Franciszek Smuda: Z przodu dysponujemy bronią atomową. Obawę mam o tył

Adam Godlewski
Smuda: Z przody dysponujemy bronią atomową. Obawę mam o tył
Smuda: Z przody dysponujemy bronią atomową. Obawę mam o tył fot. grzegorz galasinski/Polska Press
- Przy trójce obrońców w bocznych sektorach zrobi się otwarta stodoła i może być... wio, koniku - przestrzega przed Euro 2020 Franciszek Smuda. Były selekcjoner reprezentacji Polski ocenia kadrę Paulo Sousy i opowiada o relacjach ze Sławomirem Peszką, którego znów będzie trenował. Tym razem w Wieczystej Kraków.

Jest pan optymistą przed przesuniętym Euro 2020?
Drużynę mamy na pewno ciekawą. Dawno nie było w kadrze tylu młodych piłkarzy, którzy mają reprezentacyjny poziom. A to w połączeniu z doświadczonym - również w dużych turniejach - trzonem zespołu powinno dać naprawdę interesującą mieszankę. Dziwi mnie tylko, że w meczu kontrolnym z Rosją chociaż połowy nie rozegraliśmy w optymalnym składzie. Uważam, że to błąd. Paulo Sousa miał mało czasu na zgranie wyjściowej jedenastki, a jeszcze na własne życzenie zaprzepaścił czerwcową okazję. Eksperymentować Portugalczyk mógł w spotkaniu z Andorą, a nie teraz, kilkanaście dni przed turniejem.

Czy powołania na turniej są zgodne z pańskimi oczekiwaniami?
Jeżeli Sousa myśli perspektywicznie, to nawet jestem w stanie wytłumaczyć zaproszenie dla Kacpra Kozłowskiego, bo nie ulega wątpliwości, że chłopak jest wyjątkowo utalentowany. Być może w ten sposób Portugalczyk chce zbudować silne ogniwo w środku pola na przyszłość. Tyle że piłkarz Pogoni nie ma wystarczającego doświadczenia nawet z ekstraklasy. Dlatego jestem zaskoczony wyróżnieniem Kozłowskiego kosztem na przykład Kamila Grosickiego. Jeśli Grosika wstawisz na 20 minut, czy choćby tylko na kwadrans, to może ci coś jeszcze wyrwie dla drużyny. Natomiast ten młody - nic. No chyba że ząb, ale sobie. Zresztą Sebastian Szymański też jest ogranym zawodnikiem, w lidze rosyjskiej, w młodzieżowych mistrzostwach Europy, i w dorosłej reprezentacji także. Udowodnił, że można na niego liczyć. Bardziej niż na juniora, którego bierzesz głównie po to, żeby oglądał mecze z dobrego miejsca na widowni. A dostał się tylko na listę rezerwową.

Zaskoczyła pana styczniowa zmiana selekcjonera? Na szkoleniowca z Portugalii, który mógł mieć co najwyżej mgliste pojęcie o reprezentacji Polski?
Wydaje mi się, że prezes Zbyszek Boniek musiał już wcześniej kombinować w tym kierunku. Przecież taka roszada przeprowadzona z dnia na dzień byłaby niezwykle dziwna. Prawda jest zresztą taka, że kilka miesięcy przed mistrzostwami Europy można było wytrzymać z poprzednikiem. Jerzy Brzęczek znał dobrze nasz potencjał. I konsekwentnie wprowadzał młodych zawodników. U Sousy na razie takiej konsekwencji nie widzę. Wstawił Michała Helika na mecz z Węgrami, a później z Andorą - gdy mógł i powinien ogrywać chłopaka w spokojniejszych okolicznościach - posadził na trybunach.

Kamil Glik, którego nie zabrał pan na Euro 2012, może być takim filarem defensywy, jak pięć lat temu we Francji?
Gliku gra na wielkim doświadczeniu, a to olbrzymi kapitał. Tyle że, gdy przeanalizuje się każdego naszego zawodnika w tyłach, wyjdzie na to, że nie powinniśmy wychodzić na mecze z trzema obrońcami. Nie pozwala na to materiał ludzki. We czterech, jeśli dwóch środkowych defensorów masz nie najszybszych i nie najbardziej zwrotnych, łatwiej jest się bronić. Pozostaje przecież margines na asekurację. Przy trójce - jeśli nie wróci pomocnik - w bocznych sektorach zrobi się otwarta stodoła i może być… wio, koniku. Aż do bramki! Dlatego nie ryzykowałbym ustawienia z trójką. Za mało było czasu na wprowadzenie takiego schematu. I powtórzę - niezbędni są bardzo szybcy stoperzy. I tacy, którzy mają więcej kleju od naszych najlepszych obecnie środkowych obrońców.

Łatwo powiedzieć: grajmy czwórką, w sytuacji, gdy od pańskiej kadencji w kadrze trwa bezskuteczne poszukiwanie lewego obrońcy.
Myślę, że mimo błędu w spotkaniu z Rosją Tymoteusz Puchacz w końcu zapali na lewej obronie. Fakt, że Arek Reca i Tymek mają problemy w odbiorze. Obaj grają super do przodu, na poziomie reprezentacyjnym. W destrukcji niestety nie. Uważam jednak, że z tej rywalizacji powinien urodzić się gracz, na którego czekamy od lat. Bo Maciek Rybus, którego wprowadzałem do kadry i lubię, nie jest obrońcą; może zagrać na wahadle i jako pomocnik. Do gry destrukcji na wymaganym w kadrze poziomie brakuje mu co najmniej kilku centymetrów.

Liderem naszego zespołu ma być pański dobry znajomy, Piotr Zieliński. Rozwinął się tak, jak zakładał pan, zapraszając nastolatka na treningi pierwszego zespołu w Zagłębiu Lubin?
Co wtorek brałem tego - wówczas - 15-latka na sparingi, w których występowali zawodnicy niegrający w weekend i rezerwowi. Dostawał ode mnie połówkę, najmniej dwa kwadranse. Graliśmy z rywalami IV-ligowymi i było to pożyteczne doświadczenie dla tego chłopca. Piotr rozwinął się fantastycznie, tak jak prognozowałem. Tyle że czegoś mu brakuje. Może, oczywiście w mojej ocenie, pewnej dozy sku…stwa na boisku, powinien być większym łobuzem. Kiedy brałem Zielińskiego na sparingi z seniorami, był grzeczny, spokojny i małomówny. I tak mu zostało. Jeśli chodzi o technikę, jest bezbłędny, naprawdę perfekcyjnie przygotowany.

Może być kierownikiem środka pola z prawdziwego zdarzenia?
Środek pola i przód mamy na europejskim poziomie. Nie powinniśmy narzekać na żadną pozycję, nawet na skrzydła. Sądzę, że Kamil Jóźwiak może być objawieniem mistrzostw Europy, to naprawdę dobry chłopak. Szkoda tylko braku powołań dla Grosika i Szymańskiego. Sebastian ma trochę kleju, potrafi kiwnąć, stworzyć przewagę, otworzyć korytarz nieszablonowym podaniem, gdyż dużo widzi. Powinien być alternatywą dla Zielińskiego.

Zakłada pan, że już rozegranie czwartego spotkania będzie sukcesem na randce w ciemno, na którą biało-czerwoni wybiorą się pod kierunkiem Sousy?
Prezes Boniek mówi, że plan minimum zakłada wyjście z grupy, ale to… zwykłe gadanie. Za moich czasów reprezentacja nie grała przez dwa i pół roku o punkty, brakowało takiego ostrego przetarcia. W konsekwencji nie byliśmy przygotowani do gry pod presją, ale także wymagano wyjścia z grupy. Mimo że Rosja była silna, a Grecja bardzo doświadczona. Niestety, nie udało się spełnić oczekiwań rodaków… Dlatego jestem ostrożny w stawianiu prognoz, ponieważ teraz sytuacja jest podobna. To znaczy nasza grupa wcale nie jest łatwa.

Czy nie jest pan zbyt ostrożny i za mało wymagający? Mamy w składzie najlepszego piłkarza świata. I kilku innych klasowych zawodników, którzy regularnie występowali w solidnych klubach. Czy w takiej sytuacji osiągnięcie ćwierćfinału nie powinno być obowiązkiem?
Z przodu rzeczywiście dysponujemy bronią atomową. Robert Lewandowski to zawodnik, który w pojedynkę wygrywa mecze, nawet w Lidze Mistrzów, co jest ewenementem na skalę światową. Dlatego byłem zdziwiony, dlaczego Jurek Brzęczek tak mocno schował Roberta, choć oczywiście nie znałem konkretnych założeń taktycznych. Tyle że dopiero przekonamy się, jaki pomysł na Lewego ma Sousa. Oby lepszy. Moje obawy o tyły są uzasadnione. Nie wykluczam oczywiście powtórki z Francji, potencjał mamy naprawę duży, ale z góry nie nastawiam się na wielkie wyniki. Bo to nie ma sensu.

Gdyby można było cofnąć czas, co zrobiłby pan inaczej przed mistrzostwami Europy w 2012 roku?
Może zastosowałbym nieco mniejsze obciążenia podczas przygotowań. Czasami tak sobie myślę, że na niektórych treningach było za ostro. A na koniec, w meczu z Czechami, za szybko chcieliśmy strzelić bramkę. Zabrakło cierpliwości i wyrachowania, zamiast poczekać na przeciwnika nadzialiśmy się na kontrę.

A czy zabrałby pan Sławomira Peszkę na turniej?
Gdybym mógł cofnąć czas, musiałbym zmienić także charakter. Skoro wyrzuciłem Michała Żewłakowa i Artura Boruca, to zasady musiały być równe dla wszystkich. Ale… Myślę sobie, że w przypadku Peszkina powinienem był pójść na kompromis. Brakowało mi dżokerów, nie było takiego wyboru wśród piłkarzy jak dziś. Pamiętam zresztą doskonale, że w meczu z Niemcami w Gdańsku Sławek miał trzy setki. Umiał pociągnąć, miał to coś. Mając obecny rozum, zastanowiłbym się trzy razy, czy go skreślić. Nawet jeśli to Peszko nie dał mi wyboru, a o jego wyskoku zrobiło się za głośno. Piłkarsko pasował do mojej koncepcji, zarówno w Lechu, jak i reprezentacji. Cóż, lubię mieć porządek, co jednak nie zmienia faktu, że Sławek przydałby się wtedy na Euro.

Będziecie teraz współpracować w Wieczystej. Wyjaśniliście sobie tę sytuację?
Rozmawialiśmy telefonicznie, i na meczu Pucharu Polski z Podhalem. Na dzień dobry powiedział: „Witam jedynego trenera, który wyp… mnie z kadry”. Zapytałem, czy postąpiłem prawidłowo. „No tak, żałuję tego wybryku z Kolonii”. W Wieczystej na pewno nie będzie miał ze mną pod górkę. Wyłącznie z górki i z wiatrem.

Tokio Flesz 1

Wideo

Materiał oryginalny: Franciszek Smuda: Z przodu dysponujemy bronią atomową. Obawę mam o tył - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie