Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Julianna Mierzwicka z Wonorza skończyła 100 lat!

Sławomir Kańkowski
Julianna Mierzwicka zd. Orlicka urodziła się 16 grudnia 1921 roku w Berenciznie. Dziś mieszka z córką Zofią, która jest osobą przykutą do wózka inwalidzkiego, i która wymaga stałej opieki oraz z drugą córką - Ewą, która się nimi opiekuje
Julianna Mierzwicka zd. Orlicka urodziła się 16 grudnia 1921 roku w Berenciznie. Dziś mieszka z córką Zofią, która jest osobą przykutą do wózka inwalidzkiego, i która wymaga stałej opieki oraz z drugą córką - Ewą, która się nimi opiekuje Nadesłane
Swój uroczysty jubileusz obchodziła w sobotę 18 grudnia. W tym niezwykłym dniu Dostojną Jubilatkę odwiedziła delegacja samorządu Gminy Dąbrowa Biskupia w osobach przewodniczącej Rady Gminy, Wiesławy Posadzy oraz wójta, Marcina Filipiaka. Przedstawiciele gminy przekazali Jubilatce moc życzeń, okolicznościowy dokument, kosz róż, a także prezent.

Zobacz wideo: Morsowanie dla każdego? Niektórzy muszą uważać!

Julianna Mierzwicka zd. Orlicka urodziła się 16 grudnia 1921 roku w Berenciznie.

Przed wojną rodzina pani Julianny mieszkała w Modlinie. Ojciec był wojskowym. Pracował w miejscowym składzie wojskowym, a wcześniej – za czasów carskiej Rosji – służył w wojsku carskim. I właśnie to, że ojciec był wojskowym, spowodowało, że rodzina pani Julianny znalazła się wśród rodzin przewidzianych do deportacji. W 1939 roku wywieziono ich najpierw na Ukrainę do Wołynia. Tam przebywali do 1940 roku, pracując za wyżywienie u jednego z miejscowych gospodarzy. Pewnego dnia 1940 roku o godzinie czwartej rano rodzinę Orlickich obudziło głośne pukanie, a w zasadzie walenie do drzwi. Przed nimi stało czterech mundurowych – dwóch Sowietów i dwóch Ukraińców. Zabrali całą rodzinę na stację kolejową i umieścili w wagonach towarowych. Tak zaczęła się podróż na Syberię.

Pani Julianna trafiła do rejonu tunguskiego w rosyjskiej tajdze. Wokół rozciągały się tylko lasy i bagna. Zimą panował tam ogromny mróz dochodzący do minus czterdziestu stopni. Było bardzo ciężko. Dodajmy, że Syberii nie przeżyła siostra pani Julianny i ojciec.

Do Polski wróciła w 1946 roku, a droga powrotna też nie należała do łatwych.

Najpierw – ujmując rzecz w dużym skrócie – trafiła do Kazachstanu, płynąc tam aż trzy tygodnie tratwami z drewna. Stamtąd pociągami towarowymi kierowała się już do Polski. Najpierw trafiła do Trzebiatowa (do Modlina nie miała po co wracać, ponieważ z domu zostały tylko zgliszcza). W Wonorzu znalazła się w 1948 roku. Tu wyszła za mąż i prowadziła wraz z mężem gospodarstwo rolne.

Dziś mieszka z córką Zofią, która jest osobą przykutą do wózka inwalidzkiego, i która wymaga stałej opieki oraz z drugą córką – Ewą, która się nimi opiekuje.

Jak mówiła już przed laty - zahartowało ją życie, szczególnie okres wojny, który spędziła w tak nieprzyjaznych dla człowieka warunkach. Zresztą po wojnie też nie było jej lekko. Zmagała się z różnymi przeciwnościami losu. Pracowała ciężko, ale i starała się pomagać innym.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska