Magdalena Fularczyk: Mój tata popchnął mnie ręką

Rozmawiał w Eton Dorney TOMASZ FROEHLKE
Magdalena Fularczyk tuż po wyścigu
Magdalena Fularczyk tuż po wyścigu Tomasz Froehlke
Rozmowa z Magdaleną Fularczyk (Lotto/Bydgostia/WSG), brązową medalistką olimpijską w dwójce podwójnej wraz z Julią Michalską

- Przed wyjazdem na igrzyska mówiła pani, że chce pani zdobyć medal olimpijski i komuś go zadedykować.
- Tak. Dokładnie. Przepraszam, ciężko mi mówić. Medal dedykuję mojemu tacie, który zmarł niedawno. Marzyłam, żeby doczekał tej chwili, ale się nie udało. Zabrakło trzech miesięcy. Ale wiem, że on ze mną był w łódce. Wie pan dlaczego? W naszej łódce zamieszkał tak mały pająk. Chodził, zwiedzał, dobrze mu było. I popłynął z nami. On był naszym sternikiem. Tata czuwał i doprowadził nas szczęśliwie do mety. Słyszałam jego słowa, żebym była twarda. Czułam, jak popychał mnie ręką.

Olimpijski tor regatowy Eton College Rowing Centre - Zdjęcia

- Mdlała pani z bólu już podczas wyścigu i na mecie. Co się stało?
- Cztery lata naszej pracy z Julią obfitowały w różne kontuzje, urazy. Praktycznie nie było chwili spokoju. Przeciążyłam plecy, Zaczęło mnie potwornie boleć dwa dni temu na treningu. Byłam już pewna, że nie wystartuję. Zaczęłam się załamywać. Tylko dzięki wsparciu taty, mojej mamy, która zadzwoniła przed zawodami, Julii, trenera Marcina Witkowskiego, fizjoterapeuty siatkarzy Aleksandra Bieleckiego i naszych partnerów życiowych dopłynęliśmy po medal. Jeszcze rano dostałam prawie histerii, że się nie uda i wszystko pójdzie na marne. W trakcie wyścigu na ostatnich pięciuset metrach krzyczałam do Julii: "Płyniesz sama!". A ona dodawała gazu. W Pucharze Świata było inaczej - to ja ciągnęłam naszą osadę, gdy Julia słabła. Teraz ból zaczynał mnie pokonywać, czułam jak puszcza blokada, wstrzyknięta w plecy. Tyłek mam tak pokłuty od zastrzyków, że pewnie by pan się zdziwił, jakby to zobaczył. Udało się. I im wszystkim chciałabym podziękować.

- Zaczęłyście bardzo mocno przez pierwsze tysiąc metrów. Trener nawet krzyczał z brzegu, żebyście zwolniły. Nie za mocno?
- Tor jest specyficzny. Podatny na zmiany pogody, przeszkadzał nam wiatr. Miałyśmy wspólnie z trenerem ustaloną taktykę, by uciec jak najdalej rywalkom i później dowieźć to miejsce do mety. Zanim blokada przestanie działać. Rzeczywiście, wystartowałyśmy bardzo mocno. Jak to było na finiszu już nie powiem, bo ostatnich kilkuset metrów zupełnie nie pamiętam. Oczami wyobraźni tylko widziałam, jak z powodu mojej niedyspozycji rywalki nas wyprzedzają i kilka lat pracy na nic. Na szczęście, to były tylko jakieś majaki.

Magdalena Fularczyk i Julia Michalska zdobywają brąz!

- Jak długo nie będzie pani mogła teraz patrzeć na wiosła?
- Teoretycznie za tydzień mamy mistrzostwa Polski (śmiech). Ale myślę, że najbliższe dwa miesiące to minimum przerwy. Teraz wyłącznie skupię się na przygotowaniach do ślubu. Potem pewnie podróż poślubna. Myślimy o wyprawie na żagle. Nie wiem jeszcze tylko gdzie, bo patrząc jak upadają kolejne biura podróży ciężko się na coś zdecydować.

- A potem powrót do wiosłowania? I cel do zrealizowania - złoty medal olimpijski w Rio de Janeiro?
- Powiem tak: teraz najważniejsza jest rodzina. A co przyniesie życie - zobaczymy.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie