Lewandowski: - Lubię niebieską Bydgoszcz

    Lewandowski: - Lubię niebieską Bydgoszcz

    TOMASZ FROEHLKE tomasz.froehlke@pomorska.pl tel. 52 326 31 91

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    zdobią prawę nogę Marcina Lewandowskiego

    zdobią prawę nogę Marcina Lewandowskiego ©Andrzej Muszyński

    Rozmowa z Marcinem Lewandowskim (Zawisza Bydgoszcz) - aktualnym mistrzem Europy na stadionie i wicemistrzem Europy w hali na 800 m. W piątkowy wieczór wystąpi w mityngu Enea Cup na stadionie Zawiszy. Bieg rozpocznie się o 21.40 i ma być pięknym zakończeniem 11. edycji mityngu.
    zdobią prawę nogę Marcina Lewandowskiego

    zdobią prawę nogę Marcina Lewandowskiego ©Andrzej Muszyński

    - Tak spoglądam na ten tatuaż na nodze...

    - Pekin 2008...

    - No tak, jakby mogło być inaczej? Sportowiec, pierwsze pamiętne igrzyska olimpijskie, od razu półfinał. Właśnie w Chinach został wykonany?

    - W Szczecinie. W Chinach chyba bym się bał robić tatuaż.

    - Następne igrzyska już za rok, w Londynie. Będzie kolejny?

    - Jeśli zdobędę złoto, to chyba wytatuuję sobie całe plecy! (śmiech). Najpierw jednak trzeba dobiec do tych igrzysk.

    - Przed igrzyskami są jeszcze mistrzostwa świata w Korei. Pan nie ma jeszcze na nie minimum, wyznaczonego przez PZLA - 1.45,40. Brakuje siedmiu setnych...

    - No właśnie sam nie wiem do końca, jak to jest z tym minimum. Podobno mistrzowie Europy mają zapewnioną "dziką kartę", jeśli takiego minimum nie wypełnią. Ale do końca nie jestem tego pewien. Nigdy nie biegałem dla minimum. Stawiałem sobie konkretny cel i do niego dążyłem. Teraz też jestem tylko na pewnym etapie przygotowań do konkretnej imprezy. Zupełnie się tym nie martwię. Zapewne poprawa wyników, jak i osiągnięcie minimum wkrótce przyjdą.

    - Jak pan ocenia swoją formę na obecnym etapie. Wszystkie plany zostały zrealizowane? Jak się pan czuje?

    - Nawet nie spodziewałem się, że właśnie teraz będzie aż tak dobrze. Wszystko przebiega zgodnie z planem. Nie było żadnych chorób czy kontuzji. Ale to jeszcze nie czas na szybkie bieganie. Ten etap dopiero nadejdzie. Niemal prosto z Bydgoszczy lecę na mityng do Maroka, potem ze dwa, trzy dni w domu i znów wyjazd na zgrupowanie. Forma ma urosnąć na mistrzostwa świata.

    - Po raz pierwszy był pan na zgrupowaniu w USA. To był dobry pomysł?

    - Bardzo dobry. Szukałem miejsca wysokogórskiego, zatem trzeba brać pod uwagę Kenię czy Etiopię. Ale tam naprawdę ciężko się żyje. Zdecydowaliśmy się więc wraz z moim bratem i trenerem po raz pierwszy na wyjazd do Stanów i przetarliśmy nowy szlak. To jest dobre miejsce i na pewno pomyślimy, żeby tam wrócić.

    - Lubi pan biegać w Bydgoszczy?

    - Lubię. Fajna jest ta niebieska bieżnia. Niby mówi się, że trudno zwracać uwagę podczas biegu na kolor, ale tak nie jest. Podświadomość pracuje i na takim tartanie biegnie się naprawdę dobrze.

    - Przydałby się jeszcze komplet publiczności...

    - O tak. Zdarzały się już zawody lekkoatletyczne, gdy na trybunach było 70 tysięcy widzów. To dla sportowca niesamowite wrażenie i dodaje skrzydeł. Trzeba pamiętać, że na taki typ zawodów stadion Zawiszy jest duży. Gdy przyjdzie nawet pięć-siedem tysięcy widzów, wydaje się, że to mało. Ale mam nadzieję jednak, że wielu kibiców zdecyduje się nas dopingować.

    - Ostatnio w Ostrawie nie było gdzie szpilki wetknąć...

    - Bo tam jest właśnie kameralny stadion. Nie było więcej niż siedem tysięcy widzów, a trybuny wypełniły się do ostatniego miejsca. Fajnie byłoby doczekać takiej chwili w Bydgoszczy, ale to znacznie większy obiekt.

    - Żałuje pan, że na przyjazd nie zdecydował się świetny David Rudisha? Może wówczas emocje byłyby większe i szansa na lepszy wynik?

    - Obsada naszego biegu jest naprawdę znakomita i z pewnością będzie ciekawie. Rudisha nawet gdyby teraz chciał i tak nie mógłby przyjechać. Musi leczyć kontuzję. Podobnie jak świetny Abubaker Kaki. Odpuścili wszystko, łącznie z Diamentową Ligą.

    - A mistrzostwa świata coraz bliżej...

    - Pamiętajmy jednak, że to są niesamowici zawodnicy. Oni nie będą zaczynać po przerwie na kontuzję od zera.

    - Ale nie zmienia to faktu, że pan wraz z Adamem Kszczotem ucieka, a oni muszą się martwić, jak teraz was dogonić.

    - To prawda. Sam jestem ciekawy, jak to będzie. My spokojnie realizujemy swój plan, a oni niech się martwią.


    Czytaj e-wydanie »

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo