Przetarg na remont wygrał lipnowski Wiksbud, który za prace remontowe i wyposażenie medyczne sal miał zainkasować 5,9 mln złotych.
To Cię może też zainteresować
- Wykonawca przystąpił do przetargu na zasadzie „zaprojektuj i zbuduj” - wyjaśnia starosta lipnowski Krzysztof Baranowski. - Potem prezes szpitala przekazał mi informację, że wykonawca domaga się dużych, dodatkowych pieniędzy. Szpital się na to nie zgodził, więc zapłacono za te prace, które - jak uważa - zostały wykonane właściwie, zgodnie z technologią i certyfikatami. Reszta jest przedmiotem ewentualnego dochodzenia roszczeń w procesach cywilnych.
Wiktor Sieradzki z Wiksbudu ma swoją wersję wydarzeń: - Odstąpienie od umowy było spowodowane nieprzekazaniem nam frontu drugiego etapu bloku porodowego przez zamawiającego.
Firma nie dopełniła?
W tle sporu jest problem z Sanepidem. Bo rozwiązania w nowych salach operacyjnych nie zostały dotąd uzgodnione z Inspekcją Sanitarną. - Szpital zastrzegł sobie, że uzyskanie wszelkich pozwoleń, certyfikatów i uzgodnień ze stosownymi służbami należy do wykonawcy - ucina starosta. - Według mojej wiedzy firma tego nie dopełniła.
Wiktor Sieradzki nie zaprzecza, że jego firma miała zaprojektować i wykonać prace na dwóch oddziałach szpitalnych zgodnie z wszelkimi normami: - I tak były zaprojektowane, odebrane przez inwestora i wykonane (w części, w jakiej zostały wykonane). Twierdzenia przeciwne, mówiąc eufemistycznie, mijają się z prawdą.
Co tak wieje?
Problem dotyczy systemu wentylacyjnego. Sufity w salach operacyjnych powinny znajdować się na wysokości 3 metrów, ale Sanepid - po spełnieniu dodatkowych warunków - może wyrazić zgodę na odstąpienie od tej normy.
Sprawdź koniecznie
W lipcu Wiksbud, jeszcze jako pełnomocnik szpitala zwrócił się do Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Bydgoszczy o zgodę na obniżenie wysokości sali w salach operacyjnych i sali cięć cesarskich do 2,68 m ze względu na „uwarunkowania techniczne obiektu”. Otrzymał zgodę na to odstępstwo, ale pod warunkiem, że alternatywne rozwiązanie zostanie uzgodnione z Publiczną Wojewódzką Stacją Sanitarno-Epidemiologiczną w Bydgoszczy lub rzeczoznawcą ds. sanitarno-higienicznych.
„Po drodze” Wiksbud zszedł z budowy, więc sprawę próbował uzgodnić sam szpital. Inspektor dwukrotnie jednak odmówił pozytywnego uzgodnienia dokumentacji ze względu na braki formalne.
- Na podstawie przedłożonej dokumentacji, nie można było zająć pozytywnego ani negatywnego stanowiska, co do wprowadzonych zmian, w stosunku do projektu pierwotnego - wyjaśnia rzeczniczka PWIS Agnieszka Noculak.
Chcieli oszczędzić
Czy to Wiksbud chciał zaoszczędzić stosując tańsze rozwiązanie? Niekoniecznie.
- W pierwotnym projekcie był inny system, z większym przekrojem - przyznaje Andrzej Wasilewski, prezes spółki Szpital Lipno. - Wykonawca zastosował system zamienny. Oferta została złożona w formule oferty ryczałtowej, na podstawie programu funkcjonalno-użytkowego. Wiksbud miał wykonać projekt i według tego projektu budować. Jeśli dokonywał w projekcie zmian na rozwiązania, które gwarantują podobne parametry - absolutnie się temu nie sprzeciwialiśmy. Szpital nie może nawet wskazać, który rodzaj systemu wybrać, bo jako dysponent publicznych pieniędzy, wskazywalibyśmy konkretnego wykonawcę a to jest niezgodne z ustawą. Wykonawca może wybierać kogo chce.
Bez sądu się nie obejdzie
O ile kwestia uzgodnień z Sanepidem wydaje się możliwa do przejścia, batalia o pieniądze może być długa i bolesna dla obu stron.
- Z tego, co wiem, uznane zostały kwoty na około 1 mln złotych - mówi starosta. - Reszta, dopóki nie zostanie dokończona, wypłacona nie będzie. Ewentualnie dokończy prace inna firma. Jeśli są różnice zdań, mamy sądy gospodarcze, które się nimi zajmują.
Szorstka przyjaźń pomiędzy starostą a lipnowską firmą znana jest nie od dziś.
Jednak powiat również ryzykuje sporo, bo jeśli nie zgodzi się na żądaną przez Wiksbud kwotę 7,1 mln złotych (wyższą o 1,2 mln od pierwotnego kosztu) ma przed sobą perspektywę kolejnego, czasochłonnego przetarg. Tymczasem operacje w Lipnie cały czas odbywają się w zastępczych, doraźnie dostosowanych pomieszczeniach.
Prezes Wasilewski jest dobrej myśli: - Jeśli dogadamy się z Wiksbudem, a służby obiorą instalacje, zmieścimy się w dwóch miesiącach. Niestety bez zapłacenia kar umownych już się nie obędzie, bo nie mamy możliwości od nich odstąpić.
Według Andrzeja Wasilewskiego o podwyższeniu kwoty dla wykonawcy nie ma mowy: - Zgodnie z ustawą nie mamy takiej możliwości. Do tej pory uznaliśmy prace za 1,6 mln, ale 600 000 złotych z tej kwoty zabezpieczyliśmy na poczet kar umownych.
Tu kobiety chcą rodzić! Najlepsze porodówki w Kujawsko-Pomor...
