Nadchodzi epidemia ze Wschodu i wielkie wydatki na leczenie

    Nadchodzi epidemia ze Wschodu i wielkie wydatki na leczenie

    Adam Willma

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Mięsak Kaposiego, postać związana z AIDS

    Mięsak Kaposiego, postać związana z AIDS ©Wikipedia

    Rozmowa z Anną Marzec-Bogusławską, dyrektor Krajowego Centrum ds. AIDS, o epidemii HIV we wschodniej Europie.
    Mięsak Kaposiego, postać związana z AIDS

    Mięsak Kaposiego, postać związana z AIDS ©Wikipedia


    Europejskie zagłębie wirusa HIV rozpościera się tuż za naszą wschodnią granicą. W Rosji, na Białorusi oraz Ukrainie liczba zakażonych wzrasta niepokojąco każdego roku. Co się stało u sąsiadów?

    Od dawna zwracamy na to uwagę. Należałoby raczej zapytać, co się dzieje na Wschodzie od lat 80. Mamy do czynienia z długim procesem narastania w tych krajach liczby zakażeń i rozprzestrzeniania się wirusa.
    W Federacji Rosyjskiej głównym powodem lawinowego narastania epidemii są narkotyki zażywane drogą dożylną i pochodne tego problemu (np. prostytucja). Dodatkowo w FR nie ma dotąd programów redukcji szkód, które przyczyniają się do ograniczenia liczby zakażeń. Na Ukrainie epidemia miała podobne źródła - rozpoczęła się za sprawą narkotyków w iniekcjach, a później do zakażeń dochodziło również wśród partnerów seksualnych osób zażywających narkotyki.

    Drogi, jakimi rozprzestrzenia się wirus, są znane od dawna. Dlaczego więc walka z nim jest tak mało skuteczna?

    Społeczność międzynarodowa mogłaby zrobić wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o Ukrainę, która dostaje ogromne środki z Globalnego Funduszu do Walki z HIV/AIDS, Gruźlicą i Malarią. Ukraina jest jednak w tej chwili dość trudnym partnerem ze względu na toczący się tam konflikt. Takie konflikty zawsze wiążą się ze wzrostem liczby zakażeń przenoszonych drogą płciową. Sądzę, że więcej niż naciskami administracyjnymi jesteśmy w stanie uczynić przy pomocy edukacji społeczeństwa. To nie jest odra, która przenosi się drogą kropelkową. Zarażenie HIV to skutek określonych zachowań, np. podejmowania kontaktów płciowych, zwłaszcza z przygodnymi partnerami.

    Jak się przed tym chronić, bo przecież nie hasłem „Nie idź do łóżka z Ukrainką”?

    To byłoby stygmatyzujące i nierozsądne, gdyż możesz równie dobrze iść do łóżka z Polakiem, który wcześniej miał kontakty seksualne z osobami zakażonymi. W żadnym kraju nie udało się ograniczyć zakażeń drogą administracyjną. Nie ma zresztą powodu do histerii. W tej chwili zarejestrowanych mamy 234 leczących się w Polsce cudzoziemców. Są to głównie obywatele Ukrainy oraz Rosji, a także, w mniejszym stopniu, osoby przybyłe z krajów Afryki i Azji. W całej Polsce działa 30 punktów konsultacyjno-diagnostycznych, w których każda osoba pełnoletnia niezależnie od kraju pochodzenia, może się zgłosić i wykonać bezpłatnie, anonimowo i bez skierowania test w kierunku HIV.

    Może zatem wprowadzić obowiązkowe badania dla osób chcących się osiedlić na terenie Polski?

    Są kraje, które takie badania wprowadziły. Ale jaki sens ma badanie tylko tych, którzy chcą się osiedlić, a nie tych, którzy przyjeżdżają na 3 miesiące. Przecież bywa, że osoby świadczące usługi seksualne przyjeżdżają do Polski na krótko. Dlaczego badać Ukraińców, a nie np. Niemców. Bo do Polski przyjeżdżają również osoby homoseksualne zza zachodniej granicy w celu odbycia kontaktów seksualnych.

    Kim są osoby zakażone HIV w Polsce?

    W PKD 57 proc. zakażeń wykrywamy u mężczyzn homoseksualnych, 26 proc. u osób heteroseksualnych, 10 proc. u osób biseksualnych. Pozostały odsetek dotyczy innych zachowań.

    Innych?

    Warto zwrócić uwagę na takie zjawiska jak chemseks, np. wielogodzinne albo kilkudniowe kontakty seksualne po zażyciu narkotyków, z wieloma partnerami.

    Mówimy o akcjach edukacyjnych, ale takie kampanie prowadzone są od końca lat 80., a problem narasta.

    Nie zgadzam się z tą tezą, bo jednak w Polsce sytuacja epidemiologiczna jest stabilna, liczba nosicieli HIV jest stosunkowo niska, jeśli weźmie się pod uwagę, że w naszym otoczeniu mamy Federację Rosyjską, w której liczba zakażonych sięga 2 mln, i Ukrainę z 500 tys. zakażonych. W Polsce jest to około 20-25 tys., kilkakrotnie mniej niż np. w Niemczech. Rocznie wykrywa się u nas 1000-1300 zakażeń. W leczeniu, które prowadzone jest od 2001 r., mamy 11 tys. osób.

    Jaki jest koszt leczenia jednej osoby?

    Niestety, bardzo wysoki. Maksymalny limit miesięczny to 3,2 tys. zł na osobę. Koszty leczenia, jakie ponosi państwo, to około 300 mln rocznie. W całej Europie i w większości krajów świata jest to leczenie bezpłatne, bo chodzi o to, żeby pacjent leczył się i nie zakażał innych.

    Irytująca informacja dla chorych np. na nowotwory.

    To jednak zupełnie inne choroby. Brak terapii oznacza zagrożenie dla zdrowia publicznego.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »