Kartki ze Starobielska. Rocznica zbrodniczej decyzji najwyższych władz ZSRR [zdjęcia]

Hanka Sowińska [email protected] 52 326 31 33
Byli tacy szczęśliwi - Izabela i Stanisław Komorniccy z dziećmi - najmłodszą Mariką, Izabelą i Jackiem. Wybuch wojny zapoczątkował pasmo tragedii. Gdy w siedzibie NKWD w Charkowie mordowano jeńców, Izabela z dziećmi deportowana była na Syberię. Fot. Ze zbiorów Izabeli Montowskiej
Mjr Stanisław Nałęcz-Komornicki uspokajał żonę. "Zdrów jestem. Jakoś zimę się przetrwało. Z wiosną już będzie lepiej. Jest tu dużo znajomych, tylko nudno, bo nie mamy nic do roboty. Gdybyś Iś mogła przysłać mi bluzę mundurową, ta bez podszewki, letnia, dwie pary kalesonów, skarpetek..."

Wrogowie władzy sowieckiej

Mjr Stanisław Nałęcz-Komornicki. Po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. dostał się - w niewyjaśnionych okolicznościach - w ręce Sowietów. Był
Mjr Stanisław Nałęcz-Komornicki. Po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. dostał się - w niewyjaśnionych okolicznościach - w ręce Sowietów. Był jeńcem Starobielska. Zamordowany wiosną 1940 r. w Charkowie. fot. Z archiwum Izabeli Montowskiej

Mjr Stanisław Nałęcz-Komornicki. Po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. dostał się - w niewyjaśnionych okolicznościach - w ręce Sowietów. Był jeńcem Starobielska. Zamordowany wiosną 1940 r. w Charkowie.
(fot. fot. Z archiwum Izabeli Montowskiej)

Izabela Komornicki zrobiła paczkę. Wysłała do Starobielska. Czy doszła? Nawet jeśli mjr Stanisław Nałęcz-Komornicki ją dostał, to rzeczy spakowane przez ukochaną żonę już mu nie były potrzebne.

Dwa dni po tym, jak napisał kartkę z prośbą o odzież, zapadł wyrok. Na niego i na ponad 22 tys. polskich jeńców, którzy po 17 września 1939 r. znaleźli się na okupowanych przez Sowietów terenach II RP. Tylko on o tym jeszcze nie wiedział...

5 marca 1940 r. najwyższe władze ZSRR zatwierdziły decyzję o wymordowaniu jeńców z trzech obozów - Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa - oraz osób przetrzymywanych w więzieniach na zachodniej Białorusi i Ukrainie.

"Wzięci do niewoli oficerowie i policjanci próbują kontynuować kontrrewolucyjną działalność, prowadzą agitację antysowiecką. Każdy z nich tylko czeka na uzyskanie wolności, aby mieć możliwość aktywnego włączenia się do walki przeciwko sowieckiej władzy" - pisał w uzasadnieniu wniosku o wymordowaniu jeńców Ławrientij Beria, ludowy komisarz spraw wewnętrznych, prawa ręka Stalina, jeden z największych sowieckich zbrodniarzy.

Pamięta but. Ojca zna tylko ze zdjęć

W bydgoskim mieszkaniu Izabeli Montowskiej, najstarszej córki ppłk. Stanisława Nałęcz-Komornickiego (w 2007 r. ofiary zbrodni katyńskiej zostały mianowane na wyższe stopnie oficerskie) wisi piękny portret ojca.

- Żeby nie rodzina mamy i taty, nie miałabym żadnych pamiątek. Gdy nas wywożono na Syberię, mamusia nie zabrała żadnych fotografii - mówi pani Izabela.

Pamięta ojca? Nie. Zna Go ze zdjęć. Miała pięć lat, gdy wybuchła wojna. Pamięta za to but. Wysoki, taki, jaki nosili oficerowie. Gdy tata wracał do domu, wiedziała, że będzie zabawa. - Tatuś huśtał mnie na nodze. Stąd ten but. Z naszej trójki mnie najbardziej brakowało ojca - przyznaje.

Stanisław Komornicki był zawodowym oficerem. - Przed wojną mieszkaliśmy w Brodach, niedaleko Lwowa. Tatuś często zmieniał miejsca pobytu. Pracował kilka lat w Ministerstwie Spraw Wojskowych w Warszawie, potem był w Gnieźnie. W 1938 roku znalazł się w Brodach. Dowództwo jednostki znajdowało się w Tarnopolu. Stamtąd poszedł na wojnę.

Jesteś żoną oficera, musisz być dzielna

Ostatnią kartkę ze Starobielska Stanisław Komornicki wysłał 3 kwietnia 1940 roku
Ostatnią kartkę ze Starobielska Stanisław Komornicki wysłał 3 kwietnia 1940 roku Fot. Ze zbiorów Izabeli Montowskiej

Starobielsk, zabudowania klasztorne. Tu Sowieci przetrzymywali ponad 3800 jenców
(fot. Fot. Izabela Montowska)

Kilka dni przed niemiecką agresja na Polskę Komornicki pisał do żony. "Pamiętaj Iś (tak pieszczotliwie i zdrobniale nazywał ukochaną małżonkę - przyp. aut.). Jesteś żoną oficera. Musisz być dzielna".
Izabela Komornicka, niewiasta drobna i krucha okazała się kobietą z żelaza. Gdy została sama z trójką dzieci (oprócz Izabeli był jeszcze Jacek i Marika) musiała sobie radzić. Dzięki niej i nani Irce, która nie opuściła Komornickich, rodzina przetrwała nie tylko pierwsze miesiące sowieckiej okupacji, ale także sześcioletni pobyt na "nieludzkiej ziemi".

Kartki od męża przychodziły regularnie. Pisał z Kowla ("Zaczęło się" - tymi słowami informował żonę o wybuchu wojny), z Brześcia nad Bugiem (6 września), gdzie dostał się w ręce Sowietów.
Izabela Montowska: - Tatuś przysłał też w kartkę z obozu przejściowego w Szepietówce.

11 listopada 1939 r. Stanisław pisał: "Ogromnie męczy mnie brak wiadomości od Was, kiedy się zobaczymy, podobno mają zwalniać. Jestem zdrów, byłem ranny kulą karabinową przez gębę. Już się zagoiło. Poza tym czuję się dobrze. Spróbuj napisać choć kilka słów i to zaraz. Podobno w tych dniach wyjeżdżamy. Bogu Was polecam".

Pisał, że będą zwalniać. Nie zwolnili. Przewieźli do obozu w Starobielsku. W zabudowaniach nieczynnego klasztoru żeńskiego znalazło się ponad 3800 jeńców.

Pisz jak najczęściej, adres koniecznie po rosyjsku

Pismo z Dowództwa Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR z 8 marca 1942 r. Izabela Komornicka dowiedziała się, że jej mąż dotychczas nie zgłosił się do Armii
Pismo z Dowództwa Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR z 8 marca 1942 r. Izabela Komornicka dowiedziała się, że jej mąż dotychczas nie zgłosił się do Armii Polskiej w ZSRR, i że jeńcy z obozów Kozielsk,Ostaszków i Starobielsk znajdują się na dalekiej północy. "Przyjazd ich spodziewany jest nie wcześniej jak w połowie lata br." W tym czasie jeńcy z tych obozów już nie żyli...

Ostatnią kartkę ze Starobielska Stanisław Komornicki wysłał 3 kwietnia 1940 roku
(fot. Fot. Ze zbiorów Izabeli Montowskiej)

Pierwsza kartka ze Starobielska nosi datę 28 listopada.
"Bardzo niepokoję się o Was z powodu braku wiadomości. Pisałem już dwa razy. Nie mam odpowiedzi. Telegrafuj zaraz, gdzie jesteście. I czy zdrów? Jak sobie radzicie bez pieniędzy? Pewnie sprzedajesz rzeczy. Pisz jak najczęściej, adres koniecznie po rosyjsku. Ja jestem zdrów. Rana się całkowicie zagoiła i gdybym miał od Was wieści, czułbym się całkiem dobrze. Tak bardzo tęsknię już za Wami. A dzieci, czy mnie wspominają? Czy masz jakieś wiadomości od dziadziów? Czy Irka jest z wami? Bardzo, bardzo całuję was".

- Pierwsze miesiące sowieckiej okupacji nie były najgorsze. W naszym domu zamieszkali radzieccy oficerowie. Mamusia mówiła, że byli eleganccy, porządnie się zachowywali. Ci, którzy nadeszli w "drugim rzucie", wypędzili nas z mieszkania. Trafiliśmy do leśniczówki pod Brodami, która należała do znajomych taty - opowiada pani Izabela.

W tym czasie jej ojciec bił się z myślami, bo nie miał od żony żadnych wieści. Bardzo przeżywał rozłąkę. Cierpiał, widząc, że jego koledzy dostają pocztę.
- Mamusia pisała do taty. Może cenzura zatrzymywała listy - przypuszcza pani Izabela.

Kartki jak relikwie

15 grudnia 1939 r. mjr Komornicki napisał: "Nareszcie dziś otrzymałem telegram. Bardzo jestem szczęśliwy z tego powodu. Myślami jestem ciągle w Wami. Teraz czekam na pisemne wiadomości. Jak ty dajesz sobie radę bez pieniędzy? To mnie martwi. Już 3 i pół miesiąca jak Was nie widziałem. Może lepiej byłoby, gdybyś do Twoich rodziców pojechała, albo przynajmniej do mojej matki".
Izabela Montowska: - W czasie okupacji rodzice mamy mieszkali w Poznaniu, w Krakowie żyła babcia Komornicka.

Minął kolejny miesiąc. 3 stycznia 1940 r. Stanisław pisze do żony: "(...)Z dnia na dzień oczekuję poczty i co dzień zawód. Niepokoję się o Was. Tak wiele miałbym pytań. A tu miejsca wiele nie ma. Opisz Iś wydarzenia u Was, bo ja przecież nie wiem. Bardzo się ucieszyłem wiadomością, że Halusia jest z Wami. Ta kartka bardzo mnie ucieszyła. Ciekaw jestem, co sprzedałaś. Oczywiście, nie ma czegokolwiek żałować. Nie daj się oszukać. Tak ciekaw jestem dzieci. Czy urosły? A grzeczne? Dajesz sobie z nimi rady. Wiem, Iś, dobrze byłoby, gdybyś mogła dostać posadę w szkole i uczyć francuskiego. Spróbuj, może się da. Bardzo, bardzo całuję cię Najdroższa".

- Te kartki są dla mnie jak relikwie. Tyle lat, a pismo czytelne. Tatuś używał kopiowego ołówka. Korespondencja przetrwała mimo naszej syberyjskiej tułaczki. To coś nieprawdopodobnego. Mamusia wykazała się wielką odwagą, kiedy byliśmy na terytorium ZSRR. Ludzie takie rzeczy niszczyli.

Izabela poinformowała męża o "przeprowadzce", czyli wyrzuceniu z mieszkania.
"Jestem zmartwiony ostatnim telegramem" - pisał 8 lutego. "Nic nie rozumiem. Dlaczego... coś się zmieniło. A rzeczy? Czekam wiadomości. (...) Czy w Brodach dostaniesz potrzebne artykuły żywnościowe? Ciągle jestem myślami przy Was. Czy nie marzniecie? Piszesz często kartki, bo listy giną. (...) Do wiosny wiele się wyjaśni. Ale to jeszcze daleko. Jakie macie mieszkanie i gdzie to jest? Iś, bardzo proszę, pisz często, bo brak wiadomości zabija..."

Głód, tyfus, pluskwy

Pismo z Dowództwa Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR z 8 marca 1942 r. Izabela Komornicka dowiedziała się, że jej mąż dotychczas nie zgłosił się do Armii Polskiej w ZSRR, i że jeńcy z obozów Kozielsk,Ostaszków i Starobielsk znajdują się na dalekiej północy. "Przyjazd ich spodziewany jest nie wcześniej jak w połowie lata br." W tym czasie jeńcy z tych obozów już nie żyli...

Ostatnia kartka przyszła 3 kwietnia. "(...)Iśku tak już tęsknię za Wami, tyle czasu straconego bezpowrotnie, a jak długo to potrwa jeszcze. Jak często myślę o Was..."

Wtedy właśnie rozpoczęły się wywózki ze Starobielska. Jeńców przewożono do odległego o ponad 200 km Charkowa, gdzie byli zabijani strzałem w tył głowy w siedzibie NKWD. Ciała grzebano w Piatichatkach pod Charkowem.

W czasie, gdy życie mjr Komornickiego zostało tak brutalnie przerwane, jego najukochańsza Iś i dzieci jechały w wagonach bydlęcych na daleką Syberię.
- Przyszli po nas w nocy 13 kwietnia 1940 roku. Oficer był chyba dobrym człowiekiem. Widząc kobietę z trójką dzieci kazał pakować jak najwięcej rzeczy właśnie dla nas. Żołnierze pomagali przenosić pakunki na dworzec. Nania Irka pobiegła do NKWD i dobrowolnie wpisała się na listę. Mama nieraz wspominała, że bez niej nie przetrwalibyśmy wywózki - mówi pani Izabela.

Początkowo rodzina przebywała w miejscowości Bajszoj Izjum nad Irtyszem. - Pamiętam straszną powódź i wielki ryk bydła. Te obrazy dopadały mnie gdy byłam już na studiach. Do końca życia Syberia będzie mi się kojarzyć z wielkim głodem, tyfusem i pluskwami. Chcąc uniknąć tego świństwa latem mama wyciągała sienniki przed ziemiankę. Leżeliśmy pod gołym niebem, cudownym zresztą, a ona opowiadała nam, jak to było w Polsce...

Potem była Dżaksa na trasie do Akmolińska, na końcu wieś Wieremiejewka niedaleko Dniepropietrowska. Do Polski Izabela Komornicka z dziećmi wróciła w 1946 r.
- Mama była mężem zaufania na obłast Dżaksy - pani Izabela pokazuje dokument wystawiony 28 marca 1942 r. przez Delegaturę Ambasady RP w Akmolińsku.

Zachowało się także pismo z Dowództwa Polskichł Zbrojnych w ZSRR z 8 marca 1942 r. Izabela Komornicka dowiedziała się, że jej mąż dotychczas nie zgłosił się do Armii Polskiej w ZSRR, i że jeńcy z obozów Kozielsk,Ostaszków i Starobielsk znajdują się na dalekiej północy. "Przyjazd ich spodziewany jest nie wcześniej jak w połowie lata br."

Do końca życia nie wierzyła, że straciła męża. Pisała do Moskwy i Genewy. Przychodziły odpowiedzi, że taki "wybył" (tak informowali Sowieci), że mjr Komornicki jest na liście zaginionych jeńców Starobielska (to z Czerwonego Krzyża). Nie wierzyła nawet wtedy, gdy 13 kwietnia w 1990 r. Rosjanie przyznali się do zbrodni, a prezydent Michaił Gorbaczow przekazał listy wywozowe jeńców Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa.

- Byłam u ojca siedem razy. U ojca czyli w Starobielsku i miejscu kaźni, które zostało odkryte dzięki prof. Natalii Lebiediewej z rosyjskiego "Memoriału". Byłam też na otwarciu cmentarza wojennego w Charkowie w 2000 roku - kończy pani Izabela.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

~Ryszard~

Nie wiem, czy wypada to tu wkleić:
Szanowna Pani
Na prośbę męża Pani – Stefana komunikuję, że jest zdrów i stale pamięta o Pani i córeczce. Ostatni raz widziałem się z nim 7-go grudnia opuszczając więzienie w Mościskach, (GPU) gdzie byliśmy uwięzieni razem, a skąd zostałem wcześniej uwolniony. O dalszym losie Stefana i jeszcze paru oficerów, którzy z nim pozostawali, kiedy opuszczałem „Tiurmę” nic niestety powiedzieć nie mogę, gdyż od tego czasu kontakt między nami urwał się całkowicie.
Łączę wyrazy głębokiego szacunku

Córka Stefana Daukszy, która mi to pożyczyła, już nie żyje. Kartkę po jej smierci najprawdopodobniej zniszczono. Mam skan.
[email protected]

Dodaj ogłoszenie