Tegoroczni maturzyści przed otrzymaniem świadectwa musieli zapłacić 20 zł. Oficjalnie - to dobrowolna składka na Narodowy Czyn Pomocy Szkole. Nieoficjalnie - uczniowie boją się, że jeśli nie zapłacą, to nie dostaną świadectwa.
- Nauczyciele straszą uwagami - mówi jedna z licealistek. Woli zachować anonimowość. - Tak na wszelki wypadek. Za rok przecież sama będę odbierać to świadectwo - mówi.
Zdania są jednak podzielone. - 5 lat uczę się w tej szkole - mówi Iza, inna licealistka z “Wazówny". - Nie słyszałam o nikim, komu nie wydano by świadectwa, bo nie zapłacił wymaganej kwoty.
Rodzice są zdezorientowani. Zwłaszcza ci, którzy nie uiścili składki. Nie wiedzą, czy ich dziecko wróci do domu z cenzurką.
Pobieranie opłat za świadectwa jest niezgodne z prawem. Oficjalnie przypomiał to 3 lata temu ówczesny minister edukacji narodowej, Roman Giertych, w liście do kuratorów. Pisze w nim, że wstrzymanie wydania dokumentu z powodu “nieuiszczenia tzw. “składki" na radę rodziców lub radę szkoły (...) jest naganne i niedopuszczalne".
W tym samym liście Giertych wyjaśnia: szkoła ma prawo gromadzić fundusze pochodzące z dobrowolnych składek rodziców.
Zbigniew Winiarski, dyrektor liceum, zżyma się, gdy słyszy o opłatach za świadectwa. - Uroczyście oświadczam wszystkim zainteresowanym, że za świadectwa w naszej szkole się nie płaci - podkreśla. - Jeżeli ktokolwiek nie dostanie dokumentu, bo nie wpłacił składki, ja zrezygnuję ze stanowiska.
Co z nauczycielami, którzy podobno straszą uwagami? - Nie ma takich uwag w dzienniku, nasz system oceniania w ogóle nie przewiduje takich kryteriów - odpowiada Winiarski.
- Płaciłam, ale nigdzie nie było powiedziane, na co te pieniądze zostały wydane - pisze na forum “Pomorskiej" Czytelnik podpisujący się jako “rodzic". - Człowiek bał się i płacił, żeby się przypodobać nauczycielowi. Żałuję, bo dzieciak nic z tego nie miał.
Dyrektor wyjaśnia, że zebrane fundusze przeznaczył na wyposażenie szkoły. - Na to idzie 90 proc. pieniędzy - mówi Zbigniew Winiarski. - Mamy 4 tablice interaktywne, w 10 salach są rzutniki multimedialne. Pozostałe 10 proc. zebranej kwoty to koszt znaczków, które dostaje każdy wpłacający. Oczywiście - moglibyśmy nie prowadzić zbiórki. Ale dzięki niej mamy lepiej wyposażone klasy.
Cała sprawa budzi emocje - Wielu z naszej klasy się buntuje - przyznaje na forum “Pomorskiej" Czytelniczka podpisująca się nickiem “uczennica". - Ale z doświadczenia wiem, że pogadają, pogadają, a w końcu i tak zapłacą. Dla świętego spokoju. Tak będzie - niestety.