Dziś nie ma miejsca na nowy Okrągły Stół. Miejscem do...

    Dziś nie ma miejsca na nowy Okrągły Stół. Miejscem do dyskusji powinien być parlament

    Adam Willma

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z prof. Ryszardem Bugajem , ekonomistą z Polskiej Akademii Nauk, były działaczem Solidarności, o obradach Okrągłego Stołu.
    Ryszard Bugaj

    Ryszard Bugaj ©Wikipedia



    Pamięta pan ten dzień, kiedy pojawił się pomysł, aby zasiąść z władzą przy stole? Towarzyszyło wam wówczas przekonanie, że oto dzieje się historia?

    Mnóstwo czasu już minęło i szczegóły się zacierają, ale akurat w tej kwestii mogę powiedzieć, że miałem takie przekonanie. Oczywiście nie można było zakładać z góry, że wypadki potoczą się w taki sposób i zostanie zawarte formalne porozumienie. Pewne było jednak dla mnie, że jeśli zostaniemy pokazani szerokiej publiczności jako partnerzy do dyskusji, jako strona, która ma swoje prawa, to w dłuższym okresie nic już nie może być takie same. Zakładałem, że dla przemian demokratycznych w Polsce, nawet porażka w tych rozmowach będzie miała korzystne strony. Oczywiste było jednak, że nieosiągnięcie porozumienia spowodowałoby konflikt i droga do suwerenności i demokracji na pewno by się wydłużyła.

    Gdy dziś rozmawiamy o Okrągłym Stole, zanika szersza perspektywa. Bo jeszcze w roku 1988 poparcie do podziemnej Solidarności nie było już wcale masowe. Wielu patrzyło na was nieufnie.

    Bez wątpienia mieliśmy świadomość słabości potencjału sprzeciwu w Polsce. Nie tylko ośrodki władzy, ale i przeciętni obywatele patrzyli na opozycję jako na radykałów ze scyzorykami. Gdy nas pokazano w telewizji, jako ludzi mówiących z umiarem, sprawnie poruszających się w omawianych problemach, zaczęliśmy się jednak jawić jako alternatywa. Sprzyjał nam również proces dezintegracji obozu władzy i zagrożenia, z którymi ówczesny rząd nie potrafił sobie poradzić, szczególnie zagrożenia gospodarcze.
    Zbliżał się demontaż systemu w Związku Radzieckim, elity komunistyczne nie mogły już liczyć na poparcie Moskwy. Władza miała wyniki badań, które pokazywały, że jej czas się kończy i te rządy przedłużyć będzie można jedynie przy udziale siły. Dlatego opłacało jej się podzielić się władzą. Ale wybory pokazały, że o dzieleniu się władzą nie ma mowy, czas na odejście. I odeszli, przy zachowanych gwarancjach bezpieczeństwa.

    Zapamiętał pan głosy kwestionujące sens siadania do stołu z komunistami?

    Ja byłem w środowisku tych, którzy stawiali na ewolucyjne przemiany w Polsce, w środowisku ludzi, którzy mieli świadomość, że ustanawianie demokracji przez ostry konflikt i uliczne kryteria jest bardzo kosztowne. Głosy przeciwne były oczywiście obecne, zarówno werbalnie, jak i niewerbalnie. W moim środowisku nie traktowano ich jednak poważnie. Nie mieliśmy poczucia, że...

    ...zdradzacie ideały?

    Tak postrzegały sprawy bardzo wąskie, najbardziej radykalne grupy w opozycji. Myślę, że w ten sposób sprawy widział Kornel Morawiecki może jeszcze kilka osób. Ale u zdecydowanej większości nadzieje dominowały nad obawami. Różnice zdań pojawiły się, gdy już po Okrągłym Stole formowana była „lista Lecha Wałęsy” do parlamentu. Tadeusz Mazowiecki, Wiesław Chrzanowski byli temu przeciwni. Wychodzili z założenia, że częściowo wolne wybory nie są dobrym pomysłem. Sądzili też, że od początku powinny to być wybory pluralistyczne po stronie opozycji.

    Ekipy i postulaty okrągłostołowe były montowane w szybkim tempie. Co pana zaskoczyło podczas obrad?

    Ja wspomagałem prof. Witolda Trzeciakowskiego, który był współprzewodniczącym stolika gospodarczego, który – obok stolika politycznego – uważany był za najważniejszy. Pojawili się przy nim ludzie tacy jak Sekuła i Wilczek, którzy wystąpili z naiwnie liberalnym programem – skokiem od gospodarki nakazowo-rozdzielczej, do gospodarki całkowicie wolnej od regulacji. Zwłaszcza Wilczek podkreślał, że ma nadzieję, że spotyka się z ludźmi, którzy zaakceptują najdalej idące pomysły wolnorynkowe. Ja miałem co do tego wątpliwości. Nie uważałem, że gospodarka rynkowa jest gospodarka nieregulowaną. Poza tym, nawet ci z moich kolegów, którzy byli zwolennikami wolnego rynku, liczyli się z tym, że jesteśmy jednak reprezentacją związkową.

    Pojawił się pomysł nowego Okrągłego Stołu. Sensowny?

    Okrągły Stół to instytucja dobra w czasie przełomu – wychodzenia z systemu autorytarnego do demokracji. W kilku krajach udało się to zastosować. Ale gdy już istnieją instytucje demokratyczne, Okrągłym Stołem musi być parlament. To parlament trzeba naprawiać, a nie zastępować go stołem.



    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo