapłacimy więcej.

Starszy pan mieszka w Bydgoszczy. Przygotowywał się do świąt Bożego Narodzenia, gdy dostał list. I nie była to kartka z życzeniami. - Otrzymałem pismo z gazowni o zadłużeniu. Mam zapłacić blisko 4000 złotych. Tak niby wynika z rozliczenia faktur z 2017 roku - mówi senior.

Od razu poszedł do Oddziału Gazowniczego w Bydgoszczy. - Wziąłem ze sobą wszystkie zapłacone rachunki i pokazałem je pracownikom biura obsługi klienta - dodaje wdowiec. - Sądziłem, że jeśli dostarczę dowody wpłaty, to obsługa przyzna się do pomyłki i temat będzie zamknięty.

Windykacja przypomniała się po latach

Temat jednak zamknięty nie został. - Nawet nie przyjrzeli się rachunkom. Powiedzieli, że nic się nie da zrobić. Zapłacić muszę. Nie potrafili wytłumaczyć, dlaczego dopiero teraz żądają spłaty, skoro dług rzekomo powstał 3 lata temu. A przecież w ciągu tych lat nie przyszło ani jedno upomnienie.

81-latek kontynuuje: - Nigdy w życiu nie byłem nikomu nic winien. Zawsze w terminie opłacałem czynsz i inne rachunki.

Układ ratalny niezadowalający dla 81-letniego pana

Mężczyźnie zaproponowano układ ratalny.

- Mam przez rok spłacać po 288 zł miesięcznie, to nie naliczą mi dodatkowych kosztów - mówi. - Pierwszą ratę zapłaciłem 29 grudnia, lecz nadal nie uznaję tego długu. Zapłaciłem, bo boję się konsekwencji, czyli windykacji. Przez ten rachunek Nowy Rok powitałem w fatalnym nastroju. Czuję się jak dłużnik, chociaż nim nie jestem.

Poszedł wyjaśnić sprawę i otrzymał odpowiedź: „Zgodnie z obowiązującym na rynku energetycznym podziałem kompetencji, firma Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo Obrót Detaliczny jest sprzedawcą paliwa i wystawia faktury za pobór gazu na podstawie danych odczytowych. To Polska Spółka Gazownictwa odpowiada za dokonywanie odczytów wskazań gazomierzy. W związku z tym zwróciliśmy się z prośbą o weryfikację prawidłowości danych, na podstawie których zostały wystawione faktury na Pana”. Weryfikacja chyba trwa, bo 81-latek odpowiedzi jeszcze nie dostał.

Dzwonimy do Oddziału Zakładu Gazowniczego w Bydgoszczy. Przekazują nam jedynie, że nie zajmują się płatnościami, lecz odczytami i odsyłają nas do PGNiG w Warszawie. Ze stołecznego biura prasowego przychodzi wiadomość: - Niestety, nie możemy pomóc. PGNiG SA nie dostarcza paliwa do klientów indywidualnych. W tej sprawie prosimy o kontakt z PGNiG Obrót Detaliczny.

Czekamy zatem na interwencję z firmy, zajmującej się obrotem detalicznym. W podobnej sytuacji znajduje się wielu starszych Polaków - nie tylko tych objętych kwarantanną. Koronawirus sprawił, że sąsiedzi pozamykali się w domach. Dorosłe dzieci też rzadziej odwiedzają rodziców. Dostęp do lekarzy jest utrudniony. W dobie pandemii są teleporady, ale one nie zastąpią tradycyjnych wizyt. Seniorzy podupadają nie tylko na zdrowiu fizycznym, ale też na umysłowym. Przez COVID-19 stracili możliwość dorabiania. Powstaje dziura w domowym budżecie, ale często też w psychice. Pracownicy socjalni nie są w stanie wyłapać wszystkich przypadków starszych osób, potrzebujących wsparcia. To dlatego tak ważne jest, aby zwracać szczególną uwagę na ludzi z sąsiedztwa. Dobrze, że gdy nastała pandemia, niemal od razu pojawiły się nieformalne grupy pomocy, choćby Widzialna Ręka w Bydgoszczy i Toruniu. Pomaga też Caritas, PCK, parafie, urzędy miast i gmin.

Usługa sąsiedzka w dobie koronawirusa czasem płatna

Jedna z wolontariuszek opowiada: - Byliśmy u 83-letniej leżącej pani. Miała do zapłaty rachunek za telefon. Obiecaliśmy iść na pocztę i zapłacić. Przekazała nam odliczone pieniądze. Zapytała, czy ma dać jeszcze 10 zł za fatygę. Okazało się, że sąsiadka, która przez parę miesięcy chodziła i płaciła rachunki emerytki, za „usługę wyjścia” pobierała dodatkowo 10 zł.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bartek

Standardowa praktyka, każdy umywa ręce i odsyła do kolejnych biur. Ja na miejscu tego Pana nie zapłaciłbym ani grosza wiecej jak wiem dobrze ze mam wszystko uregulowane.

Dodaj ogłoszenie