- Koniecznie musicie się zająć tą sprawą - do redakcji przyszedł głogowianin. Po cierpieniach w szpitalu zmarł jego dobry znajomy, Jan Stachurski, który pracował w głogowskich wodociągach. Pogrzeb był 10 lipca, przyszło prawie 500 osób. Odbył się w Kotli, ale odprawiał mszę ksiądz z Głogowa, bo zmarły był z Zabiela.
- Po miesiącu zadzwoniłem do wdowy, żeby zapytać, kiedy będzie msza za duszę zmarłego. Okazało się, że nie będzie, bo pieniędzy zebranych z tacy nie ma - mówi zdenerwowany przyjaciel zmarłego. - My uczestnicy pogrzebu uważamy, że gospodyni księdza z Kotli ukradła tacę.
Była im to winna
Marianna Stachurska, wdowa, do dziś nie może się otrząsnąć. Najpierw ta tragedia z mężem, który odszedł nagle i w cierpieniach. A potem dobiła ją jeszcze sprawa z tacą.
Okazało się, że do kościoła w trakcie mszy przyszła gospodyni proboszcza z Kotli i zabrała tacę. Wdowa poszła do gospodyni zapytać dlaczego. - Byłam to winna ludziom, którzy uczestniczyli w pogrzebie mego męża i dawali hojną tacę - mówi M. Stachurska. - Gospodyni powiedziała mi, że pieniędzy nie ma, że wpłaciła je na konto.
Wdowa czekała tydzień, dwa. Myślała, że może ksiądz z Kotli odprawi mszę za duszę jej męża. Nie odprawił. W kolejnym tygodniu po mszy zaczepiła ją gospodyni księdza. Powiedziała, że ma dla niej ponad 400 zł. - Nie wzięłam. Powiedziałam, że to nie ta taca. 400 zł to dała sama najbliższa rodzina - mówi wdowa.
Same kanalie
Poszła na rozmowę do proboszcza. - Ksiądz przyjął mnie zimno. Na koniec poprosił o numer telefonu - opowiada.
Po kilku dniach gospodyni przekazała te ponad 400 zł parafii kolegiackiej w Głogowie. Wdowa zrobiła listę uczestników pogrzebu. 425 osób musiało dać co najmniej 1.800 zł. A to przecież nie wszyscy.
- Te pieniądze były w intencji mojego męża - mówi pani Marianna. - Teraz czekam na emeryturę. Mam niewielką, ale dam z niej na mszę za duszę męża.
Rzecznik prasowy kurii diecezji zielonogórsko-gorzowskiej ks. Andrzej Sapieha tłumaczy, że taca przeważnie zostaje w tym kościele, w którym została zebrana. Powinna być przeznaczona na jego utrzymanie. - Zbieranie pieniędzy na mszę za duszę zmarłego jest lokalnym zwyczajem. Na przykład w dużych miastach tego się nie stosuje - twierdzi. - Jednak w takim przypadku jak ten, księża mogą uzgodnić między sobą, co zrobić z pieniędzmi.
Rozmawialiśmy z księdzem proboszczem z Kotli. Był niezadowolony, że interesujemy się tą sprawą.
- Jest zasada, że taca zostaje na kościół - stwierdził ks. Apolinary Dereń. To dlaczego parafii w Głogowie oddał 400 zł? - Bo tyle było - odpowiedział. - Ta kobieta to jest kanalia - podsumował.
- Jak ksiądz może tak mówić o wieloletniej parafiance ? Ona przecież działała na prośbę uczestników pogrzebu, którzy poczuli się oszukani - pytamy.
- To są takie kanalie jak ona - odpowiedział.
Czy ksiądz powinien nazwać kogoś kanalią? - Na pewno nieładnie postąpił - powiedział rzecznik kurii diecezji zielonogórsko-gorzowskiej ks. Andrzej Sapieha. - Nie powinien użyć takiego słowa. Trzeba by go zapytać, dlaczego tak powiedział, być może miał powód. Ale ja nie popieram czegoś takiego.
* Źródło: - Uczestnicy pogrzebu to kanalie! - grzmiał ksiądz. Dlaczego nie było mszy za Jana Stachurskiego?