Czterech na jednego podczas strzelaniny w Poznaniu. Dlaczego policjanci strzelali do nieuzbrojonego mężczyzny?

Emilia Bromber
Emilia Bromber
Podczas strzelaniny na ul. Gorzysława oddano kilkanaście strzałów do chorego psychicznie mężczyzny. Policja mogła nie wiedzieć o jego stanie psychicznym, ale i tak pojawia się pytanie, dlaczego w ogóle zaczęto strzelać do nieuzbrojonego? Fot. Waldemar Wylegalski
Mawiają, że nie kopie się leżącego. Do tego powiedzenia nie zastosowali się policjanci, którzy oddali kilkanaście strzałów do nieuzbrojonego, zakrwawionego mężczyzny, w sytuacji czterech na jednego. Jak doszło do tej feralnej interwencji?

Jak nazwać przeżycie próby samobójczej i kilkunastu strzałów, z których pięć trafiło w Łukasza? Można powiedzieć, że to cud, dar od Boga czy od bliżej nieokreślonych sił wyższych. A może to zupełny przypadek, że strzały, które w niego trafiły nie uszkodziły żadnych ważnych organów, szczęście w nieszczęściu. Być może to kwestia silnego organizmu. Na pewno też personelu medycznego, który dba o niego w szpitalu. Po tygodniu walki o życie i śpiączki farmakologicznej, mężczyzna zostaje powoli wybudzany. Rodzina odzyskała już z nim kontakt. Zaczyna się uśmiechać.

- Tytanowy chłop… niezniszczalny – mówi, Magda, siostra Łukasza delikatnie się uśmiechając.

Po tygodniu stresu, na ten uśmiech może sobie już pozwolić, bo powoli stan zdrowia jej brata idzie ku lepszemu. Może to też kwestia mamy i sióstr, które o niego dbają, a podczas odwiedzin przekazują mu dobre wibracje i emocje. Jest też modlitwa, o którą Magda, choć nie jest religijna, prosi z szacunku do niego, bo Łukasz ostatnio zwrócił się ku Bogu.

Magda ma też nadzieję, że że ta sytuacja wpłynie na wprowadzenie specjalnych procedur traktowania osób z trudnościami psychicznymi.

- Chciałabym, żeby osoby, czy to chore psychicznie, czy przechodzące chwilowe trudności nie bały się prosić o pomoc, przestały być stygmatyzowane i traktowane jako gorsze. Mówię Łukaszowi: Masz jeszcze za dużo do zrobienia! Ta sytuacja może spowodować debatę i zmiany w dostępności pomocy dla ludzi z problemami psychicznymi” – opowiada.

„Nie róbcie mu krzywdy”

Szczęściem w nieszczęściu czy cudem nie można nazwać interwencji policji, która miała pomóc, a postrzeliła. Do strzelaniny doszło w Boże Ciało na ul. Gorzysława. Tego dnia były dwa zgłoszenia – na policję niezależnie od siebie zadzwonili mieszkańcy Antoninka oraz mama Łukasza.

Mężczyzna wcześniej zbierał z mamą kurki w pobliskim lesie i gdy długo nie przychodził w wyznaczone miejsce spotkania kobieta zaniepokoiła się i przed godz. 11 zadzwoniła na policję.

- Czułam, że może sobie coś zrobić – mówi mama Łukasza.

Kobieta zauważyła, że w ostatnich dniach syn dziwnie się zachowywał i była zaniepokojona, ponieważ cierpiał on na schizofrenie i 17 lat temu targnął się już na swoje życie. Podejrzewała, że sytuacja może się powtórzyć. Do mamy Łukasza przyjechała policja z drogówki, która miała pomóc szukać syna. Kobieta poinformowała o jego ciężkim stanie psychicznym, spodziewała się najgorszego i błagała, żeby tylko nie zrobić mu krzywdy, bo to dobry chłopak.

Nie kopie się leżącego?

Niestety na Łukasza pierwszy natknął się inny patrol, choć to niestety tylko teoretyczne, bo nie wiadomo, jak potraktowaliby go policjanci z drogówki i czy wzięliby pod uwagę jego stan psychiczny. Ok. godz. 10:25 Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego otrzymało informację od mieszkańców o zakrwawionym mężczyźnie, który chodził ulicami Antoninka, dziwnie się zachowując. Pojawiła się też informacja o nożu. Na miejsce został wysłany patrol z oddziału prewencji.

Z opisu świadków, którzy widzieli Łukasza przed interwencją, i do których dotarła siostra mężczyzny wynika, że krzyczał on coś o Bogu, bardzo krwawił i widoczne były jego żyły. Ktoś próbował mu pomóc i zatamować krwotok. Rodzina mężczyzny mówi, że ten wcześniej próbował popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły nożykiem, który miał ze sobą do zbierania grzybów.

- To był mały nożyk, taki jak do zbierania grzybów, czy obierania warzyw. Zgłosił się do mnie świadek, ktoś próbował mu pomóc. Miał tętnice na wierzchu, ale wtedy nie widziano przy nim żadnego noża. Nie był agresywny, po prostu dziwnie mówił, o Bogu – tłumaczy Magda.

Prokuratura nie podaje informacji, czy policjanci jechali na interwencję wiedząc o nożu, jednak z nieoficjalnych informacji wynika, że nóż został znaleziony dopiero po interwencji, w innym miejscu. Także świadkowie nie widzieli przy mężczyźnie noża. Z ich opisu wynika, że zachowywał się spokojnie i nie wymachiwał rękami.

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

- On po prostu umysłem był już gdzie indziej. Nigdy by nikogo nie skrzywdził. Sam potrzebował pomocy – mówi Magda.

Wezwana przez mieszkańców policja natknęła się na Łukasza na ul. Gorzysława. Jak tłumaczy Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, czterech policjantów z oddziału prewencji przystąpiło do interwencji utrzymując dystans. Wezwano także pogotowie i czekano na wsparcie policjantów z grupy realizacyjnej komendy miejskiej. Mężczyzna jednak nie wykonywał poleceń policjantów i w pewnym momencie rzucił się na nich. I właśnie to miało być bezpośrednią przyczyną oddania strzałów. Nie wiadomo dokładnie ile, ale z opisu świadków i ze śladów pozostawionych w miejscu strzelaniny wynika, że było ich kilkanaście. Pięć z nich trafiło Łukasza – trzy w nogę i dwa w brzuch. Dodatkowo jeszcze po przyjeździe wsparcia z grupy realizacyjnej z komendy miejskiej użyto paralizatora, ponieważ mężczyzna nadal był niespokojny.

Dlaczego oddano tyle strzałów i nie użyto paralizatora lub innych środków przymusu bezpośredniego w pierwszej kolejności?

- Paralizatorów jest mało. Oczywiście wszystkie są w użyciu, ale nie każdy patrol jest w nie wyposażony. Policjanci z oddziału prewencji, którzy jako pierwsi przyjechali na miejsce, na co dzień nie są wyposażeni w paralizatory. Mają je policjanci z referatów patrolowo-interwncyjnych, tak jak ten, który przyjechał na wsparcie – mówi Andrzej Borowiak

Łukasza uratowało pogotowie, które, jak informowało, natychmiast przystąpiło do heroicznej akcji ratunkowej i w ciężkim stanie przetransportowano go do szpitala, gdzie przeszedł operację. Cały przebieg zdarzenia zarejestrowała kamera z okolicznego zakładu.

W tym samym czasie, gdy Łukasz walczył o życie cały czas trwały poszukiwania przez patrol wezwany przez matkę. Jak przyznaje mama Łukasza, słyszała salwę strzałów, ale policja mówiła żeby nie histeryzowała, bo w pobliżu jest strzelnica. Policja twierdzi, że nie połączono tych dwóch interwencji, ale rodzina nie rozumie, jak mogło do tego dojść – już o godz. 13 kobieta dała funkcjonariuszom fotografię syna, a do dwie interwencje odbywały się blisko siebie. Jednak dopiero o godz. 19:30 kobietę poinformowano, że syn jest w szpitalu. Wspomniano o tym, że rzucił się na policjanta, ale nie powiedziano jej, że został postrzelony – tego dowiedziała się dopiero na miejscu.

Na chybił trafił?

Możliwe, że policjanci, którzy oddali strzały nie wiedzieli, że mają do czynienia z osobą obciążoną psychicznie, ale i tak pojawia się pytanie dlaczego w ogóle zaczęto strzelać, i dlaczego oddano aż kilkanaście strzałów, do nieuzbrojonego, jakby na chybił trafił? Zgodnie z ustawą policja może użyć broń palną wyłącznie, jeżeli użycie środków przymusu bezpośredniego okazało się niewystarczające lub, gdy nie jest możliwe ze względu na okoliczności zdarzenia.

- Ustawa o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej przewiduje dziewięć przypadków użycia broni palnej przez policję – mówił mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy wielkopolskiej policji.

Pierwszy z tych przypadków, który jest najbliżej tego zdarzenia, to „konieczność odparcia bezpośredniego i bezprawnego zamachu na wolność, życie lub zdrowie funkcjonariusza lub innej osoby”. Policja nie zdradza w jaki sposób mężczyzna zaatakował funkcjonariuszy, ale nasuwa się pytanie czy wspomniane wcześniej rzucenie się Łukasza na policjantów uprawniało ich do użycia broni? Na dodatek była to sytuacja czterech na jednego, a mężczyzna nie miał broni. W wyjaśnieniu tego zapewne pomoże nagranie z kamer przemysłowych. Na tym etapie śledztwa jednak rodzina nie może go zobaczyć.

Obecnie sprawą zajmuje się prokuratura, która prowadzi dwa postępowania. Pierwsze prowadzone jest przez Prokuraturę Okręgową w Poznaniu i dotyczy możliwości przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji. Drugie jest w rękach Prokuratury Nowe-Miasto i dotyczy wymuszenia czynności na funkcjonariuszach publicznych poprzez stosowanie groźby. W środę w sprawie postrzelenia 39-letniego Łukasza interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, który wystąpił o wyjaśnienie i informację do Komendanta Miejskiego Policji w Poznaniu oraz do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Szkoleń jest za mało

Policjant, jeśli już oddaje strzał, to powinien wyrządzić najmniejszą możliwą szkodę, ale jak w ogóle policja jest przygotowana do strzelania?

- Obecny system szkolenia wymaga zmian, o co od lat wnosi NSZZ Policjantów, jednak jak widać jest odwrotnie, szkolenie podstawowe jest skracane, wymogi w zakresie sprawności fizycznej czynnych funkcjonariuszy są zmniejszane. W nieodległej przyszłości może prowadzić to do większej ilości błędów i nieprawidłowości np. w zakresie użycia przez policjantów środków przymusu bezpośredniego – mówi mł. insp. Andrzej Szary, przewodniczący Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów, w woj. wlkp.

Szkolenia na strzelnicy w marszu, zza przesłony w parach, statyczne i szybkie z różnych pozycji odbywają się dwa razy do roku, po 50 sztuk amunicji na każde. Na 30 jednostek policji jest 5 strzelnic policyjnych w Gnieźnie, Jarocinie Kaliszu, Lesznie oraz Nowym Tomyślu. Pozostałe jednostki w ramach możliwości finansowych mają zawarte umowy użyczenia lub najmu z podmiotami zewnętrznymi. Bardzo często policjanci korzystają na własny koszt z prywatnych strzelnic i sal ćwiczeń, gdzie doskonalą się w strzelaniu oraz samoobronie. O ile odbywają się cykliczne szkolenia na strzelnicy, to nie ma systemowych szkoleń doskonalenia umiejętności z samoobrony. Mogą zdarzyć się incydentalne kursy przypominające na jednostce, ale z reguły policjanci uczą się samoobrony tylko na początku, w szkołach policyjnych na, jak przypomina związkowiec, coraz krótszych, 2,5 miesięcznych kursach przygotowawczych.

- Szkolenia nigdy dość. Zajęcia z samoobrony, przypominające funkcjonariuszom zasady obezwładniania osoby, chwyty policyjne czy używanie pałki, powinny być cykliczne, tak aby utrwalić nawyki i wiedzieć, jak się zachować – dodaje mł. insp. Andrzej Szary.

Policjantom, którzy oddali strzały zapewniono pomoc prawną. Rodzina Łukasza musiała jej poszukać sama. Teraz siostry i mama chcą dowiedzieć się, co skłoniło policję do strzałów.

- Prawda jest najważniejsza, chcemy wiedzieć, co dokładnie się tam stało i dlaczego do mojego brata oddano kilkanaście strzałów, gdy sam potrzebował pomocy – mówi Magda.

Te zbrodnie wstrząsnęły Poznaniem. Historie seryjnych morder...

Pocovidowa łysina

Wideo

Materiał oryginalny: Czterech na jednego podczas strzelaniny w Poznaniu. Dlaczego policjanci strzelali do nieuzbrojonego mężczyzny? - Głos Wielkopolski

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
stanisław

chłopaki naoglądają się filmów fabularnych i też chcą zostać bohaterami , a nuż zaproszą ich na plan filmowy i nawet dostaną medal

Dodaj ogłoszenie