Panie do broni, czyli jak radzą sobie kobiety w wojsku

Roman laudański [email protected] tel. 52 32 63 125
Żeńska drużyna służby przygotowawczej z 1. Ośrodka Szkolenia Kierowców w Grupie.
Żeńska drużyna służby przygotowawczej z 1. Ośrodka Szkolenia Kierowców w Grupie. fot. autor
Udostępnij:
W mundurach wszystkie wyglądają podobnie. Różnią się kolorem oczu, włosów i fryzurą, ale dłuższe włosy muszą mieć spięte. Makijaż jest wykluczony. Na palcu dozwolona obrączka lub pierścionek. O kolczykach - zapomnij.

Iwona nosiła wcześniej szpilki na trzynastocentymetrowym obcasie. Zapewnia, że dzięki nim lepiej opanowała krok defiladowy. Wojskowe buty obtarły prawie każdą - nie tylko żeńską - stopę w 1. Ośrodku Szkolenia Kierowców w Grupie, gdzie odbywają się ćwiczenia przygotowujące do służby w Narodowych Siłach Rezerwowych.

Pierwszego dnia Aneta Gabryelczyk pojawiła się przy bramie na biurze przepustek o siódmej rano. Obok stu pięćdziesięciu mężczyzn, ona jedna. - Byłam przerażona. Kiedy zobaczyłam pierwszą dziewczynę - Anię Ziółkowską, to prawie rzuciłam się jej na szyję, że jest bratnia dusza!

Iwona weszła na piętro, postawiła walizki i pomyślała: co ja tutaj robię?! Zastanawiała się, co ją czeka, jak tu będzie?

Urszula Sobolewska przyjechała około południa. - Trzydziestu chłopa obok, ja sama. Rozglądam się, szukam jakiejś koleżanki, a tu nic.

W końcu pomyślała: będzie, co będzie. Czego mam się bać?

Dopiero na stołówce usłyszała, że jest trzecią dziewczyną. - No to nie jest źle - odetchnęła.
Sylwia Wardach przyjechała tu z przekonaniem i wiedzą o wojsku. - Tata opowiadał mi o czasach zasadniczej służby wojskowej, wtedy chłopaki dostawały w kość. Teraz to jest przedszkole!

Iwona Bukowska z Giżycka, wcześniej była "kurą domową" bez pracy. Zainteresowała ją reklama w telewizji na temat służby przygotowawczej.

Aneta Gabryelczyk ze Stargardu Szczecińskiego prowadziła działalność gospodarczą - dwa sklepy z odzieżą. Sytuacja na rynku zmusiła ją do zmiany pracy. Ma nadzieję, że znajdzie ją w wojsku. Mąż, zawodowy żołnierz, wspiera ją w tej decyzji.

Paulina Bystrzyjewska pochodzi z Giżycka. Skończyła policealne studium - ratownictwo medyczne. Pomyślała, że warto byłoby poszukać pracy jako ratownik medyczny w wojsku.
Sylwia Wardach także z Giżycka. Pracuje w sekcji personalnej giżyckiego Batalionu Remontowego. Wcześniej była kierownikiem kancelarii tajnej w wojsku. Mundurowe tradycje ma w genach: tata, brat i mąż są w wojsku.

Sylwia Anuszkiewicz, pochodzi ze wsi Popioły pod Węgorzewem. Wcześniej skończyła technikum ekonomiczne, zaocznie studiuje administrację i bezpieczeństwo publiczne. Już w czwartej klasie technikum chciała szukać pracy w "mun-durówce", starała się o pracę w Straży Granicznej.

Anna Ziółkowska ze Słupska, studiowała w Szczecinie turystykę i rekreację. Wcześniej pracowała w branży, ale zawsze tęskniła za mundurem. Na co dzień jeździ turystyczno-sportowym motocyklem. Jest przekonana, że w wojsku zawsze będzie coś się działo, a ona lubi ciekawą pracę.

Iwona Arciszewska z Giżycka. Wcześniej cztery lata pracowała w Irlandii (w branży hotelarskiej). Kiedy skończyła się koniunktura na dobre zarobki - wróciła do kraju i nie mogła znaleźć pracy. Rozpoczęła studia z resocjalizacji, w przyszłości chciałaby znaleźć pracę w więziennictwie, w czym ma jej pomóc przeszkolenie wojskowe. Reakcja taty? "Jak zwykle coś wymyśliłaś!". Przyznaje, że poczuła "ciśnienie" na jej decyzję, ale jest przekonana, że wszyscy trzymają za nią kciuki.

Dorota Hauer z Giżycka informację o kursie znalazła w internecie. Fascynowała ją praca w wojsku. Rodzina wierzy, że wytrzyma. Miała obawy, czy da radę z ćwiczeniami fizycznymi.
Agnieszka Kulig z Giżycka. Pracuję zawodowo z przerwą na szkolenie. O służbie przygotowawczej powiedziała jej siostra - Dorota, z którą razem przyjechała do Grupy. - A co dalej - zobaczymy!

Agata Marczak z Giżycka, przez sześć lat pracowała w restauracji jako kelnerka i barmanka. Postanowiła zmienić pracę i nauczyć się czegoś nowego. O kursie powiedziała jej mama.
Urszula Sobolewska z Gołdapi, wcześniej pracowała w kraju i w Niemczech. Do wojska poszła z ciekawości. Nosi mundur z dumą.

Na czas szkolenia zostawiły rodziny, dzieci. Pomagają mężowie i mamy. Wiedzą, że ich dzieci są w dobrych rękach, a one mogą się szkolić. Jedna z nich przypomina, że to syn uczył ją robienia pompek!
Niektóre dziewczyny mają chłopaków. - Naszym facetom dopiero się teraz filmy włączają - śmieją się. - My tu, wśród tylu mężczyzn, a oni tam wyobrażają sobie Bóg wie co.
Paulina opowiada o narzeczonym pracującym w wojsku. Przed decyzją przyjazdu do Grupy kłócili się mocno. - Prawdziwy Sajgon w domu! W końcu zrozumiał, że i tak zrobię swoje. Teraz jest zadowolony, choć nie chciałby, żebym znalazła pracę w wojsku.

- Tu nie zwraca się uwagi na innych facetów, tylko robi swoje - przekonują. - My jesteśmy w stopniu szeregowych, koledzy też.

- A temu, który został w domu, i tak pracuje wyobraźnia. Niepotrzebnie.

W koszarach mieszkają w dwóch kilkuosobowych pokojach. Łazienki odremontowane. Trzynaście zlewów i dwa prysznice. Kolejki do luster nie ma, ponieważ regulamin nie przewiduje makijażu. Mundury mają w miarę dopasowane. Sorty mundurowe te same co dla mężczyzn. Z jedną różnicą - wojsko nie dorobiło się jeszcze bielizny kobiecej. Muszą sobie radzić same.
- Na początku nasza kondycja pozostawiała wiele do życzenia - opowiada Urszula. - Biegałyśmy okropnie, teraz już lepiej.

- A pobiegniemy jeszcze szybciej - zapewniają chórem.
Nagle cywilne rzeczy zrobiły się za luźne. Zrzuciły lub zamieniły na mięśnie zbędne kilogramy.
Na poligon maszerują trzy kilometry. Do tego wuefy. Przed przysięgą ostra musztra. Popołudniami chodzą na halę, grają w siatkówkę, tenisa, ćwiczą na siłowni. Zapewniają, że żadna z nich nie miała momentu związanego z chęcią opuszczenia koszar przed końcem przeszkolenia. Chcą zostać kierowcami, bo tych potrzeba w każdej jednostce.

Duże emocje wzbudził pierwszy poligon. - Biegałyśmy podekscytowane jak dzieci - śmieją się. - Padały komendy, a my padnij, zasadzka! Z bronią i całym oporządzeniem.
Przed pierwszym ostrym strzelaniem opanowały rozkładanie i składanie na czas karabinów. Może trochę ręce się trzęsły, ale chcą poprawić swoje wyniki.

A emocje podczas przysięgi? Po trzech tygodniach po raz pierwszy wystąpiły w mundurach przed rodzinami. Wcześniej dzień w dzień musztra na placu, żeby zgrać się i dobrze wypaść.

- Poszłyśmy ślicznie!

Podczas przysięgi niektóre z nich miały łzy w oczach. - Rozwaliła nas orkiestra. Dreszcze szły po plecach. A widok rodziny? Ja tu maszeruję krokiem defiladowym, a moje dziecko krzyczy: mamusiu! Mamusiu! Chciałoby się podbiec, przytulić, a tu trzeba trzymać szyk.
Inna opowiada, że musiała jeszcze regulaminowo zasalutować mężowi, bo on ma o wiele wyższy stopień. Zapewniają, że najlepszym żołnierzem jest ten, kto dobrze zostanie przeszkolony, chwalą dobrą kadrę w Grupie.

Jeśli na początku koledzy z kursu rzucali w ich stronę "baby do garów", to po wspólnych ćwiczeniach odpuścili takie żarty.

Jak zaistniały w męskim świecie?

- Dzisiejsze kobiety są bardziej męskie od facetów - przekonują. - Bardziej odporne fizycznie. Chyba jesteśmy lepsze? - zastanawiają się. - Często słyszymy, że chłopacy nie robią czegoś tak dobrze jak my.

- To nie tani komplement, bo nikt ich tu nam nie prawi tylko dlatego, że jesteśmy kobietami! Zrobiłyśmy coś dobrze - jest pochwała. Źle? Są bęcki! Mamy swoich przełożonych.
- Chłop może iść dziś na macierzyński, ale ilu chce zajmować się dziećmi? A my spełniamy się zawodowo i mamy ogrom domowych obowiązków. To nam faceci powinni oddawać honory! My potrafimy wszystko ze sobą pogodzić.

- Bywa, że popołudniami pomagamy przez telefon naszym dzieciom odrabiać lekcje. Tu trzeba się uczyć, myśleć jak wszystko najlepiej zrobić, a tu jeszcze myśli uciekają do domu, czy wszystko w porządku? Wracam do domu i widzę, że rejony nie są posprzątane po mojemu! Gul mi skacze, ale nic nie mówię, tylko sama sprzątam. Gdyby faceci mieli tyle obowiązków co kobiety, to na pewno by tego nie wytrzymali!

Dwie pojechały na przepustkę do domu w mundurach. Śmieją się, że kobiety w wojsku ciągle jeszcze wywołują zdziwienie. Paulina Bystrzejewska dodaje, iż usłyszała od swojej mamy: - Już nie mam córki, tylko - syna. Tak zmienił ja mundur. - Koleżanki mówiły mamie: masz trzy córki, to nie pójdą do wojska. Wyłamałam się.

Zapewniają, że nawet jeśli nie znajdą później pracy w wojsku, to zostaną im wspomnienia i będą płakać, kiedy w czerwcu trzeba będzie się rozstać.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie