Dramatyczna relacja żony chorego na raka z Grudziądza:- To co się dzieje to koszmar!

Aleksandra Pasis
Aleksandra Pasis
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne archiwum
- Jesteśmy u kresu wytrzymałości. Ja z córką w kwarantannie. Mąż w ciężkim stanie chory na złośliwy nowotwór z dodatnim wynikiem testu na koronawirusa w szpitalu w Grudziądzu. Praktycznie jest pozbawiony leczenia onkologicznego. Psychika mu siada. Nam też. Kontakt z oddziałem zakaźnym niemal żaden. Nawet nie wiem czy je... - opowiada przez łzy Eliza Marks z Grudziądza, żona pana Wiesława. - On błaga mnie bym zabrała go do domu. Ale procedury na to nie pozwalają...

Wideo. Jak sprawdzić czy przeszedłeś koronawirusa?

- Mąż jest naprawdę słaby, jego stan jest bardzo poważny a my nic nie możemy zrobić. Boli to tym bardziej, że nie wiemy ile nam czasu zostało... - płacze pani Eliza. - To jak wygląda w tej chwili leczenie pacjentów onkologicznych zarażonych koronawirusem woła o pomstę do nieba! Tyle się mówi, że ich terapii nie można zaniedbać, a jednak można! Nie dość że nie ma leczenia, to nie ma pomocy psychologa dla ludzi pozbawionych odwiedzin i tak ciężko chorych.

Czytaj także

Dramat rodziny z Grudziądzu rozpoczął się w ubiegłym tygodniu, w środę gdy pani Eliza pojechała z mężem do szpitala w Bydgoszczy na zaplanowaną radioterapię. Po wykonaniu badań okazało się, że chory ma złe wyniki i trzeba odłożyć tę formę leczenia, a rozpocząć od przetoczenia krwi. Wykonano test na COVID-19. Wynik: "pozytywny", czyli chory jest zakażony koronawirusem. Wówczas zapadła decyzja, aby odesłać pana Wisława do szpitala w Grudziądzu, który jest dedykowany dla pacjentów zakaźnych do leczenia wysokospecjalistycznego.

Żona i córka w kwarantannie. Mąż w zakaźnym oddziale. Kontaktu brak

W związku z pozytywnym testem na koronawirusa pana Wiesława, jego żona i córka zostały objęte kwarantanną. I uziemione w domu. Zgodnie z decyzją Sanepidu do piątku, 9 października. - Gdy zabierała go karetka w środę, pomachał mi... wtedy ostatni raz się widzieliśmy - z bólem wspomina grudziądzanka.

Jak twierdzi pani Eliza, w środę i czwartek mimo wielokrotnych prób kontaktowania się z oddziałem zakaźnym szpitala w Grudziądzu, nie udało się jej dodzwonić. - Nie wiedziałam co się z nim dzieje, czy dostawał leki! Mimo że dałam całą dokumentację, wszelkie zalecenia - zastrzega żona chorującego na nowotwór.

Komu wierzyć?

Pierwszy kontakt z lekarzem z oddziału zakaźnego, pani Eliza miała w piątek, 2 października. - Przyznał, że mąż nie dostawał leków. Po mojej ingerencji dowiedziałam się, że przetoczono mu jedynie krew - kontynuuje. - Co gorsza, mam sprzeczne informacje dotyczące jego wyniku testów na koronawirusa. Trzy pielęgniarki powiedziały mi, że ma ujemny i może zostać wypisany. To była nadzieja dla nas, że mógłby jechać na radioterapię. Z kolei lekarz twierdził, że nie zlecał powtórnych testów na COVID-19 i dopiero to zrobi. Po kolejnym kontakcie telefonicznym z lekarzem, dowiedziałam się że mąż ma dodatni wynik, ale nie ma objawów. Komu mam wierzyć? Komu?!

Pani Eliza dodaje, że w rozmowie z jedną z lekarek, ta miała jej powiedzieć że pacjenci onkologiczni mogą mieć nawet kilka tygodni dodatni wynik tekstu na koronawirusa, ale już nie zarażać. I wówczas po zakończonej kwarantannie, która w przypadku pana Wisława trwa do piątku, 9 października - nawet będąc dalej "dodatni" - mógłby jechać z odpowiednią adnotacją do szpitala w Bydgoszczy na radioterapię albo chociaż do domu.

- Mąż błaga mnie bym zabrała go do domu. Tylko co my zrobimy, gdy będzie potrzeba kolejnego przetoczenia krwi bądź będzie wymagał innej pomocy medycznej będąc "dodatni"? Wtedy cała procedura "covidowa" ruszy od nowa: ja z córką w kwarantannę od początku! Tymczasem w szpitalu mąż nie jest leczony onkologicznie w żaden sposób! Co najwyżej podawane są mu leki przeciwbólowe - twierdzi grudziądzanka. I kwituje "bez ogródek": - To co dzieje się w tym oddziale to znieczulica. Nie wiem czy Wiesław je, nie wiem jak wygląda jego pielęgnacja. On chce być z nami, my z nim. Nie wiemy ile tego czasu nam zostało...

Czytaj także

Jak podsumowuje Eliza Marks, jej mąż chemioterapią był objęty od czerwca. I w okresie od czerwca do września czterokrotnie był jej poddawany. Wówczas ani razu nie miał wykonywanego testu na COVID-19... Dopiero w środę, 29 września - pierwszy raz.

Zapowiada doniesienie do prokuratury

Grudziądzanka zapowiada złożenie doniesienia do prokuratury w związku z narażeniem życia i zdrowia jej męża i zaniedbania w oddziale "covidowym" szpitala w Grudziądzu. Wszystko notuję, aby mieć swoją dokumentację z tego koszmaru który nas spotyka. - Teraz najważniejszy jest mąż i to, by wyszedł z tego szpitala. Gdy jego stan się poprawi, nie odpuszczę tej sprawy - kwituje.

Władze szpitala wyjaśniają postępowanie w przypadku chorych na raka z COVID-19

Prof. Aleksander Goch, dyrektor medyczny szpitala w Grudziądzu wyjaśnia, że po rozmowach z onkologami, po zakończeniu hospitalizacji w oddziale zakaźnym w przypadku tego pacjenta zostanie podjęte dalsze leczenie onkologiczne. - Procedury onkologiczne w stosunku do chorych z COVID-19 są regulowane wytycznymi podanymi przez Ministra Zdrowia popartymi gronem ekspertów z tej dziedziny - podsumowuje prof. Aleksander Goch.



Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

nie oszukujmy sie ale te 10 czy 14 dni tyle ile może trwać leczenie koronawirusa na pewno jakos bardzo nie wpłynie na leczenie raka.co z tego ze na raka beda ci leczyć jak na covid zejdziesz.chyb tez logiczne jest że jak masz covid to organizm jest słabszy i chemi czy radioterapii i tak nie moga ci zrobić

G
Gość

Trzymam kciuki. 3 lata temu w tym szpitalu wykończyli mi tatę, a dzisiaj zmarł wujek, który został zarażony COVIDEM w szpitalu, a miał już wychodzić do domu. Testy zrobione podczas przyjęcia do szpitala były negatywne. Czy jest sens iść do prokuratury? Przecież to będzie walka z wiatrakami.