Kłócisz się? Poproś o pomoc mediatora

Rozmawiała Alicja Wesołowska
MediatorJanusz Kaźmierczak
MediatorJanusz Kaźmierczak
Udostępnij:
Rozmowa z Januszem Kaźmierczakiem, mediatorem z ośrodka mediacyjnego Fundacji Pracownia Dialogu w Toruniu.

- Jutro obchodzimy Międzynarodowy Dzień Mediacji. Swoje drzwi otwierają prokuratury w regionie, fundacje, kancelarie. Czym właściwie jest mediacja?
- Prawnik powiedziałby, że instytucją. Ale my najczęściej tłumaczymy, że to dobrowolna rozmowa. Spotkanie skłóconych osób przy wspólnym stole, w obecności mediatora, który pomaga rozwiązać problem. Ta dobrowolność jest warunkiem koniecznym - jeśli nie ma zgody obu stron, nie ma też mediacji. Ale z drugiej strony ten warunek właśnie sprawia, że rozwiązania powstałe podczas mediacji okazują się bardzo trwałe. W końcu to strony same je wypracowały, żaden sąd im ich nie narzucił, jest więc motywacja, by ich się trzymać.

- Dobrowolność to tylko jeden z warunków mediacji.
- Owszem. Każda mediacja jest także poufna, mediator nie opowie o niej innym instytucjom, stronom czy mediom. Jest bezstronna - kiedy przyjdą do mnie pokłóceni przykładowi państwo Kowalscy, nie będę sympatyzował z panem Kowalskim dlatego, że np. jest mężczyzną jak ja lub dlatego, że wydaje mi się, że ma rację. Ale każda ze stron może w każdej chwili poprosić o innego mediatora. Zachowuję neutralność - to kolejna ze złotych zasad mediacji. Nawet, jeśli wydaje mi się, że widzę doskonałe rozwiązanie problemu, to nie narzucam go stronom.

Czytaj też: Międzydzynarodowy Dzień Mediacji. Mediator to nie terapeuta

- To po co taki mediator, skoro państwo Kowalscy dogadują się sami?
- Problem w tym, że się nie dogadują. Jeśli strony konfliktu potrafią ze sobą spokojnie i rzeczowo rozmawiać, z reguły nie przychodzą do mediatora. Ale jeśli nie potrafią, potrzebują kogoś, kto poprowadzi rozmowę.

- Kto więc przychodzi do mediatora?
- Naszych klientów możemy podzielić na dwie grupy. Pierwsza to przedsiębiorcy, którzy zwłaszcza teraz, w czasach kryzysu, nie mają czasu, pieniędzy i ochoty, by dochodzić swoich racji przed sądem gospodarczym, gdzie średnia długość postępowania to 836 dni. A podczas negocjacji tę samą sprawę można rozwiązać w kilka godzin. Druga grupa to małżeństwa lub byłe małżeństwa, które próbują ustalić zasady opieki nad dzieckiem. Ważne jest to, że po wypracowaniu konkretnych rozwiązań podczas mediacji, zawsze można zwrócić się do sądu i nadać ugodzie moc prawną. Jeśli np. strony umówią się, że ojciec dziecka będzie płacił alimenty w określonej kwocie, to po złożeniu takiego wniosku do sądu mężczyzna nie będzie mógł już "rozmyślić się" i nie płacić. A trwa to nadal krócej niż w sądzie - z reguły kilka dwugodzinnych sesji wystarczy, by dojść do porozumienia.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie