Ile ofiar pochłonął komunistyczny Marzec’68? Mendla Kaca Ziemia Obiecana

Hanna Pawłowska
autor nieznany/Archiwum IUNG, cemetery.jewish.org.pl
Ile ofiar pochłonął Marzec’68? Źródła historyczne wspominają o trzech znanych przypadkach samobójstw wśród obywateli pochodzenia żydowskiego. O tym czwartym tragicznym przypadku dotychczas nikt nie wspominał. Mendel Kac z Puław jest nieznaną ofiarą marcowych wydarzeń, obecną tylko w pamięci nielicznych już, najstarszych mieszkańców miasta.

Rodzina Kaców przyjechała do Puław w ramach repatriacji z ZSRR w 1959 roku z małą walizką i wielką nadzieją na lepsze życie. Byli drugą falą repatriantów, która w latach 1955 – 59 zaowocowała powrotem do Polski ćwierćmilionowej grupy Polaków, głównie z dawnych Kresów Wschodnich. Mieszkając od pokoleń na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej ludzie ci tak naprawdę nie byli repatriantami, gdyż nigdy nie opuścili ojczyzny. To nowe granice z ojczyzny ich wykluczyły.

W tej ćwierćmilionowej grupie repatriantów Żydzi stanowili niewielki odsetek, szacowany na zaledwie 8 procent. Kim był Mendel Kac, który należał do tej niewielkiej grupy Żydów? urodził się w 1922 roku w Wilnie, w rodzinie znanego wileńskiego piwowara Mojżesza Kaca. Mojżesz zapewnił synowi solidne wykształcenie, najpierw w gimnazjum, następnie w liceum przyrodniczym. Kiedy Mendel podjął studia na Uniwersytecie Stefana Batorego, wybuchła wojna niemiecko-radziecka. Powołany do armii radzieckiej walczył z Niemcami, odnosząc rany i zdobywając medal „Za odwagę”. Na studia wrócił dopiero po zdemobilizowaniu, uzyskując w 1947 roku tytuł magistra chemii. Jako pracownik naukowo-badawczy w dziedzinie chemii rolniczej został zatrudniony w Litewskiej Stacji Chemiczno-Rolniczej, której wkrótce został dyrektorem. W latach 1952 – 58 był kierownikiem Zakładu Nawożenia Litewskiego Instytutu Rolniczego w Wilnie. Opublikował wiele prac naukowych, ale największym dziełem była obszerna monografia „Wapnowanie gleb Litwy”. W 1957 roku otrzymał tytuł starszego pracownika nauki odpowiadający polskiemu docentowi. W świadectwie pracy pod datą 20 grudnia 1958 roku figuruje adnotacja „zwolniony z zajmowanego stanowiska w związku z wyjazdem”. Żył już wtedy na walizkach, odliczając dni przed podróżą do Polski. Zabierał ze sobą rodzinę – żonę Helenę i dwóch synów, Aleksandra i Maksymiliana..

Helena, córka adwokata Aleksego Kotowicza, była Polką mieszkającą w Smorgoniach w rejonie wileńskim (dzisiaj Białoruś). W 1941 roku zrobiła maturę i chciała iść na studia, ale zaczęła się wojna niemiecko-radziecka i młoda dziewczyna zgłosiła się do oddziału partyzanckiego, działającego na Wileńszczyźnie. Odznaczona Medalem Partyzanckim II stopnia rozstała się z mundurem w 1944 roku, podejmując studia na Wydziale Chemicznym Państwowego Uniwersytetu w Wilnie. Tam poznała o rok starszego od siebie Mendla Kaca, przystojnego mężczyznę o nienagannych manierach i prawym charakterze. Ślub wzięli w 1949 roku.

Ojczysta Litwa pod rządami Stalina stawała się coraz mniej przyjaznym do życia miejscem. Szansę opuszczenia Związku Radzieckiego dawała umowa o repatriacji obywateli polskich z dawnych Kresów Wschodnich. Mendel i Helena Kacowie postanowili wykorzystać okazję. 15 stycznia 1959 roku byli już w Warszawie, w swoim miejscu tymczasowego zakwaterowania.

Nie jechali w ciemno. Mieli już zagwarantowane w wyniku wcześniejszych rozmów miejsce pracy w puławskim Instytucie Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa. W nowym bloku dla pracowników IUNG przy ulicy Księżnej Izabeli 9 rodzina Kaców otrzymała przestronne mieszkanie. Do instytutu ulokowanego w zabytkowym pałacu książąt Czartoryskich szło się stąd przez malowniczy park. Szkoła podstawowa dla Alika i Malika była w pobliżu. Wszystko zaczęło się pomyślnie układać, potwierdzając słuszność decyzji o wyjeździe. Puławy wydawały się Kacom prawdziwą ziemią obiecaną.

Mendel Kac szybko zaaklimatyzował się w zespole współpracowników z Zakładu Nawożenia IUNG. Przybysz z Wilna nie był tu jakimś niezwykłym przypadkiem. Tutaj niemal każdy przyjechał skądś, wielu miało mocno poplątane życiorysy. Rozwijający się instytut zasysał kadrę naukową z całej Polski. Byli też przedstawiciele międzywojennej fali repatriacji ze wschodu. Kierownik Zakładu Nawożenia i przełożony Kaca – Wacław Boguszewski, urodzony w polskiej rodzinie w Moskwie, absolwent tamtejszej Akademii Rolniczej, przyjechał do Polski w 1925 roku. W 1958 roku znalazł się w Puławach, gdzie organizował Pracownię Nawożenia IUNG. Kiedy dostał do pomocy wybitnego fachowca z dziedziny chemii gleb Mendla Kaca, bardzo się ucieszył. Panowie szybko się ze sobą dogadali, zaprzyjaźnili i przedsięwzięli szereg wspólnych badań naukowych. Razem pracowali nad publikacją „Uwagi o potrzebach wapnowania gleb w Polsce”. To były bardzo ważne badania, zważywszy, że zakwaszenie gleb to wielka bolączka naszego rodzimego rolnictwa.

Kac zyskał uznanie i zaufanie dyrekcji IUNG. Reprezentował instytut na międzynarodowych konferencjach i kongresach gleboznawczych w Warszawie, Bukareszcie, Budapeszcie (dwukrotnie) i Jerozolimie. Biegle posługiwał się czterema obcymi językami: litewskim, rosyjskim, niemieckim i angielskim. W opinii wystawionej przez dyrektora IUNG prof. Anatola Listowskiego można przeczytać, że w doktorze Kacu instytut zyskał bardzo cennego pracownika, łączącego w sobie dobry poziom naukowy, pracowitość oraz umiejętność rozwiązywania zagadnień teoretycznych i praktycznych. Zaś w opinii wystawionej przez dział kadr napisano, że dr Kac to pracownik o dużym poczuciu odpowiedzialności za wykonywaną pracę, wymagający w stosunku do siebie, jak i współpracowników. We współżyciu nadzwyczaj uczciwy i koleżeński.

Anna Jelinowska przyjechała do puławskiego IUNG z Wrocławia, ale pochodziła z Grodna, gdzie przed wojną pracował ojciec Mendla Kaca. Szybko znalazła z Kacem wspólne tematy i nawiązała z nim współpracę naukową. W archiwum lubelskiego Teatru NN, gromadzącego historię mówioną naszego regionu, zachowała się ustna relacja prof. Jelinowskiej: Pan Kac był człowiekiem dużej wiedzy, ale poza tym bardzo miły w kontaktach towarzyskich i był w instytucie bardzo lubiany. Nie było takiej sytuacji, żeby ktoś mu okazywał niechęć z powodu tego, że on jest Żydem.

Sprawa nazwiska Mendla Kaca po przyjeździe do Polski nieco się skomplikowała. W Wilnie dodano mu litewską końcówkę i z Kaca zrobił się Kacas. W Polsce wrócił do prawidłowego brzmienia Kac, ale jako autor licznych publikacji naukowych znany był jako Kacas. Poradzono mu więc, by używał obu nazwisk, oficjalnie występował zatem odtąd jako Mendel Kac-Kacas.

Jeszcze bardziej skomplikowała się sprawa stopnia naukowego. W 1957 roku Rada Naukowa Litewskiej Akademii Nauk nadała Kacowi tytuł starszego pracownika nauki, równoważny z polskim docentem. W Polsce zaś uznano mu tylko doktorat, przyznając głosami Komisji Kwalifikacyjnej przy Radzie Naukowej IUNG tytuł adiunkta. Mimo, że Kac wysyłał do Ministra Oświaty i Szkolnictwa Wyższego tony zaświadczeń, minister prof. W. Michałow był niewzruszony. Podpierał się przepisami. Ustawodawstwo nasze nie przewidywało i nie przewiduje możliwości nostryfikacji tytułów naukowych, nadawanych przez zagraniczne instytucje naukowe – brzmiało uzasadnienie odmowy. Minister podkreślał, że prawo dopuszcza nostryfikowanie wyłącznie stopni naukowych, jedyną drogą do uzyskania stopnia docenta pozostaje zatem habilitacja.

Zakasał więc Kac rękawy, zebrał niezbędny materiał badawczy i napisał pracę habilitacyjną „Badania nad potencjalną kwasowością gleby”. Obronił ją w listopadzie 1967 roku na Wydziale Rolniczym Wyższej Szkoły Rolniczej w Lublinie. Trochę trwało, zanim uchwałę Rady Wydziału zatwierdził minister. Gdy pod koniec marca 1968 roku przyszło wyczekiwane potwierdzenie nadania stopnia docenta, docent Kac miał już całkiem inne problemy na głowie. Dowiedział się, że jest syjonistą.

W języku ówczesnej propagandy syjonista to był sprytnie zakamuflowany przedstawiciel piątej kolumny, spiskujący przeciw Polsce. Mimo że przodkowie Mendla Kaca wybrali już dawno Polskę za swoją jedyną ojczyznę, w marcu 1968 roku okrzyknięto takich jak on obywatelami dwóch ojczyzn. Nie jest możliwa lojalność wobec socjalistycznej Polski i imperialistycznego Izraela jednocześnie – grzmiał z trybuny sejmowej premier Józef Cyrankiewicz. I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka w słynnym przemówieniu z 19 marca 1968 roku wskazywał szybki i skuteczny sposób rozwiązania problemu: Tym, którzy uważają Izrael za swoją ojczyznę, gotowi jesteśmy wydać emigracyjne paszporty.

Puławy nie były wyjątkiem w tym sterowanym odgórnie pospolitym ruszeniu przeciwko znienawidzonym syjonistom. Na antyżydowskie wiece wysłano tu nawet dzieci ze szkół podstawowych. Dawni uczniowie „dwójki” pamiętają, jak szli gremialnie wiecować na stadion miejski, niosąc transparenty „Syjoniści do Dajana”.

Polski Marzec’68 zaczął się w czerwcu 1967 roku od wybuchu wojny izraelsko -arabskiej. Związek Radziecki związany sojuszem z Egiptem opowiedział się po stronie Arabów. Lojalny wobec Moskwy rząd PRL potępił Izrael i zerwał z nim stosunki dyplomatyczne. Uruchomiono kampanię propagandową, mającą na celowniku syjonistów, czyli domniemanych popleczników Izraela. Polski antysyjonizm miał swoje korzenie w kryzysie ideologicznym w łonie PZPR i walce o władzę między partyjnymi frakcjami. Marzec 1968 roku był wybuchem sprzeciwu polskiej inteligencji i studentów wobec polityki Gomułki, a sprzeciw ten wywołał falę represji wobec „wrogów wewnętrznych”, wśród których prym mieli wieść syjonistyczni prowokatorzy, dążący do destabilizacji sytuacji w Polsce. Kampania nienawiści przeciwko obywatelom żydowskiego pochodzenia rozpętała się na dobre.

Historycy podkreślają: Nikt nikogo nie deportował, nikt nikogo nie zmuszał siłą do wyjazdu. Była tylko presja psychiczna. Nagonka propagandowa, szykany, zwalnianie z pracy. Nieznośna atmosfera, którą trudno było wytrzymać. Niektórzy nie wytrzymali…

Mendel Kac zaczął się bać. Nie o siebie, lecz o synów. Starszy był w trzeciej klasie liceum, miał przed sobą maturę i studia. A tymczasem studenci żydowskiego pochodzenia zmuszeni byli masowo opuszczać Polskę. Kac zaczął poważnie myśleć o wyjeździe. Nie do Izraela jednak, jak sugerował towarzysz Gomułka. Miał okazję obejrzeć z bliska Izrael podczas służbowego wyjazdu na międzynarodową konferencję gleboznawczą w 1966 roku i to, co zobaczył, wcale mu się nie podobało. Wrócił zdegustowany i rozczarowany.

A jednak we wniosku o wydanie paszportu zadeklarował wyjazd do Izraela. Upraszczało to w znacznym stopniu procedurę wyjazdową i gwarantowało szybkie wydanie paszportu. Sęk w tym, że nie był to prawdziwy paszport, lecz tzw. dokument podróży. Podróży w jedną stronę, gdyż warunkiem wyjazdu było złożenie wniosku o zmianę obywatelstwa, czyli de facto zrzeczenie się obywatelstwa polskiego. W tym trybie wyjechało z Polski kilkanaście tysięcy osób, z czego do zadeklarowanego Izraela dotarło tylko 28 procent. Reszta rozproszyła się po świecie. „Ucieczka mózgów” to bardzo adekwatna nazwa dla tej emigracji. Wyjechało wówczas około 500 pracowników nauki i szkolnictwa wyższego. W tej ostatniej grupie miał znaleźć się doc. dr hab. Mendel Kac-Kacas z Puław. Miał, bo nigdy z Polski nie wyjechał.

Na początku czerwca 1968 roku do dyrektora IUNG prof. Anatola Listowskiego wpłynęło pismo z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych: O wyjazd na pobyt stały do Izraela ubiegają się: Kac-Kacas Mendel oraz żona wyżej wymienionego Kotowicz-Kac Helena. Uprzejmie proszę o wypowiedzenie się, czy Ob. Dyrektor nie widzi przeszkód w wyjeździe w/w z tytułu ich pracy.

Prof. Listowski rozmawiał wcześniej z Kacem. Widział jego determinację i nie chciał niczego utrudniać. Poinformował więc równie uprzejmie, że: Doc. Kac jest dobrym, ale nie jedynym u nas specjalistą w tym zakresie – nie widzę więc, aby istniały przeszkody w umożliwieniu mu wyjazdu.

Mendel Kac chorował na serce. Przygotowując się do wyjazdu odwiedził znajomego lekarza i poprosił o większą niż zwykle ilość recept na leki nasercowe. Chciał zabrać ich duży zapas ze sobą w podróż. Nie był pewien, czy w miejscu docelowym uda mu się od razu uzyskać dostęp do opieki lekarskiej i zdobyć niezbędne medykamenty.

Zbliżał się koniec roku szkolnego 1967/68. Alik i Malik Kacowie mieli niebawem opuścić szkolne mury, tym razem na zawsze. Ich ojciec, który był mistrzem dobrych manier, postanowił wziąć w pracy dzień wolny i pójść do LO im. Księcia A.J. Czartoryskiego z podziękowaniem za opiekę nad synami.

- Pan Kac przyszedł do mojego gabinetu i zapytał, czy mógłby na dużej przerwie podziękować nauczycielom, którzy uczyli synów, i pożegnać się, bo wyjeżdżają. Wyraziłem zgodę. Kiedy na dużej przerwie nauczyciele zgromadzili się w pokoju nauczycielskim, przemówił do zebranych. Najpierw on, a potem parę zdań podziękowania powiedział jego starszy syn. To było bardzo poruszające – wspomina ówczesny dyrektor liceum Aleksander Chromiński.

Nikt z mieszkańców Puław nie potrafi dokładnie powiedzieć, jak zmarł Mendel Kac. W tych ostatnich chwilach był sam. Wracając ze spotkania w liceum poczuł się źle. Za dużo problemów, za dużo emocji, zbyt wielki ciężar spadł na jego słabe serce… Kiedy nazajutrz gruchnęła wieść o jego nagłej śmierci, cały instytut pogrążył się w smutku i przygnębieniu. Tragedia, która dotknęła tę rodzinę, wstrząsnęła wszystkimi.

- Pojechaliśmy na pogrzeb do Warszawy autokarem. Wszyscy, cały nasz Zakład Nawożenia, którym docent Kac kierował, i dwie osoby z dyrekcji. Lubiliśmy go. On się nie dał nie lubić – mówi Halina Malińska, wówczas doktorantka Kaca, która wobec zaistniałej sytuacji musiała sobie szukać nowego promotora

.

Na cmentarzu żydowskim w Warszawie przy ulicy Okopowej przybysze z Puław wraz z wdową i dziećmi zmarłego czekali na rabina. Czekali dobre pół godziny, ale rabin się nie pojawił. Mężczyźni wzięli się więc do roboty i sami pochowali Kaca. I pożegnali tak, jak umieli. Malińska dodaje: W drodze powrotnej czuliśmy się gorzej, niż jadąc na ten pogrzeb.

W czasie późniejszym na grobie Mendla Kaca pojawiła się kamienna stela z napisem w języku polskim i hebrajskim. Jej symbolika odkrywa nieznaną nikomu w Puławach tajemnicę pochodzenia zmarłego: Dwie charakterystycznie ułożone w geście błogosławieństwa dłonie to znak, że pochowano tu kohena, potomka wielce szacownego rodu wywodzącego się w linii męskiej od Aarona, brata Mojżesza, wyznaczonego przez Boga na pierwszego arcykapłana.

Dwa, może trzy tygodnie po pogrzebie, Helena Kac podjęła ostateczną decyzję o wyjeździe. Byli tacy, którzy próbowali ją od tego odwieść. Bezskutecznie.

Z własnej inicjatywy odbyłem długą rozmowę z panią Heleną Kotowicz-Kac w intencji odstąpienia od emigracji. Zapewniałem ją o bardzo dużej życzliwości pracowników IUNG i społeczności Puław. Pani Helena oświadczyła, że mimo jej przekonania o odnośnej życzliwości, nie może być pewna o przyszły los synów w Polsce. Decyzja o emigracji była więc nieodwołalna – napisał we „Wspomnieniach pracowników IUNG” prof. Jan Siuta.

I wyemigrowali. Najpierw do Wiednia, potem dalej, za ocean, w poszukiwaniu swojej nowej, amerykańskiej ziemi obiecanej.

Wyjazd za żelazną kurtynę był wówczas dla wielu Polaków nieosiągalnym marzeniem i jawił się jako ucieczka do wolności i dobrobytu. Liczni więc zazdrościli, nieliczni poznali prawdę. Prof. dr hab. Marian Kossowski, kierownik Pracowni Fizjologii Roślin w puławskim IUNG, otrzymał w 1969 roku stypendium naukowe w Cornell University i wyjechał na rok do

USA. Postanowił odwiedzić mieszkającą w Nowym Jorku Helenę Kotowicz-Kac, którą znał dobrze, bo Kossowscy mieszkali z Kacami po sąsiedzku. Pani Helena żyła w swoim nowojorskim mieszkaniu w nader skromnych warunkach, finansowanie nauki synów kosztowało ją wiele wyrzeczeń, tęskniła za Polską i dawnym życiem. Żałowała decyzji o wyjeździe.

Z tym żalem w sercu spoczęła w obcej ziemi, daleko od ukochanego męża i od grobów swych przodków.

Znałam rodzinę Kaców. Pamiętam ciepły uśmiech pani Heleny, czarny kapelusz i czarny płaszcz pana Mendla, fantastyczne fortece ze śniegu budowane na naszym podwórku przez Alika i Malika. Ktokolwiek zrobił straszną krzywdę tej rodzinie, zrobił krzywdę także nam, mieszkańcom Puław, zabierając tych dobrych ludzi z naszej ulicy, z naszego miasta, z naszego życia.

Hanna Pawłowska jest puławianką, przez wiele lat pracowała w różnych gazetach, specjalizując się w reportażu społecznym. Jest autorką trzech książek z dziedziny literatury faktu. Niebawem ukaże się jej czwarta, autobiograficzna książka „Pismaczka”.

iPolitycznie - Dominik Tarczyński - skrót 3

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Ile ofiar pochłonął komunistyczny Marzec’68? Mendla Kaca Ziemia Obiecana - Kurier Lubelski

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
"komunistyczny marzec68"

Wygląda poprawnie.
G
Gość
"polski marzec 68" ?

To może o "polskich obozach koncentracyjnych" coś napiszcie ?

Dzisiaj podobną nagonkę robi się na Kościół Katolicki.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie