Lewica - Reaktywacja

Jacek Deptuła jacek.deptula@pomorska.pl
Nie Urban, Kwaśniewski, Olejniczak czy Cimoszewicz. Polską lewicę będą reanimować. Niemcy. Dziś przyjeżdżają nad Wisłę koledzy z SPD.

I to w nie byle jakim składzie. Będzie szef partii socjaldemokratycznej SPD Kurt Beck i Martin Schulz, przewodniczący Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim. Reanimacja lewicy III RP polegać będzie na godzeniu frakcji, wspólnych szkoleniach, poufnych rozmowach z liderami skłóconych partyjek. (Rzecz jasna nie chodzi tu o łączenie proletariuszy wszystkich krajów, lecz siłę głosów socjaldemokracji w Parlamencie Europejskim).

Lifting dinozaurów
Tak kończy się marsz zwycięstwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ukoronowany rekordem Polski z 2001 roku, gdy na lewicę zagłosowało 41 procent Polaków. Był to jednocześnie początek końca polskiej lewicy. Jej symbol - Leszek Miller mimowolnie nazwał rzecz po imieniu - "prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy". I żałośnie skończył we wrześniu 2007 startując bez powodzenia z listy... Samoobrony. Po sobie zostawił garb w postaci licznych skandali korupcyjnych w SLD, kolesiostwa i układów żywcem wyjętych z PRL. Tuż po zwycięskich dla SLD wyborach pewien płocki działacz opowiadał, że partia domaga się od niego dwustu posad w Orlenie dla swoich ludzi! Inna sprawa, że Prawo i Sprawiedliwość proklamując IV RP twórczo rozwinęło układy twierdząc w dodatku, że z nimi walczy.

Aż dziw, że po tylu aferach SLD zdobył w 2005 roku 55 mandatów. Zapewne dlatego, że Sojusz z lekcji Millera wyciągnął wnioski - pierwsze skrzypce w partii zaczęło grać dwóch młodych gniewnych: Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski. Wydawało się, że świeża krew, nieskażona PZPR-em i PRL-em, doda lewicy energii. I stworzy prawdziwy program, który określiłby rolę centrolewicy w warunkach polskiego młodego kapitalizmu. Niestety, skończyło się na hasłach i doraźnej grze politycznej. Ani szef partii Olejniczak, ani jej sekretarz generalny Grzegorz Napieralski nie wnieśli w sferze ideologicznej nic albo prawie nic. To dziwne biorąc pod uwagę dobre przykłady europejskiej socjaldemokracji, z którą SLD miał dobry kontakt.
W sumie obaj liderzy - wprawdzie młodzi - ale bez charyzmy, bez wyraźnych cech przywódczych i bez wizji lewicy, będą konkurować za trzy tygodnie o przywództwo w partii. To fatalnie rokuje lewej stronie sceny politycznej. Żaden z nich nie jest w stanie zmienić radykalnie filozofii SLD - ani intelektualnie, ani organizacyjnie. Sojusz utknie na dobre w ślepym zaułku.

Socjaldemokracja kawiorowa

Kiedy powstała koalicja Lewica i Demokraci wydawało się, że lewica ruszy z martwego punktu. SLD, SdPl i Partia Demokratyczna mogły pokusić się o sensowny program centrolewicowy. Początkowo efekt był nawet niezły - LiD zdobył 53 mandaty, co w plebiscytowych wyborach 2007 roku było i tak sporym sukcesem. Jednak LiD-u już nie ma. SLD w przedkongresowej walce wyborczej (początek czerwca) ogłosił, że sam reprezentować będzie wartości lewicowe. Również bez socjaldemokratów Marka Borowskiego. Platforma Obywatelska zaciera ręce, bo pustka na lewo od niej - dosłownie i w przenośni - przysparza jej poparcia. Tymczasem formuła LiD była całkiem sensowna: współpraca części liderów "Solidarności" z liberałami, którzy niegdyś wyprowadzili sztandar PZPR.

To paradoks, że dziś, po 20 latach transformacji ustrojowej, na lewicy odżyły ambicje młodych, kłótnie i rozgorzała walka o władzę dwóch liderów, którzy mieli być lokomotywami centrolewicy.

Bo na usprawiedliwienie wszystkich rządów lewicowych do 2001 roku można powiedzieć, że w pierwszym piętnastoleciu polskiego kapitalizmu realizacja haseł socjaldemokratycznych uznana byłaby za hamowanie reform. Dopiero Leszek Miller miał okazję wejść do historii jako prawdziwy socjaldemokratyczny premier. Ale skończyło się na socjaldemokracji kawiorowej.

W ostatniej rozgrywce zawiódł również dotychczasowy patron lewicy Aleksander Kwaśniewski. Jego kilka poważnych wpadek mocno osłabiło SLD. Odkąd Kwaśniewski przestał być prezydentem RP, jego rola w ksztatowaniu lewej strony sceny politycznej zmalała niemal do zera. Ciekawy jest też pomysł powrotu do SLD Włodzimierza Cimoszewicza, ale i to nie pomoże lewicy. Za Cimoszewiczem, mimo jego błyskotliwości, ciągnie się zapach PRL.

Lewica pobożnych życzeń

Rozbicie lewicy jest niemądre z wielu powodów. Najważniejszy jest taki: kiedy polski kapitalizm okrzepł i lepiej działają mechanizmy demokratyczne - dla socjaldemokracji otwiera się niebywałe pole do zyskania elektoratu. To walka z wykluczeniem społecznym, likwidacja obszarów dziedzicznej biedy, walka z monopolistycznymi praktykami, bezrobociem, głodowymi emeryturami i rentami.

A co robi Wojciech Olejniczak? Proklamuje zwrot w lewo. Polegać ma on na ograniczeniu roli Kościoła i powrocie do antyaborcyjnych haseł. Bo to o wiele łatwiejsze niż wypracowanie wizji polskiej lewicy. Ale póki co przewodniczący zajęty jest walką wyborczą. Już obwieścił, że po zwycięstwie nad Napieralskim pozbawi go funkcji sekretarza generalnego. Bo "trzeba skończyć z dwuwładzą".

Bez względu na to, kto zwycięży za trzy tygodnie na kongresie wyborczym SLD, jedno wiadomo na pewno: przełomu nie będzie. Nadal będziemy świadkami uwiądu lewicy w dzisiejszym kształcie. Prawicowe partie mogą być spokojne - nikt nie zagrozi im przez najbliższe dwie kadencje.

Trudno sobie wyobrazić polską scenę polityczną bez lewicy. Byłby to ewenement w demokracjach na skalę światową. Ale powinna to być zupełnie nowa lewica. Nie bardzo wierzę w ponowne zjednoczenie, w każdym razie nie pod skrzydłami Wojciecha Olejniczaka albo Grzegorza Napieralskiego. Czas SLD w takim kształcie się zwyczajnie kończy. Jerzy Urban, niegdyś mentor lewicy, nazwał nawet Sojusz żywym trupem. I coś jest na rzeczy. Ale na horyzoncie nie widać nowych twarzy, jeśli nie liczyć młodego lewicowego intelektualisty Sławomira Sierakowskiego. Jednak nie jest to typ przywódcy, zdolny do skupienia wokół siebie partyjnych działaczy.
Borowski, Urban i Gretkowska...

O kompletnej dezorientacji nawet twardego, SLD-owskiego elektoratu niech świadczy niedawny sondaż internetowy jednego z internetowych portali. Na pytanie, kto powinien zostać liderem nowej lewicy, internauci odpowiedzieli: Marek Borowski, przed... Jerzym Urbanem, Manuelą Gretkowską, Aleksandrem Kwaśniewskim, Leszkiem Millerem i Wojciechem Olejniczakiem. Świadczy to o potrzebie powstania nowej formacji lewicowej, oderwanej od uwikłanego w wewnętrzne rozgrywki Sojuszu. Stworzenie nowej lewicy to kwestia kilku najbliższych lat. Może ona zdobyć swoje miejsce na scenie politycznej, ale pod pewnymi warunkami.

Musi, po pierwsze, stworzyć nowoczesne podstawy ideologiczne. Po drugie - powinna mieć silnego, charyzmatycznego lidera, jakim swego czasu był Aleksander Kwaśniewski. Po trzecie: kadra partyjna nie może wywodzić się z PZPR. Ich czas już minął. I po czwarte - musi określić, czyje interesy chce reprezentować i w jaki sposób ich bronić.

A SLD nie spełnia żadnego z tych warunków. Dlatego znajduje się na równi pochyłej, tylko jeszcze o tym nie wie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie