Leonard Pietraszak: Całą koszmarną okupację spędziłem w Bydgoszczy

rozm. Jolanta Zielazna [email protected]
Pułkownik Dowgird - od tej roli w telewizyjnym serialu zaczęła się popularność Leonarda Pietraszaka
Pułkownik Dowgird - od tej roli w telewizyjnym serialu zaczęła się popularność Leonarda Pietraszaka Andrzej Muszyński
Rozmowa z Leonardem Pietraszakiem, aktorem, bydgoszczaninem.

- To gdzie są najlepsze kasztany?
- (śmiech) W Bydgoszczy (śmiech) chciałoby się powiedzieć, bo są najmilsze.

- Ale Bydgoszcz jakoś pana specjalnie nie hołubi. Czuje się pan bydgoszczaninem?
- Tak, przecież tu spędziłem kawał życia. Poza tym: raz, że tu się urodziłem, przy ul. Gdańskiej - to jest fakt, który muszę cenić najbardziej. Całą koszmarną okupację spędziłem w Bydgoszczy. Bardzo trudny czas. Później także trudne lata powojenne, szkoła podstawowa, liceum. Wyjechałem stąd mając już dobrze lat 20. I często do Bydgoszczy przyjeżdżam. Teraz najczęściej w okresie Zaduszek, bo wielu bliskich już na cmentarzach leży. Od jakiegoś czasu zaglądam na Gdańską, gdzie się urodziłem. Urocza pani Irena przyjmuje mnie jak rodzinę. Jakie małe to nasze gniazdeczko było! Ale nawet z tego mieszkania zostaliśmy zaraz na początku wojny wyrzuceni i potem mieszkaliśmy w dziurach takich...

Przeczytaj także:Leonard Pietraszak wrócił do Bydgoszczy [zdjęcia]

- Sentymentalny spacer po Bydgoszczy, to jakie byłyby to miejsca?
- Najbardziej droga mi sprawa związana z Bydgoszczą to początek mojego wielkiego ho-bby, którym stało się malarstwo. Kiedyś powiedziałem, że całe życie pracowałem jako aktor, że-by zarobić na jakiś mały obraz. A wszystkiemu "winien" jest ten wielki malarz, który mieszkał niedaleko i jest patronem muzeum - Leon Wyczółkowski.

Wspaniały malarz! Dlatego nie mogę zapomnieć nauczyciela rysunków w szkole podstawowej - szkoła notabene im. Jana Matejki przy ul. Grunwaldzkiej - który był tak mądry, że nas, małe smyki, prowadził do muzeum, byśmy patrzyli na coś pięknego. We mnie zostało to do tej pory, uwielbiam Wyczółkowskiego i uwielbiam wszystkie miejsca, gdzie żył. I Kraków, i Gościeradz, i Wtelno, gdzie na małym, kameralnym cmentarzu pochowany jest wielki polski malarz.

- Wróćmy do tej sentymentalnej wędrówki po Bydgoszczy. Byłaby to szkoła, muzeum. Co jeszcze?
- Kina, które ciągle pamiętam. Pomorzanin, Wolność, za Wolnością był Bałtyk. Dalej na prawo szło się do Polonii. Po drodze na dworzec niedaleko był Orzeł. Tam się stało w kolejkach, starało wejść na filmy jeszcze wtedy dla nas niedozwolone. Taaak, to są miejsca, które miło wspominam... Jako dziecko chciałem w czymś takim uczestniczyć (śmiech). Może to już była ciągota do filmów?

- Przecież wcale pan nie marzył o byciu aktorem. Na początku był boks, potem dziennikarstwo, chemia i dopiero na końcu wyszło aktorstwo. A dokładniej mówiąc - aktor, który jest kolekcjonerem oraz znawcą malarstwa.
- (śmiech). To jest teraz moja domena - interesować się sztuką, chodzić na wystawy, odkrywać zdolnych młodych malarzy. Sentymentem darzę tylko to, co już było. Jestem bardzo przywiązany do tego wszystkiego, co działo się w malarstwie polskim na przełomie XIX i XX wieku, gdy mieliśmy wybitnych, znakomitych malarzy. Zachorowałem na Wyczółkowskiego, któremu jestem wierny, zacząłem zbierać też dzieła innych wybitnych polskich malarzy, uczniów Jana Stanisławskiego. To krakowska szkoła pejzażu.
Kiedyś to były groszowe historie, nikt się tym nie interesował i udało mi się zebrać bardzo piękną kolekcję. Ciągle jestem pod wrażeniem ich malarstwa, szukam ich obrazów, ciągle sprawdzam, co z nimi się stało. Wszystko to bardzo mnie interesuje.

Przeczytaj także: "Czarne chmury" nad UKW? Leonard Pietraszak o bydgoskiej młodości i aktorstwie [zdjęcia]

- Z dzisiejszej perspektywy wspaniałych i niezapomnianych ról, które pan zagrał, możemy powiedzieć, że na szczęście został pan aktorem. A przecież zdawał pan na dziennikarstwo, studiował chemię. Zanosiło się na zupełnie coś innego.

- Już w gimnazjum pisałem drobne notatki do Ilustrowanego Kuriera Polskiego. Zamieszczali mi je, nawet dostawałem jakieś drobne gratyfikacje. I gdy trzeba było zdeklarować się w liceum, na jakie studia idziemy, wybrałem dziennikarstwo. Interesowałem się sportem i myślałem, że będę dziennikarzem sportowym. Był w tedy w Bydgoszczy znany dziennikarz Dachowski, imponowały mi jego relacje. Zdałem egzaminy na dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, ale mnie nie przyjęli z braku miejsc. Było mi głupio, że koledzy dostali się na rozmaite studia, a ja nie. Dowiedziałem się, że w Toruniu na UMK są wolne miejsca na chemii. Dlatego tam pojechałem.
- Ale to nie była pasja?
- Nie. To było tylko tak, żeby być studentem. Dojeżdżałem codziennie do Torunia, po pierwszym semestrze, gdy dostałem miejsce w akademiku - zrezygnowałem. W Bydgoszczy, przy ognisku społecznym, powstało studium teatralne. Były egzaminy, jak do szkoły aktorskiej, wykładali miejscowi aktorzy i reżyserzy. Bardzo fajne, popołudniowe zajęcia były.

- Poszedł pan, mimo że wcześniej pana do teatru nie ciągnęło.
- Może to naiwne, ale wierzę w przeznaczenie. Studium trwało niedługo, bo trzeba było płacić czesne, a skąd w tych trudnych latach na to wziąć? Ale widać aktorzy dostrzegli, że w niektórych z nas coś drzemie, bo Hieronim Konieczka namówił mnie, żebym nie rezygnował i zdawał do szkoły aktorskiej. Pojechałem do Łodzi i, o dziwo, przyjęli mnie. Udało mi się tę szkołę z przyjemnością ukończyć. Nawet pochwalę się z wyróżnieniem. A na to się nie zapowiadało.

- Aktorstwo rodzice zaakceptowali? Bo boksera nie tolerowali.
- (śmiech) Z bokserem to rzeczywiście... Mieszkaliśmy na Okolu, gdzie obok mieszkał wybitny polski trener boksu Feliks Stamm. Boks zapanował nad naszą uliczką, czy raczej całym kwartałem: Grunwaldzka, Jasna, Garbary, Wrocławska. Byliśmy takimi dziećmi ulicy. Jak mieliśmy się bić między sobą, to lepiej założyć rękawice i pójść na salę treningową. Tak było z na-mi. Wielu kolegów chodziło, bez specjalnych sukcesów. Stoczyłem jakieś 4-5 walk, dobrze się zapowiadałem. Nawet pan Rinke, ówczesny bardzo dobry trener klubu Zjednoczeni Bydgoszcz przychodził do ojca, żeby dał mi szanse, bo też widział coś we mnie. Ale boksował mój starszy brat i mnie boksera ojciec już nie tolerował.

- Aktorstwo zostało zaakceptowane?
- Ojciec, jak już byłem parę lat aktorem, zwierzył mi się, że całe życie jego marzeniem było zostać aktorem.

- Zainteresowanie sztuką zaczęło się w Bydgoszczy. Jest pan nie tylko kolekcjonerem, ale też znany jako osoba, która ma oko do falsyfikatów.
- W ubiegłych latach odzywałem się dość często, jak zobaczyłem w katalogu niedobry obraz, falsyfikat. Dzwoniłem, tłumaczyłem, ale kiedyś wreszcie żona powiedziała: Przestań się tym interesować, bo to może się niedobrze skończyć. Falsyfikaty to bardzo mocna instytucja. Po tylu latach, zwłaszcza na moich ukochanych uczniów Stanisławskiego, na samego Stanisławskiego, nikt mnie już nie nabierze. Tak samo, jak na "robionego" Wyczółkowskiego.

Przeczytaj także: Leonard Pietraszak w bibliotece. Opowie o swoich związkach z Bydgoszczą

- Wyczółkowski też jest podrabiany?
- Wszystko, co jest potrzebne na rynku, się podrabia.

- Bydgoskie muzeum ustrzegło się tego?
- Podrabianego Wyczółkowskiego na pewno. Myślę, że muzea polskie ustrzegły się falsyfikatów. Pod tym, co wisi w naszych dużych reprezentacyjnych muzeach narodowych bym się podpisał.

- W muzeach właśnie tak ogląda pan obrazy: autentyk czy falsyfikat?
- Idzie pani przez salę, gdzie jest bardzo dużo dobrych obrazów. Nie przed każdym człowiek się zatrzymuje. Albo jest to wybitne dzieło, które uderza człowieka, albo obraz wątpliwy. Wtedy człowiek się zatrzymuje i zaczyna analizować: dlaczego ktoś nie trafił w sedno?

- Po czym pan to widzi?
- Doskonały obraz utalentowanego malarza daje prócz radości dla oka energię, którą malarz zostawił w tym dziele. I to się czuje. Och, czasami obraz aż porywa! A falsyfikat, nawet bardzo dobrze namalowany, jest pusty. Coś kłamie. Energii nie ma.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie