Remont ulicy Gdańskiej na odcinku Mickiewicza - Chodkiewicza
Nic z tego nie rozumiem, musiałam pytać ludzi, czy stąd dojadę na Babią Wieś - mówiła pani Alina, którą spotkaliśmy na przystanku tramwajowym pod centrum handlowym Focus Mall. - No i dowiedziałam się właśnie, że na rondzie Jagiellonów nastąpi zmiana numeru tramwaju z "czwórki" na "dwójkę" i muszę skasować nowy bilet. To jest jakiś żart?
Przeczytaj także:Gigantyczne zmiany w komunikacji w Bydgoszczy. Gdańska zablokowana
To nie dowcip. To pomysł drogowców na to, jak zaoszczędzić na komunikacji zastępczej. I tak, tramwaj linii nr 4 jadący od pętli Glinki na rondzie Jagiellonów zmienia się w "dwójkę" i jedzie dalej, aż do ronda Kujawskiego. Identycznie sytuacja wygląda w drugą stronę.
Czują się oszukani
Zła wiadomość dla pasażerów jest taka, że od ronda Jagiellonów muszą kasować drugi bilet, tak jakby przesiedli się do kolejnego tramwaju. - O tym absurdzie dowiedziałem się z prasy - opowiadał nam wczoraj w tramwaju pan Piotr Hausler. - Oczywiście to dobrze, że w mieście są remonty, inwestycje, ale urzędnicy i drogowcy powinni zadbać o to, aby mieszkańcom Bydgoszczy raczej ułatwiać życie, a nie je utrudniać, wymagając dodatkowych opłat za przejazd. Moim zdaniem to nielogiczne i sporo osób może się poczuć oszukanych.
I czują się oszukani. - Mamy to gdzieś, nie będziemy kasowali drugiego biletu, z jakiej racji! - denerwowała się wczoraj grupa nastolatków. - I będziemy się wykłócać z "kanarami". Co to ma być?!
Zmiany mogą nas dużo kosztować
Niestety, nie udało nam się ustalić, czy kontrolerzy wystawiali wczoraj więcej mandatów za podróżowanie bez ważnego biletu niż zwykle. Pasażerowie są jednak przekonani, że będą oni wykorzystywać sytuację i na tej trasie kontrolować podróżnych częściej niż na innych. - Będą mieć używanie, ludzie nie są przyzwyczajeni do tego, żeby w jednym tramwaju dwa razy kasować bilety - zauważyła pani Alina. - Przecież można o tym zwyczajnie zapomnieć. A oni to na pewno wykorzystają.
Lepiej pieszo
- Pracuję przy ul. Długiej i musiałbym wysiąść na rondzie Bernardyńskim - opowiadał Filip, 28-letni bydgoszczanin. - Ale wolę wyjść z tramwaju na rondzie Jagiellonów i przejść się kawałek niż płacić 3,20 zł za jeden przystanek. Kiepsko to wszystko wymyślone.
Na większości przystanków na odcinku od Babiej Wsi do dworca PKS można było wczoraj spotkać zagubionych pasażerów. Chaos, zła organizacja, dezinformacja- to słowa, które najczęściej słyszeliśmy z ich ust. Jednak są osoby, którym to nie przeszkadza.
- Jeśli ktoś nie czyta gazet, to jego problem - uważa Tadeusz Borowiecki, emeryt. - Media trąbiły o tych zmianach już od dawna, a niektórzy zachowują się, jak dzieci we mgle. Ale wiadomo, zawsze znajdzie się powód do narzekania. Tak to psioczymy, że drogi są w złym stanie i tak dalej, a jak już są remontowane, to też nam nie pasuje. Paranoja w tym kraju - mówił zdenerwowany. - Trzeba zacisnąć zęby i to przetrwać. Po prostu.
Jednak zmiany w komunikacji publicznej to nie wszystko, na co muszą od wczoraj zwracać baczną uwagę bydgoszczanie. W związku z remontem z ruchu został wyłączony odcinek ul. Gdańskiej między al. Mickiewicza a ul. Chodkiewicza. Zorganizowano objazdy, zmieniono oznaczenia.
Zakaz - i co z tego?
I tak np. nie można wyjeżdżać na ul. Gdańską z Zamoyskiego. Jednak zakazu wjazdu na Gdańską przestrzega rzadko który kierowca. - Stoję tu już godzinę i jeszcze nie widziałem, żeby któryś z kierowców się wycofał - informował nas taksówkarz z postoju przy Zamoyskiego. - Wszyscy jadą równo mimo zakazu. Będzie w końcu z tego jakieś nieszczęście.
Kolejny problem, jak zwykle przy okazji remontów ulic, to kwestia parkowania. Przy Gdańskiej od rana można było podziwiać przykłady nieograniczonej fantazji kierowców. Na środku jezdni, w poprzek ulicy, na chodniku - przykłady można mnożyć. - Tylko czekać, aż pojawią się tutaj patrole straży miejskiej i będą zakładać blokadę za blokadą - przeczuwał pan Jan, mieszkaniec Gdańskiej. - I jak zwykle nabiją sobie kabzę za ludzką głupotę. Niestety, nie umiemy się uczyć na błędach.