Rozmowa z Magdaleną Fularczyk - Lotto/Bydgostia/WSG - dwójka podwójna wraz z Julią Michalską
- Proszę dokończyć zdanie: na igrzyska olimpijskie dwójka Fularczyk, Michalska jadą po...?
- Po to, by reprezentować, przede wszystkim kraj na najważniejszych zawodach sportowych i spełnić swoje najskrytsze marzenia. Naszym celem jest zaprezentowanie się z jak najlepszej strony. Mogę zapewnić, że będziemy z wszystkich sił walczyć o medal. Czy złoty, przekonamy się trzeciego sierpnia. Dla mnie start w Londynie będzie dodatkowo ogromnym przeżyciem, bowiem zadebiutuję na igrzyskach. Na szczęście, Julia zapoznała się z atmosferą igrzysk w Pekinie i stara się zdjąć ze mnie debiutancką tremę.
- Jakich spodziewacie się igrzysk?
- Niezapomnianych. Nasze konkurentki znane nam są od lat. To dziesięć wyselekcjonowanych dwójek. Żadnej z nich nie zlekceważymy. O miejscu na podium zadecyduje doskonałe przygotowanie, znajomość toru, dyspozycja dnia. Tor poznałyśmy na listopadowym zgrupowaniu. Uważam, że nie różni się od wielu innych torów na świecie, choć z pewnością podczas igrzysk zaskoczy efektownym przygotowaniem. Nie osłoni jednak od wiatru. Mam jednak nadzieję, że pogoda będzie dla nas łaskawa. Przy naszej konstrukcji fizycznej najlepiej żeby powiało nam w twarz. Jesteśmy jednak przygotowane na rywalizację w każdych warunkach.
- Czy 30 lipca, czyli w dniu pierwszego startu, wasza dyspozycja będzie optymalna?
- Przez cały sezon trenowałyśmy z jedną myślą:przed nami najważniejszy start w życiu - start olimpijski. To dopingowało do wytrwałej, ciężkiej pracy. Na każdym treningu dawałyśmy z siebie wszystko, a jako, że po raz pierwszy od kilku lat dopisywało nam zdrowie, mogę zapewnić, że będziemy doskonale przygotowane. Kluczowe dla wyniku będzie jednak nasze zgranie i technika. Nad tymi elementami będziemy wraz z trenerem Marcinem Witkowskim pracować do ostatniego dnia. Mam nadzieję, że dzięki temu zadedykuję mojemu przedwcześnie zmarłemu tacie - olimpijski medal.