www.pomorska.pl/torun
Więcej informacji z Torunia znajdziesz na podstronie www.pomorska.pl/torun
- Kiedy miałam dziewięć lat zachorowałam na nowotwór złośliwy kości - wspomina Ewa Świokła. - Trafiłam do szpitala w Warszawie i tak zaczęła się moja walka o życie. Cały czas była przy mnie mama, ale raz musiała gdzieś wyjechać. Chociaż wiedziałam, że będę sama tylko jeden dzień - potwornie płakałam. Wtedy w mojej sali pojawił się wolontariusz. Razem z innymi dziećmi zaczęliśmy rysować miejsce, które chcielibyśmy odwiedzić. Wybrałam morze, moje rodzinne strony. To była ważna chwila, bo zrozumiałam, jak tęsknię za domem.
Przy trzecim nawrocie choroby Ewy - lekarze podjęli decyzję o amputacji całej ręki.
- Zbiegła się z dość trudnym momentem mojego życia - dodaje dziewczyna. - Akurat szłam do szkoły średniej. Pierwszy dzień w liceum wspominam średnio. Któryś z chłopaków pociągnął mnie od tyłu za pusty rękaw. Czułam się strasznie upokorzona. Dziś myślę o tym zupełnie inaczej. Pozbyłam się złych emocji i zapomniałam o tym, co było przykre. Najważniejsze, że żyję! Czy z ręką czy bez.
Zamiast chodzić do szkoły - Ewa miała indywidualnie lekcje w domu. Czasem spotykała się z koleżankami i kolegami z klasy. - Bardzo się ucieszyłam, kiedy odwiedzili mnie w Mikołajki - opowiada. - Przynieśli ogromnego, pluszowego miśka i po kolei mnie tulili. Nic nie jest tak potrzebne chorym, jak kontakt ze zdrowymi osobami.
Zamiast legalnego kupna papierosów - fundacja
Osiemnaste urodziny. To był przełom w życiu Ewy, która nareszcie mogła oficjalnie pomagać innym. - Moi rówieśnicy czekali na osiemnastkę, żeby móc legalnie kupić piwo czy papierosy, a mi zależało na przyłączeniu się do fundacji - żartuje Ewa.
Jej marzenie się spełniło - najpierw została wolontariuszką w nieformalnej grupie. Teraz należy do rady Fundacji Osób po Przebytej Chorobie Nowotworowej "Liderzy".
- Samotne dzieciństwo w szpitalnym łóżku jest potworna - stwierdza Ewa. - Przekonałam się na własnej skórze. Zależały mi na tym, by odwiedzać chore dzieciaki i wspierać je emocjonalnie. Widzę, że to dla nich naprawdę ważne.
Najlepsze lekarstwo? Dobry humor
Pasją Ewy jest malarstwo, które studiuje na UMK. Zamiłowaniem do sztuki zaraża także swoich podopiecznych: - Zabieramy kredki, farby, co tylko mamy pod ręką i idziemy na oddział. Zawsze dzieje się coś wesołego. Ostatnio robiliśmy jajka wielkanocne. Jeden z podopiecznych - Staś używał do tego włóczki. Odwróciłam się dosłownie na moment po nożyczki, a on był calutki w kleju. I to kleju introligatorskim! W końcu udało mi się go jakoś wyczyścić.
Niestety, fundacja boryka się z poważnymi problemami finansowymi. Pomóc może każdy z nas. W jaki sposób? Wystarczy przesłać dowolną kwotę na numer konta: 17 1090 1043 0000 0001 1328 5487.
- Biorąc pod uwagę, że nie mamy nawet na czynsz - przyda się każda złotówka - mówi Ewa. - Wolontariat to nie interes, nie przynosi nam finansowych korzyści. Tutaj chodzi o coś zupełnie innego: wprowadzenie do życia chorych odrobiny normalności.