Historyczny adres: Kołłątaja 2/Libelta 10

    Historyczny adres: Kołłątaja 2/Libelta 10

    Gizela Chmielewska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Kołłątaja2/Libelta 10 - dom pełen wspomnień. Obok tej kamienic nie sposób przejść obojętnie - architekt zadał sobie wiele trudu, aby dom wyróżniał się

    Kołłątaja2/Libelta 10 - dom pełen wspomnień. Obok tej kamienic nie sposób przejść obojętnie - architekt zadał sobie wiele trudu, aby dom wyróżniał się na tle innych. ©Fot. Wojciech Wieszok

    Kamienica na rogu Kołłątaja i Libelta - jeden dom, dwa adresy. I mnóstwo wspomnień. Niektóre z nich szczęśliwie ocalone od zapomnienia, bo utrwalone na kartach książek.
    Kołłątaja2/Libelta 10 - dom pełen wspomnień. Obok tej kamienic nie sposób przejść obojętnie - architekt zadał sobie wiele trudu, aby dom wyróżniał się

    Kołłątaja2/Libelta 10 - dom pełen wspomnień. Obok tej kamienic nie sposób przejść obojętnie - architekt zadał sobie wiele trudu, aby dom wyróżniał się na tle innych. ©Fot. Wojciech Wieszok

    Rodzina Obiezierskich - jeszcze w komplecie, szczęśliwa w Wilnie.

    Rodzina Obiezierskich - jeszcze w komplecie, szczęśliwa w Wilnie.

    Obok tej kamienicy nie sposób przejść obojętnie - architekt zadał sobie wiele trudu, aby dom wyróżniał się na tle innych. I dopiął swego.

    Dwa telefony Weissa
    Autorzy Studium Historyczno-Konserwatorskiego Śródmieście, cz. 5 pod redakcją Emanuela Okonia - opracowanego przez Bognę Derkowską-Kostkowską i Iwonę Gołembiowską (kwerenda archiwalna: mgr Jan Buda i dr Marek Romaniuk) - w Karcie Obiektu nr 14, przygotowanej w 1997 r.
    dla Miejskiego Konserwatora Zabytków, informując o budynku napisali: “Czas powstania: 1901-1902. Eklektyczny z użyciem form secesyjnych i neomanierystycznych. Wzniesiony według projektów mistrza murarskiego i przedsiębiorcy budowlanego Georga Weissa, będącego zarazem inwestorem i pierwszym właścicielem kamienicy".

    Dom niemieckiego mistrza stanął wówczas przy ul. Roonstrasse i Bachmannstrasse. Jego właściciel miał nawet telefon - nr 271. Jednak długo tu nie mieszkał, bo - jak można przeczytać w książce p.t. “Ulica Gdańska w Bydgoszczy", przygotowanej w 2003 roku przez Pracownię Dokumentacji i Popularyzacji Zabytków Wojewódzkiego Ośrodka Kultury - w latach 1906-1907 wybudował sobie kolejny dom - przy ul. Gdańskiej 141 (Danzigerstrasse 75 c) i tam się przeprowadził. Zmienił również numer telefonu: 100.

    Wołodkowiczowie z Iwańska
    Skończyła się I wojna światowa; 20 stycznia 1920 roku miasto przeszło w polskie ręce. Wraz ze zmianą władz, nastąpiła zmiana nazw ulic. Na polskie. Ulica Roonstrasse została przemianowana na Kołłątaja, Bachmanstrasse - na Libelta. Do kamienicy zaczęli się wprowadzać nowi lokatorzy, w tym uciekinierzy z Kresów Wschodnich. Tak trafili tu Zofia z baronów Hartinghów i Wincenty Wołodkowicz - do czasów rewolucji właściciele kilku tysięcy hektarów na Ziemi Witebskiej, z rezydencją w Iwańsku oraz wielkiej stadniny koni, kilku fabryk itd. O Wołodkowiczowskiej fortunie niech świadczy chociażby i taki fakt, że ich córka, Maria, zwana przez bliskich Marielką, po ukończeniu studiów medycznych otrzymała od rodziców w prezencie szpital w Wilnie, aby nie musiała być zdana na łaskę obcego pracodawcy.

    Wielkopańską posiadłość Wołodkowiczów w Iwańsku wspominają m.in.: Roman Atanazy w monumentalnym dziele "Dzieje rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej", Michał Jałowiecki w książce p.t. "Na skraju imperium", czy ostatnio Wanda Trzeciecka w książce zatytułowanej "Wspomnienia z Kresów".

    Do mieszkania państwa Wołodkowiczów przy ul. Libelta 10 zjeżdżała się rozsiana po Polsce rodzina, w tym siostra Zofii - Aniela z Hartinghów z Hruszówki, żona prawnuka sławnego posła Tadeusza Rejtana, który podczas sejmu w 1773 roku przeciwstawił się rozbiorowi Polski, co tak sugestywnie przedstawił na obrazie mistrz Jan Matejko. Alina Rejtanowa przywoziła do Bydgoszczy opowieści o tym, co dzieje się na Kresach, w tym historie kolejnych napadów bolszewickich na polskie wsie i dwory.

    Słuchali ich nie tylko Wołodkowiczowie; pani Aniela chętnie odwiedzała w Bydgoszczy inne "kresowe" domy. Np. niedaleko od Wołodkowiczów, w domu przy ul. Kołłątaja 5 (po 1933 roku - nr 4) mieszkała Zofia z Korybut-Daszkiewiczów - żona Michała Kolankowskiego z Petersburga, bogatego właściciela fabryki rur kamionkowych koło Nowogorodu. Wiele lat później jej wnuczka Zofia Stulgińska napisze książkę pt. "Gruszki na wierzbie", w której odnotuje bydgoską historię rodziny i przy okazji wspomni właścicieli Iwańska. Niestety, nie można się z tych wspomnień dowiedzieć, czy państwo Wołodkowiczowie, znani na Kresach z tego, że pracowali w nocy, a spali w dzień ten sam tryb życia prowadzili również w Bydgoszczy. Nie będzie się też można tego dowiedzieć ze wspomnień wnuczki Zofii i Wincentego, jakie obecnie przygotowywane są do druku.

    Eliza z Wołodkowiczów Morawska była dzieckiem, gdy zmarli jej dziadkowie. I nie pamięta, aby w rodzinie coś się na ten temat mówiło. Ostatnio w Bydgoszczy była latem ubiegłego roku. Z wielkim wzruszeniem oglądała dom przy ul. Libelta, który do tej pory znała tylko ze zdjęcia.

    Raszewski u Rudnickiego
    W latach 30. kamienicę przy ul. Libelta 10 odwiedzał Zbigniew Raszewski, po wojnie znany teatrolog. W swojej znakomitej książce p.t. "Pamiętnik gapia" wspomina ten dom, gdzie wówczas mieszkał jego przyjaciel - jak napisał: Stefan R. - syn lotnika. Dzięki Księdze Adresów Miasta Bydgoszczy z 1936 roku możemy rozszyfrować ten skrót. Owym przyjacielem był Stefan Rudnicki, syn Franciszka, oficera zawodowego.

    Zbigniew Raszewski wspominał o tej kamienicy, bo sąsiadowała z budynkiem przy ul. Libelta 9a (obecnie nr 8), w którym działała niemiecka Loża Masońska, wzbudzająca ciekawość i strach u wielu bydgoszczan.

    Potem była wojna, wysiedlenia. Kilka lat gehenny. Wreszcie wyzwolenie. I kolejna rodzina, która związała swoje życie z tą kamienicą: panie Stefania Obiezierska oraz jej córki - Anna oraz Helena.

    Zan i Pawlikowski
    Trafiły tu jesienią 1945 roku, po tygodniowej podróży transportem nauczycielskim z Wilna. Przywiozły ze sobą trochę sprzętów i pamiątek, portret Piłsudskiego, Powstanie Styczniowe wpisane w historię rodziny, ale przede wszystkim wspomnienia o szczęśliwych chwilach spędzonych w rodzinnych dworkach w Turowie i Konstantowie, między Orszą a Witebskiem. I o latach przeżytych w Kownie, Mińsku, a potem w Warszawie, Wilnie....

    Przywiozły też nietuzinkowe koligacje. Pradziadek panien Obiezierskich - Mieczysław Świętorzecki - był bratem Brygidy, żony sławnego filomaty, przyjaciela Adama Mickiewicza - Tomasza Zana. Ich stryj Mirosław był jednym z założycieli Związku Polaków z Kresów Białoruskich.

    Krewny, który już mieszkał w Bydgoszczy, odstąpił paniom Obiezierskim jeden pokój - w części budynku przy Kołłątaja 2. Dom był bardzo zdewastowany; Armia Czerwona, która miała tu szpital, wyjeżdżając zabrała "wszystko, co tylko dało się wydrzeć ze ścian i podłóg", jak napisała później pani Helena.

    I tak zaczęła się bydgoska historia rodziny Obiezierskich. A właściwie jej druga część. Po raz pierwszy państwo Obiezierscy trafili bowiem do Bydgoszczy w 1920 r. - wówczas jeszcze z mężem i ojcem - Mieczysławem, prezesem wileńskiego Oddziału Prokuratorii Generalnej (w 1940 roku zamordowali go Rosjanie). Przebywali tu jednak tylko kilka miesięcy, potem przeprowadzili się do Wilna. Tam Helena skończyła studia na Uniwersytecie Stefana Batorego, uczyła języka polskiego w gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej.

    Obydwie historie - zarówno tę milszą, z lat dzieciństwa i młodości, i tę trudniejszą, związaną z Bydgoszczą oraz z domem na rogu Kołłątaja i Libelta - Helena Obiezierska przedstawiła we wspomnieniach p.t. "Jedno życie prywatne na tle życia narodu polskiego w wieku XX", które w 1995 r. wydało Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Oddział w Bydgoszczy. W księgarniach raczej nie można tej książki już znaleźć. Szczęśliwie trochę egzemplarzy uchowało się w siedzibie Towarzystwa, działającej przy bibliotece Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.

    Mieszkańcy Kresów znajdą w tych wspomnieniach miłe sercu nazwiska i obrazy. A urodzeni po wojnie bydgoszczanie, absolwenci Szkoły Podstawowej nr 37 i Liceum Ogólnokształcącego nr 2 im. Mikołaja Kopernika, gdzie pani Helena uczyła języka polskiego - w tym niżej podpisana - mogą wrócić do lat młodości. Sądząc po wpisach na forum portalu "Nasza klasa" takich sentymentalnych osób, lubiących podróże do przeszłości nie brakuje

    Dzięki wspomnieniom pani Heleny wiemy, że do domu przy ul. Kołłątaja 2 trafiały listy od Michała K. Pawlikowskiego z USA - jej krewnego, żyjącego od 1940 r. na emigracji, autora takich książek jak np. "Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego" oraz "Wojna i sezon", które swego czasu wywołały wiele hałasu na łamach londyńskich "Wiadomości". Tu powstała jej praca doktorska, poświęcona twórczości Józefa Weyssenhoffa. Do mieszkania pań Obiezierskich chętnie zaglądało wiele osób mających swoje korzenie na Kresach. Gościli tu znajomi jeszcze z Mińska - Ludwika ze Śniadeckich wraz z mężem Stanisławem Zaniewskim, byłym dyrektorem Lasów Państwowych w Białowieży, których w książce "Nad Prypecią dawno temu" bardzo ciepło wspomina Antoni Kieniewicz .

    Dziadek Maryli Rodowicz
    W domach obok, po sąsiedzku - przy ul. Kołłątaja - mieszkał dziadek Maryli Rodowicz, aptekarz z Wilna, a także Henryk Kostewicz - do dziś wspominany przez absolwentów dyrektor II LO. Wstęp do książki pani Heleny napisał mieszkający kilka domów dalej, przy ul. Libelta, profesor Jan Malinowski, nauczyciel i wychowawca wielu bydgoszczan. On też namówił panią Helenę i jej siostrę, aby zapisały się do nauczycielskiej spółdzielni mieszkaniowej. Dzięki temu na początku lat 70. panie Obiezierskie mogły wyprowadzić się z “kołchozowego" mieszkania, gdzie trzeba było palić w piecach - do bloku na ul. Żmudzką, z centralnym ogrzewaniem.

    - Moi rodzice wprowadzili się do domu przy ulicy Libelta 10 w 1951 roku - mówi Stefania Wirszyłło, przewodnicząca Wspólnoty Mieszkaniowej. - Po wojnie kamienicę przejęło miasto. Mówiono, że właściciele wyjechali do USA. Wiele osób już się stąd wyprowadziło. Teraz wśród lokatorów to ja mam najdłuższy staż mieszkaniowy. To śliczny dom, tyle że przez lata mocno zaniedbany. Wspólne mieszkania, gdzie żyło i po pięć rodzin nie służyły tej kamienicy. Może z czasem uda się nam przywrócić stan, na jaki zasługuje.

    Na ścianach kamienicy, z którą swe życie związał Georg Weiss, państwo Wołodkowiczowie, panie Obiezierskie i wiele innych rodzin, uwagę przechodniów przyciągają wspaniałe dekoracje - maski kobiece, obwiedzione ornamentem roślinnym, orły umieszczone na akantowych wiciach, wazony itd. Dziś ten dom to jedna z perełek bydgoskiej architektury z początku XX wieku. Perełka pełna wspomnień. Niektórymi z nich mogliśmy się dzisiaj z Państwem podzielić.


    Zdjęcia Heleny Obiezierskiej - z jej książki “Jedno życie prywatne na tle życia narodu polskiego w wieku XX". W tej książce autorka zapisała prawie trzydzieści lat historii kamienicy na rogu ulicy Kołłątaja i Libelta.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo