Grzegorz Wilmanowicz: - Strażakiem się rodzi, a nie zostaje

jm
Rozmowa z Grzegorzem Wilmanowiczem – strażakiem ochotnikiem ze Złotorii.

Jak długo jest Pan strażakiem ochotnikiem?
W zasadzie od dziecka, gdy podpatrywałem pracę mojego taty, który był strażakiem zawodowym, a obecnie – mimo że ma 70 lat – cały czas aktywnie działa w straży ochotniczej. Oczywiście, już nie bierze udziału w akcjach, ale wspomaga ochotników. To pewnie stąd wzięła się moja pasja – przeszła z pokolenia na pokolenie. Swoją przygodę ze strażą zacząłem od Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Złotorii (już nie istnieje), a obecnie pełnię funkcję naczelnika w straży. Jestem strażakiem już ponad 25 lat.

Co w pracy ochotnika sprawia Panu największa satysfakcję i radość?
Największą satysfakcję daje mi pomaganie innym ludziom. Praca ochotnika to także udział w różnych uroczystościach, imprezach, zawodach i spotkaniach ze strażakami z innych jednostek oraz współpraca ze szkołami. To także bardzo lubię w tej służbie. Działanie w OSP, to tak naprawdę nie praca, a pasja - strażakiem się rodzi, a nie zostaje.

Pamięta Pan swoją najtrudniejszą akcję?
Wszystkie akcje są trudne, ale jeśli miałbym wybierać, to chyba kilkudniowy pożar lasu w Bobrownikach oraz największa z akcji – pożar toruńskiej firmy Drosed. Dowodziłem także akcją ratunkową w czasie powodzi w Złotorii.

ZOBACZ: Wielki plebiscyt strażacki rozpoczęty! Tutaj głosuj na swoich faworytów!

Co robi Pan na co dzień?
Poświęcam czas głównie rodzinie, pracy i straży. Pracuję w firmie produkującej urządzenia wentylacyjne na statki. Pomagam także w różnych pracach przy jednostce OSP w Złotorii: naprawa samochodów czy wokół budynków, bo wszystko robimy w tzw. czynie społecznym. Wolny czas spędzam z rodziną. Staramy się spędzać go aktywnie – na rowerach i rolkach. Jestem także wędkarzem, więc jeżdżę także z żoną i dzieckiem na ryby, by się wyciszyć na łonie natury.

Wideo

Dodaj ogłoszenie