MKS Dąbrowa Górnicza - Franz Astoria Bydgoszcz 87:71 (29:19, 18:23, 26:12, 14:17)
MKS: Grochowski 19 (1), 10 as., Dziemba 19 (3), 5 zb., 4 as., Grzegorzewski 15 (2), Wołoszyn 10 (2), Zieliński 5, 10 zb. oraz Maj 11 (1), Marek Piechowicz 2, Karolak 2, Paszek 2, Marcin Piechowicz 2, 7 zb.
FRANZ ASTORIA: Bierwagen 17, 6 zb., Szyttenholm 10, 7 zb., 4 prz., Lewandowski 5 (1), 3 as., Laydych 3 (1), 3 as., Robak 2 oraz Barszczyk 8, Rąpalski 8, Małgorzaciak 7 (1), 3 as., Czaplicki 6, Szafranek 3 (1), 3 as., Obarek 2, Andryańczyk 0.
Z nadziejami na dobry występ i korzystny wynik jechali do Dąbrowy Górniczej bydgoszczanie. Gdyby nie jedna kwarta, mogło być nieźle, ale nie było.
- Wszystko przez 3. kwartę. Rywale, którzy po 1. połowie uznali, że to nie przelewki, stanęli w obronie strefą 1-3-1 i moi zawodnicy nie mieli sposobu na jej rozbicie - tłumaczy Jarosław Zawadka, trener Franz Astorii Bydgoszcz. - Nie potrafili znaleźć luki w obronie, stąd "odpalane" rzuty i proste straty. W całym meczu mieliśmy ich 15, a tylko w tej odsłonie zdarzyło się aż 9. Rywale z kontr zdobywali łatwe punkty i szybko odskoczyli na 20 punktów przewagi - dodaje szkoleniowiec.
W 28. min zrobiło się 69:48. Jeszcze do przerwy mecz toczył się przy lekkiej przewadze gospodarzy, ale "Asta" nie odpuszczała. Zaczęło się zresztą od 2:5, potem MKS prowadził 10 pkt., lecz goście za sprawą Bierwagena (15 pkt. do przerwy, w sumie 6/16 z gry, 5/11 za 1), Lewandowskiemu i świetnej zmianie Rąpalskiego (8 do przerwy) zniwelowali straty, a w 10. min. po "3" Małgorzaciaka nawet remisowali 40:40.
Więcej w poniedziałkowym, papierowym wydaniu "Pomorskiej"
Czytaj e-wydanie »