MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kosiniak-Kamysz: Takiego naboru do armii, jak w tym roku, nie było od lat

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Kraków, rynek główny, obchody 80 rocznicy bitwy o Monte Cassino
Kraków, rynek główny, obchody 80 rocznicy bitwy o Monte Cassino WOJCIECH MATUSIK / POLSKAPRESS
- Będziemy zwiększać liczebność armii, ale nie tylko liczby są ważne, tylko operacyjność armii. Jedno musi wynikać z drugiego, tylko wtedy armia będzie efektywna. Najważniejsze, że z dnia na dzień nasza armia się zwiększa - mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, minister obrony narodowej

Ambasador USA w Polsce Mark Brzezinski powiedział kilka dni temu, że przyszłotygodniowy szczyt NATO będzie najbardziej ambitnym szczytem od zakończenia zimnej wojny. Czego się pan po nim spodziewa?

Po pierwsze, to 75 lat istnienia NATO i 25 lat Polski w Sojuszu. Poza tym sytuacja na Ukrainie, nowe państwa członkowskie, Indo-Pacyfik - wszystko to sprawia, że będzie to niezwykle ważny szczyt. Czego się po nim spodziewamy? Dalszego wsparcia dla Ukrainy, podkreślenia roli Polski w tym wsparciu. Przypomnę, że powstaje Centrum Analiz, Szkolenia i Edukacji NATO-Ukraina (JATEC). Na szczycie NATO będzie ogłoszona jego gotowość do funkcjonowania. Spodziewam się ponaglenia innych państw, które nie przeznaczają 2 procent PKB na zbrojenia. Niestety, jedna trzecia członków Sojuszu tego nie robi, a przecież powinny zwiększać nakłady na armie. Spodziewam się również zbliżenia z naszymi partnerami: Koreą Południową, Japonią, Australią czy Nową Zelandią.

Podczas tego szczytu NATO ma przedstawić najsolidniejsze od dekad plany obrony, wzmacniając tym samym możliwości odstraszania i obrony w czasach pokoju, kryzysu i konfliktu w przyszłości. Mają też zapaść decyzje w sprawie zwiększenia roli NATO w koordynowaniu wsparcia dla Ukrainy. Myśli pan, że Ukraina zostanie zaproszona do Sojuszu?

Że takie zaproszenie padnie na tym szczycie? Uważam, że będą deklaracje dalszej pomocy dla Ukrainy, szkoleń na terytorium państw NATO. Będą deklaracje dalszych dostaw sprzętu, będzie mowa o większej roli koordynacyjnej Sojuszu. Nie sądzę jednak, by padło oficjalne zaproszenie dla Ukrainy.

NATO tak bardzo boi się Putina?

NATO od 75 lat jest najsilniejszym sojuszem obronnym na świecie. To nie NATO się boi, to inni powinni się bać.

Jak Pan myśli, jakie najważniejsze zadania stoją przed NATO? Jak NATO powinno się zmienić w obliczu zmian na arenie międzynarodowej i samej wojny w Ukrainie.

Wolność potrzebuje siły, tak określiłbym hasło ramowe dla NATO na kolejne 25 lat. Potrzebujemy większej i sprawniejszej koordynacji działań, potrzebujemy wypełnienia zobowiązań, w tym współpłacenia przynajmniej 2 procent PKB na zbrojenia, potrzebujemy wzmocnienia wschodniej flanki NATO. We wtorkowej rozmowie z ministrem obrony Niemiec poruszałem temat tego, co się dzieje na granicy polsko-białoruskiej. To jest też ważne w kontekście NATO. Sprawa naszej wschodniej granicy nie jest tylko polską sprawą, to jest sprawa europejska i natowska. Wróg jest jasno określony, chyba nikt na świecie nie może mieć co do tego żadnych wątpliwości i dlatego ważne są wspólne inicjatywy. Określona musi być także współpraca z Unią Europejską. Europa ma zadania gospodarcze, NATO ma zadania obronne.

Jak Pan ocenia stan wyposażenia polskiej armii? Czego brakuje nam najbardziej?

Jestem właśnie po niezapowiedzianej wizycie w Pierwszej Warszawskiej Brygadzie Pancernej w Wesołej, rozmawiałem z żołnierzami. Uważam, że kierunek, który przyjęliśmy na samym początku, jest niesłychanie istotny. Chodzi o indywidualne wyposażenie żołnierza, od umundurowania po bezpieczeństwo, czyli na przykład kamizelki kuloodporne. W tej kwestii wieloletnich zaniedbań było bardzo dużo, naprawiamy je cały czas. Chodzi o program „Szpej”, który ma poprawić stan ekwipunku polskich żołnierzy? Tak, to nasz program „Szpej”, chcę przeznaczyć na jego realizację jeszcze więcej środków, bo widzę, jak bardzo jest to potrzebne. Druga rzecz - to szkolenie. Szkolenia, szkolenia i jeszcze raz szkolenia.

Chciałam o to zapytać, jak Pan ocenia poziom wyszkolenia polskich żołnierzy? Jest aż tak bardzo źle?

COVID-19 zrobił w tej kwestii dużo złego. Działania na granicy też utrudniają normalny harmonogram szkolenia. Mimo to, za mojej kadencji o 40 proc. wzrosła liczba szkolących się żołnierzy, to nawet 60 tys. wojskowych, którzy codziennie podnoszą umiejętności na poligonach czy placach przykoszarowych. System szkolenia żołnierzy wciąż wymaga pracy. Kolejna sprawa: nie ma nakreślonej jasnej, wiadomej ścieżki awansu. Ona musi mieć swój rytm. Nie może być ani za długa, ani zbyt krótka. Dzisiaj pewne zasady są dość nieprecyzyjne, będę starał się to zmienić. Taki porządek bytu hierarchii: jasna ścieżka kariery wojskowej i jasna możliwość awansu.

Wróćmy jeszcze do sprzętu. Wielu ekspertów uważa, że nasza obrona przeciwlotnicza pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza w obliczu tego, co się dzieje za wschodnią granicą.

Budujemy tę obronę, ale to proces, który zajmuje wiele lat. Program Pilica Plus, programy Narew, Wisła, obrona powietrzna od najniższego aż po średni zasięg - to wszystko właśnie tworzymy i integrujemy. Podpisałem kilka umów, choćby umowę na IBCS, jest to mózg zarządzania obroną powietrzną. Tylko Polska, oprócz Stanów Zjednoczonych, będzie miała dostęp do tego systemu. Ale wdrażanie tych programów, współpraca z Wielką Brytanią w tym zakresie, również w programie Narew, ostatnio przyjęta uchwała rządu o zabezpieczeniu finansowym w tym zakresie - to wszystko się dzieje. Niestety, to jest najdroższa część działania armii. Bardzo dobrze obrazuje to atak Iranu na Izrael - co najmniej 10 razy więcej kosztowała obrona niż atak. I tutaj mamy dwie nasze inicjatywy, inicjatywy europejskie. Jesteśmy za tym, by obrona powietrzna była wspólną obroną Starego Kontynentu.

Właśnie, na jakim etapie realizacji jest „żelazna kopuła”, która ma powstać nad Europą? Bo ona na pewno poprawiłaby nasze zdolności obrony przeciwlotniczej.

To etap początkowy, bo inicjatywa zaczęła się w tym roku. Chodzi o współpracę wszystkich elementów obrony powietrznej - my mamy swoje narodowe systemy, inne państwa mają swoje systemy. One muszą ze sobą współgrać. Wiemy, skąd może przyjść zagrożenie. Wymiana działań i współpraca w rozpoznaniu, w radiolokacji i w przeciwdziałaniu - to wstępna inicjatywa, inicjatywa premiera Donalda Tuska i premiera Grecji. We wtorek o tym rozmawiałem, choćby z naszymi partnerami z Niemiec i m.in. temu też były poświęcone konsultacje polsko-niemieckie.

W 2024 roku planowane jest podpisanie 150 umów na pozyskanie różnego rodzaju sprzętu wojskowego. Czego konkretnie?

To bardzo dużo różnego rodzaju sprzętu i dla wojsk lądowych, i dla marynarki wojennej, i sił powietrznych, dla wszystkich rodzajów wojsk. Najważniejsze z nich to zakupy lub kontynuacja kontraktów na pojazdy Rosomak czy Kleszcz, kolejne samoloty, czołgi czy wyrzutnie rakietowe. To także wyposażenie indywidualne, radiostacje, systemy rakietowo-artyleryjskie czy nowe bezzałogowce. Jest tego naprawdę dużo.

Które z podpisanych kontraktów z Koreą jeszcze za rządów Zjednoczonej Prawicy będą realizowane, a z jakich postanowiliście zrezygnować? Z których chcemy rezygnować?

Nie wskazujemy żadnych, z których chcemy zrezygnować. Realizujemy te kontrakty. Ostatnio był w Polsce minister obrony Korei. Zamówienia na czołgi K2, armatohaubice K9, samoloty FA50 i wyrzutnie rakietowe są realizowane. Podpisano część umów wykonawczych, część umów ramowych - oczekujemy na dobrą propozycję finansową i o tym rozmawiamy, bo to zakupy kredytowane i gwarantowane przez stronę koreańską. Przedstawiane do tej pory propozycje kredytowe, finansowe nie były dla nas do zaakceptowania i o tym powiedziałem wprost panu ministrowi. On to rozumie. Korea powinna nam dać lepsze warunki i o tym teraz rozmawiamy. Dla mnie bardzo ważna jest też deklaracja produkcji czołgów K2 i serwisowania innego sprzętu w Polsce. To dla nas warunek sine qua non kontynuacji i rozwijania współpracy z Koreą.

Właśnie, ponoć MON ma takie plany, aby przynajmniej 50 proc. wydatków na zbrojenia i modernizację wojska zostało w polskim przemyśle zbrojeniowym. To prawda?

To nasza poprawka, którą składaliśmy do ustaw jeszcze za rządów naszych poprzedników. Wtedy na komisji przeszła, ale na głosowaniu plenarnym przepadła. Tak, uważam, że to jest możliwe. Choć trzeba do tego rewolucji w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, bo jej obraz po ośmiu latach rządów Zjednoczonej Prawicy i zarządzania przemysłem zbrojeniowym jest, najdelikatniej mówiąc, mało interesujący. Musimy doprowadzić do współpracy przemysłu publicznego, czyli Polskiej Grupy Zbrojeniowej z przemysłem prywatnym, choćby w kwestii produkcji amunicji. Potrzebujemy dużo więcej amunicji, szczególnie pocisków 155 mm, które są dzisiaj bardzo potrzebne na Ukrainie, ale musimy je też produkować na swój użytek. Mamy na to zabezpieczone środki z NATO. Podpisaliśmy umowę na zakup amunicji z Polskiej Grupy Zbrojeniowej, ale uważam, że trzeba przyspieszyć te działania i zmodernizować całą PGZ.

To jest do zrobienia?

To bardzo trudne zadanie. Powiem więcej: to jedno z najtrudniejszych zadań, bo jest choćby „Cegielski” w Poznaniu, który przejęliśmy naprawdę w stanie zatrważającym. Do tego dochodzą nierealizowane kontrakty przez wiele zakładów, opóźnienia w dostawie choćby dronów, bo zakłady zbrojeniowe nie są w stanie ich wyprodukować. A z drugiej strony mamy coraz lepiej rozwijający się prywatny sektor, który jest w stanie produkować szybko i terminowo. Gdzie leży problem? W sprawności działania Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Są w niej nowe władze. Bardzo mocno wierzę, że postawią PGZ na nogi. Mają określone zadanie, choćby współpracę z Brytyjczykami w sprawie programu Narew, która wymaga zaangażowania naszego przemysłu zbrojeniowego na ogromną skalę. Polski przemysł zbrojeniowy musi być na to gotowy. Dzisiaj w wielu wypadkach nie jest.

Wysłaliśmy na Ukrainę setki sztuk ciężkiego sprzętu, m.in. kilkaset BWP-1, ponad 300 czołgów oraz setki sztuk artylerii - w tym ponad 70 armatohaubic samobieżnych Krab, z których wojsko ukraińskie jest bardzo zadowolone. Uzupełniamy jakoś polskie zasoby tego sprzętu, chociażby Krabów właśnie?

Dla mnie priorytetem jest nie tylko to, co kupimy i dostaniemy do 2035 roku, bo część z tych zamówień czy kontraktów, które dzisiaj podpisuję, czy tych podpisanych dwa lata temu, będzie realizowana do roku 2030 czy 2035. Mamy przed sobą całą dekadę odbioru nowoczesnego sprzętu. Dla mnie ważny jest także ten sprzęt, który jest użytkowany dzisiaj, on musi być w bardzo dobrym stanie. W tym roku przesunąłem środki po to, by jakość tego sprzętu znacznie podnieść. Uważam, że to coś niesłychanie ważnego, nasza armia musi być w pełnej gotowości. Co z Ukrainą? Możemy odzyskać część środków, jest europejski fundusz, który pozwalałby na odzyskanie około 50 proc., może trochę mniej, wartości sprzętu, który przekazaliśmy do Ukrainy. Ale te decyzje są wciąż blokowane przez Węgry. Zabiegamy, by to się zmieniło, byśmy mogli odzyskać część tych środków. Wierzę, że Węgry zmienią swoje stanowisko i przeprowadzimy tę operację.

Mamy jeszcze jakiś sprzęt, który możemy Ukrainie wysłać?

Donacje sprzętu odbywają się również w tym roku. Oczywiście te możliwości są już dużo bardziej ograniczone niż rok czy dwa lata temu. Dlatego bierzemy udział choćby w inicjatywie czeskiej wspólnego zakupu amunicji.

Ilu żołnierzy docelowo ma liczyć Polska armia?

Dzisiaj jest ich ponad 200 tys. i też pamiętam, jak nasi poprzednicy mówili: „Przyjdą do władzy, liczba żołnierzy będzie spadać”. Takiego naboru, jak w tym roku, nie było od lat. Jest ogromne zainteresowanie służbą w wojsku. Niedawno rozmawiałem z młodymi żołnierzami, którzy są dwa miesiące w dobrowolnej zasadniczej służbie wojskowej. Wprowadzenie dobrowolnej zasadniczej służby wojskowej to dobry pomysł. Oni wstępują do armii przede wszystkim z pobudek patriotycznych, to warte podkreślenia. Inaczej niż w innych krajach: pieniądze są ważne, ale patriotyzm stoi na pierwszym miejscu. Więc będziemy zwiększać liczebność armii, ale nie tylko liczby są ważne, tylko operacyjność armii. Jedno musi wynikać z drugiego, tylko wtedy armia będzie efektywna. Najważniejsze, że z dnia na dzień nasza armia się zwiększa.

Mówił Pan o wyszkoleniu, mówił pan o sprzęcie, co jeszcze można zrobić, żeby zachęcić młodych ludzi do tego, aby wstępowali do wojska?

Robimy trzy akcje. Po pierwsze: edukacja z wojskiem. To nasz pomysł uzgodniony z panią minister Nowacką. W tym roku pierwszy raz żołnierze szkolą młodzież z zachowania w sytuacjach kryzysowych, z udzielania pierwszej pomocy. To też promocja wojska od najmłodszych lat. Po drugie - akcja wakacje z wojskiem. Tę również wprowadziliśmy po raz pierwszy w tym roku. To trzy turnusy, od końca czerwca przez lipiec i sierpień młodzi ludzie mogą wstępować do wojska. Na koniec składają przysięgę. To wielka promocja armii, szczególnie dla absolwentów szkół średnich. Mówiłem im: „Lepiej pójść do wojska na miesiąc, zarobić przyzwoite pieniądze, bo to około 6000 zł na rękę niż pójść np. do pracy w barze. I zarabiać może mniejsze lub podobne pieniądze. Tu zostajesz żołnierzem, składasz przysięgę i możesz kontynuować swoją karierę albo przejść do rezerwy aktywnej, pasywnej czy do Wojsk Obrony Terytorialnej. Możliwości są różne. Są jeszcze weekendowe treningi z wojskiem w czasie wakacji. Kolejna sprawa: jakość służby, czyli właśnie indywidualne wyposażenie żołnierza, jasna ścieżka awansu, bezpieczeństwo dla rodziny. Chcę wprowadzić kartę wojskowej rodziny, taki projekt ustawy jest już przygotowany. 10 lat temu wprowadziłem kartę dużej rodziny. Dziś będę wprowadzał kartę rodziny wojskowej, czyli zniżki, ulgi, otoczenie opieką żołnierskiej rodziny. W armii służy nie tylko żołnierz, ale także jego bliscy.

Ostatnie miesiące wiele nas uczą: na Ukrainie powstają już wojska dronowe. W Polsce też takie wojska powstaną?

Tak, zapowiedziałem to w parlamencie - w Polsce powstają wojska bezzałogowe, wojska dronowe. Podjęliśmy taką decyzję. Dzisiaj drony kojarzymy z dronami latającymi, ale są także drony naziemne, nawodne i podwodne. Więc mamy co najmniej kilka obszarów, w których drony mogą operować. Tarcza Wschód, którą budujemy, to też w dużej części systemy dronowe i antydronowe. Drony są przyszłością. Polska będzie miała ich wiele tysięcy w służbie naszej armii.

A jaką rolę powinny pełnić Wojska Ochrony Terytorialnej?

Taką, jaką pełnią, a nawet wzmocnioną w integracji z systemem zarządzania armią. Dlatego podjąłem decyzję, że po uzyskaniu certyfikacji Wojska Obrony Terytorialnej nie będą już bezpośrednio podlegać ministrowi obrony narodowej, ale przejdą w dyspozycję szefa sztabu generalnego. Wojsko ma być dowodzone nie przez ministrów czy polityków, ono ma być zarządzane i dowodzone przez żołnierzy. Dlatego, jeżeli cały proces certyfikacji zakończy się pozytywnie, to 14 sierpnia, dzień przed świętem Wojska Polskiego, Wojska Obrony Terytorialnej nie będą już podlegały bezpośrednio ministrowi tylko szefowi Sztabu Generalnego. Spełniam tym samym swoją obietnicę wyborczą - jest rozdział munduru od garnituru. Rola Wojsk Obrony Terytorialnej? Pomoc ludności, to jest bardzo ważne, ale też WOT uczestniczy w ochronie granicy, budujemy dwie nowe brygady Wojsk Obrony Terytorialnej na pograniczu. Dalej - bardzo ważna rola WOT leży w promocji wojska. Z jej szeregów wiele osób rekrutuje się później do grupy żołnierzy zawodowych, ale też odwrotnie - wiele osób, których ktoś z rodziny służy w armii przychodzi do WOT. Byłem niedawno na przysiędze Wojsk Obrony Terytorialnej Małopolskiej Brygady w Limanowej. Podchodzili do mnie żołnierze, oficerowie i mówili: „Tu jest moja córka, która wstąpiła do WOT-u. Ona jest w poczcie sztandarowym”, „Tu jest moja żona, przystąpiła właśnie do Wojsk Obrony Terytorialnej”. Wojska Ochrony Terytorialnej wpisały się dobrze w społeczność lokalną, integrują, niosą pomoc w zagrożeniach. Dzisiaj to już grupa 40 tys. osób, z tego 5 tys. to zawodowcy, 35 tys. - ochotnicy, czyli ci, którzy zgłosili się do WOT dobrowolnie.

Pan już o tym wspomniał, uważa Pan, że do szkół powinien wrócić przedmiot, który kiedyś nazywał się „przysposobienie obronne”?

Realizuję ten pomysł w praktyce. Nie mówię, że taki przedmiot powinien wrócić, jego zakres cały czas wraca poprzez edukację wojskiem. W tym roku naszymi pilotażowymi programami było objętych trzy tysiące szkół. Rozmawiałem o tym z ministerstwem edukacji, z panią minister B. Nowacką. Chciałbym, by od przyszłego roku te zajęcia były powszechne. Są one bardzo potrzebne.

Od wielu miesięcy trwa kryzys na naszej granicy z Białorusią. Jak konkretnie będzie wyglądała Tarcza Wschód? Czy jakieś jej założenia już są realizowane?

Została przyjęta uchwała rządu o narodowym programie odstraszania i obrony pod kryptonimem Tarcza Wschód i rozpoczynamy jego realizację. To jest program wieloletni, realizowany w latach 2024-2028, przeznaczamy na niego kwotę co najmniej 10 miliardów ze środków krajowych i ze środków europejskich, na które bardzo liczymy.

Póki co nie ma jednak zgody UE na unijne finansowanie tego projektu, na co liczył premier Donald Tusk. To mocno komplikuje sprawę?

Spokojnie. Uważam, że trzeba będzie przesuwać środki z KPO na przemysł zbrojeniowy i na obronność. Liczymy na otwartość Unii Europejskiej. Jeżeli Ursula von der Leyen zostanie szefową Komisji, to na podstawie naszego wniosku, zgłoszonego jeszcze przed wyborami podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, zapowiedziała, że powoła komisarza do spraw obrony, do spraw przemysłu obronnego.

Czyli Pan na te pieniądze liczy?

Liczę. Jestem tego pewien, że one będą: na Tarczę Wschód, dla nas, dla krajów nadbałtyckich. Dobrze, ale na jakim etapie jest Tarcza Wschód? Planów? Tak, planów, ale już konkretnych. W tym roku została podjęta decyzja o powstaniu Tarczy. Myślę, że pierwsze prace nad jej tworzeniem zaczną się pod koniec tego roku i zakończą w roku 2028.

Jak Tarcza Wschód będzie wyglądała? To będą zasieki? Bunkry?

Prezentowaliśmy jej założenia w Sztabie Generalnym. Tarcza Wschód ma przeciwdziałać mobilności przeciwnika we wszystkich płaszczyznach. Są różnego rodzaju zapory żelbetonowe, które utrudniają przemieszczanie się obcych wojsk. Druga rzecz - ułatwienie mobilności naszych żołnierzy, czyli budowa dróg, miejsc składowania sprzętu, różnego typu logistycznego zaplecza. Trzecia rzecz - ochrona ludności, zapewnienie bezpieczeństwa, a więc chociażby schrony. To część twardej infrastruktury. Jednak istotą Tarczy Wschód są systemy monitoringu na każdym poziomie. Radiolokacja, systemy rozpoznawcze i to, o czym mówiliśmy wcześniej - drony, systemy antydronowe do monitorowania i wykorzystane także do odparcia ataku.

Rząd przyjął projekt zakładający możliwość użycia wojska na terytorium kraju i odnoszący się do użycia broni. Przewiduje on wprowadzenie do Kodeksu karnego przepisu, według którego w pewnych okolicznościach użycie broni niezgodnie z zasadami nie będzie przestępstwem. To dobry przepis? Bo protestuje lewica, prawnicy, organizacje chroniące praw człowieka.

Żołnierze, z którymi rozmawiałem, mówią: „Potrzebujemy pewności, potrzebujemy takich przepisów, które pozwolą nam, byśmy postępowali zgodnie z zasadami”. My nie uchylamy zasad, ale mówimy: „Masz większą pewność użycia broni”. I tak będzie po wprowadzeniu tych przepisów. To, że skrajności: skrajna lewica czy skrajna prawica mówią o tym, że te przepisy są niedobre, to dla mnie oznacza, że one są w centrum. Bo jeżeli jednym i drugim się nie podobają, to znaczy, że są wyważone.

Amnesty International też uważa, że jednak nie są dobre!

To zapraszam Amnesty International na granicę, niech zobaczą, jak się tam służy. Niech porozmawiają z żołnierzami, niech porozmawiają z rodziną naszego sierżanta Mateusza, który oddał życie za bezpieczeństwo Polski. Niech porozmawiają z tymi, którzy strzegą polskiej granicy. Usłyszą, jaka jest prawda.

Nie mogę o to nie zapytać, nie boi się Pan, że stosunek PSL do projektu ustawy o związkach partnerskich przysporzy wam więcej przeciwników niż zwolenników? Już jesteście mocno krytykowani, także Pan osobiście. I proszę nie mówić o poglądach, bo to nie chodzi o poglądy.

Dokładnie tu chodzi o poglądy, w wyborach startuje się z określonymi poglądami. Nikogo nie zaskakuję tym, co mówię.

Unia Europejska od lat domaga się od nas uporządkowania sprawy związków partnerskich. Tu nie chodzi o poglądy, to chodzi o prawa człowieka.

Zawsze chodzi o prawa obywatela, o prawa człowieka. W ustanawianiu prawa dokładnie o to chodzi. Są różne formacje i różni ludzie, którzy startują w wyborach. Nic nie zmieniłem, ani przecinka w swoich poglądach. Mówiłem o tym w kampanii prezydenckiej, mówiłem to w kampanii wyborczej do parlamentu. Koleżanki i koledzy z koalicji nie mogą być zaskoczeni naszym stanowiskiem. W kwestiach ustawy o związkach partnerskich każdy w PSL-u będzie decydował indywidualnie. Jestem otwarty na to, byśmy przyjęli rozwiązania ułatwiające życie osobom będącym w takich związkach, czyli dostęp do informacji medycznej czy sprawy dziedziczenia. Nie zgadzam się jednak na zrównanie takich związków ze statusem małżeństwa i na adopcję dzieci. Mówię to po raz setny, więc nikogo nie zaskakuję. Powtarzam: każdy z nas zagłosuje tak, jak będzie uznawał za stosowne.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny złota na nowym, historycznym poziomie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Kosiniak-Kamysz: Takiego naboru do armii, jak w tym roku, nie było od lat - Strefa Obrony

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska