- Co prawda daleko nam do poziomu sprzedaży sprzed pandemii, ale optymistyczne jest to, że eksport powoli się uruchamia - mówi Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.- Przede wszystkim polskie mięso drobiowe wraca na rynki wewnątrzunijne.
A odbudowanie eksportu jest bardzo ważne, ponieważ produkujemy w Polsce więcej mięsa drobiowego niż jesteśmy w stanie zjeść. W dodatku w ostatnich latach drobiu w naszym kraju - w tym w naszym regionie - przybywało (szczegóły w ramce obok).
Jest lepiej, ale wciąż trudniej niż przed koronawirusem
Przypomnijmy. W połowie maja br. Radosław Wiśniewski, prowadzący gospodarstwo w Lubiczu Górnym, który jest członkiem Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Hodowców Drobiu i Producentów Jaj w Lubiczu (pow. toruński), tak oceniał ówczesną sytuację na rynku: - Kwiecień był dla nas najgorszym miesiącem od ponad dwudziestu lat, sytuacja w maju na razie jest podobna. Mamy kury nioski, zajmujemy się produkcją jaj. W związku z trudną sytuacją na rynku w czasie pandemii, zaraz po świętach zmniejszyliśmy produkcję o 25 procent.
W miniony piątek Aleksandra Alachniewicz, pracująca w biurze tegoż gospodarstwa, stwierdziła:- Jest trochę lepiej, staramy się, ale sytuacja w branży nie wróciła do tej ze stycznia, czy lutego, czyli sprzed pandemii.
Raz w górę, częściej w dół - ceny jak na karuzeli
- Jest lepiej, ale sytuacja na rynku wciąż jest nerwowa - mówi Paweł Tylka, który jest właścicielem kurników w pow. inowrocławskim.
Zwraca uwagę, że producenci drobiu przeżyli w tym roku skoki cenowe. - Po okresie dużych zwyżek na brojlery, nastąpiły potworne spadki - przypomina. - W dodatku nawet przy bardzo niskich cenach trudno było kurczaki sprzedać.
W najtrudniejszej sytuacji znaleźli się ci właściciele kurników, którzy nie byli związani z odbiorcami towarów umowami kontraktacyjnymi lub kontraktami.
Umowy z odbiorcami docenione w trudnym czasie
- Niektórzy drobiarze liczą na „złoty strzał”, że zarobią więcej niż ci na kontraktach, ale to prosta droga do bankructwa - powiedział nam producent drobiu z Pomorza. - Znam takich, którzy stracili bardzo dużo w czasie pandemii, bo zostali z towarem, którego nikt od nich nie chciał. A kurczaki to nie są tuczniki, które można przetrzymać przez kolejne tygodnie i nic wielkiego się nie stanie.
Dlatego nasza branża jest szczególnie wrażliwa na trudne sytuacje (koronawirus, ptasia grypa). Lepiej zabezpieczyć się umowami z solidnymi odbiorcami.
Podobnie uważa Paweł Tylka, który zwraca uwagę, że taka sytuacja dotyczyła także producentów jaj zarodowych. - Na początku pandemii ceny za te jaja spadły, niektórzy nie mogli ich sprzedać - dodał. W lepszej sytuacji znaleźli się ci, którzy mieli zawarte umowy z odbiorcami. - Oni przynajmniej nie stracili tak bardzo jak ci, którzy nie mieli kontraktów - stwierdził.
Optymizm powraca, ale niepewność pozostała
- Powrót na rynki wewnątrzunijne przywrócił optymizm - dodał Piotr Lisiecki. - Z Polski wyjeżdża głównie mięso świeże, a dzięki turystyce sprzedamy więcej świeżych kurczaków na grilla.
Zauważa jednak, że producentów drobiu niepokoi fakt, że w magazynach jest sporo mięsa czekającego na upłynnienie.
- Teraz jest „mała stabilizacja”, ale obawiamy się tego co może wydarzyć się jesienią, podczas kolejnej fali pandemii - dodał Paweł Tylka.
