Dlaczego prezydent Łukaszenka zaatakował Związek Polaków?

Roman Laudański
Roman Laudański
Dr Agnieszka Bryc, politolożka z UMK w Toruniu.
Dr Agnieszka Bryc, politolożka z UMK w Toruniu. Jacek Smarz
Rozmowa z dr Agnieszką Bryc, politolożką z UMK w Toruniu, o sytuacji na Białorusi.

– Aleksander Łukaszenko rządzi Białorusią już ćwierć wieku. Najpierw postrzegany był jako „baćka” z kołchozu, który zadbał o emerytury, renty i pilnował cen, a teraz Białorusini nazywają go dyktatorem.
–To typowa droga dyktatorów, którym przez lata wydaje się, że mają bardzo wysokie poparcie opinii publicznej. W ubiegłorocznych wyborach prezydent Łukaszenko wyznaczył sobie poziom poparcia na 80 procent.

Później, z dnia na dzień, dochodzi do wielkiego przewrotu, a wtedy wszyscy łapią się za głowę i pytają: jakim cudem?! Przecież on, przywódca, jeszcze wczoraj miał poparcie rzędu 80 proc.! Temu mechanizmowi dotyczącemu wielu dyktatorów uległ Łukaszenko.

Przypomnijmy, że wygrał on wybory prezydenckie w 1994 roku z hasłami walki z korupcją, z obietnicą uzdrowienia gospodarki i życia społecznego. Swoim zwycięstwem zmarginalizował środowiska próbujące przeprowadzić transformację Białorusi na podobieństwo państw środkowoeuropejskich. Łukaszenko zaproponował stabilizację, status quo. Mogło być biednie, ale bezpiecznie. W ścisłych relacjach z silniejszym partnerem, Rosją, i ten pomysł Białorusini przyjęli. Przez wiele lat powtarzali, że może Białoruś nie jest podobna do innych krajów w środkowej Europie, ale u nich jest czysto, bezpiecznie i solidnie. To samo działo się w Rosji.

– Zmieniły się aspiracje młodego pokolenia.
– Obecnie młodzież kształci się nie tylko w Mińsku czy w Rosji, ale także na zachodnich uniwersytetach. Wielu Białorusinów wyjeżdża również zarobkowo do Polski czy na Litwę. Młode pokolenie jest „cyfrowe”. Łukaszenko wykształcił generację świetnych informatyków. Dla Białorusinów dostęp do internetu jest wielką podróżą na Zachód. Gdy w sierpniu ubiegłego roku Łukaszenko chciał po raz kolejny potwierdzić swoje zwycięstwo – przestrzelił z tak wysokim wynikiem wyborów.

–Po prostu sfałszował wybory prezydenckie.
– Co zobaczyło już inne społeczeństwo niż to w roku 1994. Młodzi Białorusini wyszli na ulice, zdecydowali się na sprzeciw. Pojawił się żart symbolizujący zmianę społeczeństwa na Białorusi.

Łukaszenko został w reżimie analogowym, takim z końca XX wieku, a społeczeństwo, zwłaszcza młode, jest cyfrowe. To są dwa różne światy.

Mamy społeczeństwo z XXI wieku i dyktatora z końca XX wieku.

– Dlaczego Łukaszenko zdecydował się teraz uderzyć w Związek Polaków na Białorusi?
– Szuka wroga. Protesty na Białorusi zaczęły się latem ubiegłego roku. W ocenie dyktatora winnym jest wrogi Zachód, a emanacją tego Zachodu, próbującą rozbić Białoruś od środka, są Polacy i Litwini, choć Polacy pełnią rolę wroga numer jeden. Ponieważ na Białorusi mamy liczną mniejszość polską, która stanęła po stronie opozycji, to dziś Polacy z Grodzieńszczyzny stanowią dobry cel dowodzący tezy o „piątej kolumnie” na Białorusi. To wpisuje się w obecną strategie przykręcania śruby, czyli przywracania – jak to mówi Łukaszenko – porządku po protestach społecznych. A represje wobec mniejszości polskiej mają odstraszyć tych, którzy wiosną chcą wychodzić podczas weekendów na protesty lub organizować je lokalnie. Ostatnio protesty na Białorusi coraz częściej mają lokalny charakter – inicjatyw osiedlowych czy wirtualnych. Pokaz siły wobec mniejszości polskiej ma zademonstrować, jak silny jest reżim i jak bardzo jest zdeterminowany w powstrzymaniu wszystkich, którzy mają ochotę protestować.

– „Oswoić” Łukaszenkę próbował i Radosław Sikorski, i Stanisław Karczewski, który od czterech lat tłumaczy się ze słów o „ciepłym człowieku”. Mieliśmy, mamy jakąś politykę zagraniczną wobec Białorusi?
– Znaleźliśmy się w pułapce. Politykę to może i mieliśmy, i bardzo chcielibyśmy ją mieć. Zdarzały się momenty ocieplenia wobec Łukaszenki. To wszystko doprowadziło do sytuacji, w której nie mamy wpływu na to, co dzieje się z Polakami na Białorusi. Do tego dochodzą nasze trudne relacje z partnerami europejskimi wynikające z wszystkich błędów popełnionych po 2015 roku. Mamy nieduże możliwości koalicyjne przekonania zachodnich partnerów, by konkretnie jako Unia Europejska wystąpić w obronie mniejszości polskiej na Białorusi. Nie chcę powiedzieć, że nasze wysiłki skazane są na niepowodzenie. Polskiej dyplomacji będzie bardzo trudno przekonać Brukselę, że należy wprowadzić kolejne sankcje, zwiększyć presję na Mińsk, ponieważ polska polityka zmniejszyła wiarygodność naszego kraju, a tym samym możliwości koalicyjne w Unii Europejskiej. Jesteśmy w klinczu. Mamy realny problem. Nie mamy innych możliwości poza nagłaśnianiem tej sprawy w mediach.

– Czy Łukaszenko nie próbował balansować, grać między Rosją a Zachodem?
– Do niedawna taką metodę stosował, by rozgrywać prezydenta Putina. Łukaszenko wiedział, że jest zależny od Rosji. Próbował ratować się „romansami” z Unią Europejską, ale to zawsze było czasowe i wynikało z potrzeby chwili. Tak do niedawna robił przed rozmowami z Rosją w sprawie pogłębionych relacji rosyjsko – białoruskich. Protesty doprowadziły do tego, że Łukaszenko, błagając o pomoc Kreml, obiecał pogłębioną integrację. Dziś Łukaszenko jest w klinczu, ponieważ popadł w takie uzależnienie od Rosji, że już nie ma możliwości balansowania między Rosją a Zachodem. Ścieżkę zachodnią ma odciętą, a prezydent Putin czeka na realizację obietnic, czyli spłacenie długu za uratowanie Łukaszenki – prezydenta Białorusi.

– Hymnem młodych Białorusinów stała się piosenka Jacka Kaczmarskiego „Mury”. Kiedy runą?
– Kiedyś runą, tego procesu nie da się już odwrócić. W Białorusinach dokonała się wielka zmiana formacyjna. Przypomina ukraiński Majdan. To już nie jest społeczeństwo, którym będzie można dalej sprawnie zarządzać. To są inni Białorusini. Jeśli nie teraz, to za kilka lat dojdzie do zmiany politycznej. Zmiana musi dojrzeć. Reżim wydaje się dziś mocny, ale jest słaby. Jest bliższy końca niż się nam wydaje. Rozczarowuje mnie mocno podejście Zachodu. To przyglądanie się sytuacji na Białorusi.

Zachód, poza sankcjami, które nie zmieniły układu sił, zrobił niewiele, a mógłby wspierać społeczeństwo, które chce być demokratyczne. A kogo miałby wspierać Zachód, jak nie tych, co chcą żyć w demokratycznym świecie? Zachód „trochę” przyłożył się do tego, że protesty skończyły się tak, jak się skończyły.

Zwycięstwo zostało zmarnowane. Łukaszenko póki co jest zwycięski dzięki wsparciu Putina, ale również dzięki temu, że Zachód ograniczył się do bardzo pasywnej postawy i nie zdecydował się na konkretną pomoc demokratycznym aspiracjom Białorusinów. 

Czy wzrośnie opłata za ZUS?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie