Pod koniec wakacji okazało się, że rodzice, którzy wcześniej deklarowali posłanie swoich pociech do oddziałów I-III, mieszczących się w zlikwidowanych szkołach wiejskich odmyślili się. Część rodziców obawiała się, że gmina nie będzie w stanie zapewnić maluchom dowozu do szkół. Oddziałom groziła likwidacja. Jak mówił radny Wiesław Pokorski byłoby przykre gdyby 1 września do oddziałów w Wymysłowie, Szydłowie i Zieleniu nie przyszły dzieci.
Mirosław Świerkot, dyrektor Zespołu Obsługi Szkół w Trzemesznie zapewniał, że w pierwszych dniach września będzie wiadomo ile dzieci przyjdzie do oddziałów i jak będą wyglądać dowozy.
W poniedziałek okazało, że dzieci przyszły do szkół. Jak mówi dyrektor Zespołu Obsługi Szkół obawy o losy oddziałów okazały się niepotrzebne.
- Rodzice postanowili pozostawić dzieci w tych placówkach. Poza tymi, którzy wcześniej deklarowali posłanie dzieci do szkół poza gminą Trzemeszno. To są jednak jednostkowe przypadki. W oddziałach jest od 17 uczniów w Jastrzębowie do 25 w Wymysłowie. Ale dokładną liczbę dopiero będziemy znać - powiedział nam wczoraj Mirosław Świerkot.
Dla władz gminy to jednak nie koniec batalii o cztery wiejskie szkoły. Choć gmina wygrała przed sądem wszystkie sprawy wniesione przez Justynę Łabędzką w imieniu grupy mieszkańców. Gminę reprezentowała kancelaria Marcina Leśnego, mieszkańców wsi żona byłego burmistrza Trzemeszna Marka Gotowały.
- Mogę powiedzieć, że w tym sporze, nie powiem już, że o dobro dziecka, wygrywamy pięć do zera - mówi burmistrz Krzysztof Dereziński.
Przedstawiciele rodziców protestujących przeciwko likwidacji placówek nie zamierzają rezygnować. Teraz złożyli doniesienie do prokuratury na władze gminy.