Pieniędzy wystarcza nam tylko dlatego, że żyjemy oszczędnie

Jolanta Zielazna, jolanta.zielazna@pomorska.pl
Prof. Tomasz Panek
Prof. Tomasz Panek fot. nadesłane
W województwie kujawsko-pomorskim ponad 2 proc. rodzin mówi, że nie wystarcza im nawet na najtańsze jedzenie! O wstępnych wynikach badań Diagnoza Społeczna 2011 rozmawiamy z prof. Tomaszem Pankiem, współautorem badań.

Tomasz Panek

Tomasz Panek

Prof. dr hab. Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, wiceprzewodniczący Rady Monitoringu Społeczego. W cyklicznych (co dwa lata prowadzonych) badaniach Diagnoza Społeczna zajmuje się badaniem warunków życia gospodarstw domowych, szczególnie poziomu życia, ubóstwa.

- W Diagnozie bada pan poziom naszych dochodów, a tym samym - można powiedzieć zamożności. Jak nam się żyje?

- Dochody realne, czyli biorąc pod uwagę inflację, rosną we wszystkich grupach gospodarstw domowych.

Przeczytaj także:Zamienił piłkę na pianino

Oczywiście, słyszymy, że pani Kazia na targowisku narzeka, że jest gorzej i ma mniej pieniędzy, ale to nie znaczy, wszędzie jest gorzej. Generalnie jest to nieprawda. Cały czas nasza zamożność rośnie. Choć w porównaniu z krajami Europy Zachodniej jesteśmy daleko w tyle.

- Im więcej mamy, tym bardziej rośnie nam apetyt na rozmaite dobra. Jedno z drugim nie idzie w parze.

- To normalne. Gospodarstwa domowe porównują się nie z tymi, które są w gorszej sytuacji, ale z tymi, którym wiedzie się lepiej. Nie mówiąc już o zagranicy. Wiadomo, że poziom zamożności w porównaniu z innymi krajami Europy Zachodniej jest u nas bardzo niski. Ale sytuacja się poprawia.

- Poprawia na tyle, że stać nas na oszczędności?

- Na oszczędności zawsze było nas stać, ale one są małe w porównaniu z innymi krajami. W Polsce odsetek gospodarstw domowych mających oszczędności tak mocno się nie zwiększa. Dlatego, że byliśmy na zbyt niskim poziomie zamożności.

- Jak już doszliśmy do pieniędzy, to zaczęliśmy kupować rozmaite dobra?

- Tak, przede wszystkim. Wcześniej albo nie było co kupować, albo nie było za co. Teraz cały czas bardzo mocno rośnie wyposażenie gospodarstw domowych w różne dobra trwałego użytku.

- Czego mamy najwięcej?

- Tego nie można powiedzieć. Badamy określoną liczbę dóbr, które są w powszechnym użyciu.

- Czy teraz każde gospodarstwo ma, np. pralkę automatyczną?

- W żadnym kraju na świecie tak nie jest! Pralki automatycznej, według naszej oceny, nie ma około 11 proc. gospodarstw domowych. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że wielu artykułów rodziny nie posiadają nie dlatego, że ich nie stać, ale dlatego, że ich to nie interesuje. Połowa z tych, którzy nie mają pralki automatycznej, nie chce jej mieć.

- Jakikolwiek odbiornik telewizyjny?

- O to już nawet nie pytamy, bo podejrzewamy, że wszyscy mają. Pytamy o telewizor LCD lub plazmę. Teraz takiego rodzaju odbiorników nie ma około 55 proc. gospodarstw.

- A samochód?

- Osobowego nie posiada 43 proc.

- Czego nam przybyło najwięcej?

- Właśnie przenośnych komputerów i telewizorów plazmowych czy LCD. Laptop aktualnie ma jakieś 35 proc. gospodarstw. Ale 4 lata temu posiadało go 10 proc. To się wiąże z pojawianiem się nowych rzeczy. Wcześniej ich nie było, więc teraz najszybciej przybywa.

- W poprzednich Diagnozach pytano, czy wystarcza nam na podstawowe jedzenie.

- Teraz też pytaliśmy o gospodarowanie dochodem.

- No i?

- Z 9 możliwych odpowiedzi najgorsza brzmi "pieniędzy nie starcza nawet na najtańsze jedzenie", a najlepsza: stać nas na wszystko i jeszcze oszczędzamy na przyszłość.
Gospodarstw, które twierdzą, że nie wystarcza im nawet na najtańsze jedzenie jest niewiele. W kraju - 1,6 proc. W województwie kujawsko-pomorskim - 2,33 proc. Mimo wszystko nie jest to dużo.

Najczęstsza odpowiedź (38 proc.) to: żyjemy oszczędnie i dzięki temu starcza nam na wszystko. We wszystkich województwach jest podobnie.

- Czyli staramy się gospodarować rozsądnie tym, co mamy?

- Można tak powiedzieć. Ale jeśli umieścilibyśmy odpowiedzi na skali zamożności i najgorszą sytuację ("pieniędzy nie starcza nawet na najtańsze jedzenie") ulokowali u góry, a najlepszą ("stać nas na wszystko i jeszcze oszczędzamy na przyszłość")
na dole, to najczęściej wybierana odpowiedź jest trzecia od góry.

Gdy ogląda się naszą sytuację na tle krajów UE, to u nas jest bardzo źle. Co tu dużo mówić, Polska jest bardzo biedna. Jeśli chodzi o zamożność, to jesteśmy za Litwą, Łotwą. Za nami jest tylko Rumunia i Bułgaria. Teraz może jeszcze Węgry.

- Dlaczego nam się tak pogarsza?

- Nam się nie pogarsza! Nam się poprawia! Jest absolutnie coraz lepiej. Z danych publikowanych przez Eurostat wynika, że wszędzie, we wszystkich krajach UE się poprawia. Tylko innym poprawia się szybciej.

- Wróćmy do zarobków. Jak pod względem dochodów województwo kujawsko-pomorskie wygląda na mapie kraju?

- Wynagrodzenie a dochody to są dwie różne rzeczy! Wynagrodzenie dotyczy pojedynczych osób, a dochody - całego gospodarstwa domowego. Tego nie można mieszać.

Bardziej dokładne jest podawanie dochodów na osobę. Powinny one jednak być mierzone tak, by odzwierciedlały możliwość zaspokojenia potrzeb różnych gospodarstw domowych. Bo część potrzeb jest zbiorowa. Na przykład: 5-osobowa rodzina nie potrzebuje 5 telewizorów. W związku z tym, żeby mieć tak samo zaspokojone potrzeby, rodzina 5-osobowa wcale nie musi mieć 5 razy większych dochodów, niż rodzina 1-osobowa. Dochody porównywalne nazywane są ekwiwalentnymi. I właśnie one są miernikiem zamożności.

I w ostatnich dwóch latach stało się coś nieoczekiwanego. Po raz pierwszy, jak patrzymy na Diagnozę, dochody ekwiwalentne realnie nie wzrosły. Zostały na mniej więcej takim samym poziomie. Podejrzewam, że jest to związane z kryzysem.

- Jak te dochody wyglądają w naszym województwie?

- W kraju przeciętne dochody ekwiwalentne wynoszą 1571 zł. Natomiast w województwie kujawsko-pomorskim - 1422 zł. To pozycja raczej gorsza. Choć najgorsze jest - i tak zawsze było - lubelskie i świętokrzyskie.

- Co oznacza "pozycję raczej gorszą"? Gdzie to nas sytuuje?

- W górnej części drugiej połowy tabeli. Przykładowo w województwie mazowieckim dochody ekwiwalentne wynoszą 1960 zł. To najwyższy poziom.

- Nasze województwo ciągle się plasuje w dole tabeli, a w najlepszym razie tuż poniżej połowy.

- Taka jest prawda.

- Z czego się bierze?

- To wynika z poziomu rozwoju województwa, stopnia nasycenia różnymi zakładami, centrami biznesowymi itd. U was to się specjalnie nie zmienia, dlatego taka sytuacja jest. Nie powstały nagle w Kujawsko-Pomorskiem jakieś centra biznesowe.

Dlaczego Warszawa ma takie wysokie przeciętne? Zawyża je przede wszystkim to, że centrale banków, korporacji w większości mieszczą się w stolicy.

- W powszechnym mniemaniu najtrudniej żyje się w gospodarstwach emerytów. Są biedni, bo mają niskie emerytury.

- Totalny fałsz, do którego przede wszystkim przyczyniła się prasa! Pewien problem był, gdy przez jakiś czas gospodarstwa domowe emerytów i rencistów tworzyły jedną grupę. Ale od wielu lat są to dwie różne grupy gospodarstw.

I jeśli chodzi o źródło utrzymania, to najgorzej mają gospodarstwa utrzymujące się z niezarobkowych źródeł, innych niż emerytura czy renta. Z zasiłków przede wszystkim.

- Oni są na szarym końcu?
- Tak! A druga grupa to ren-ciś-ci! Nie żadni emeryci! To jeden wielki mit! Ja nie mówię, że nie ma pojedynczych, bardzo biednych emerytów, ale to zupełnie co innego. Mówimy o pewnej grupie.

W dodatku, poza pracującymi na własny rachunek, to zamożność emerytów wzrasta najszybciej ze wszystkich grup. Nie wpływają na nich żadne wstrząsy. Zawsze mają podwyżki. Albo z powodu wzrostu wynagrodzeń osób pracujących, albo z powodu inflacji. To jest grupa, której przeciętna zamożność niewiele odbiega od pracujących.

- A rodziny wielodzietne?

- Jeśli chodzi o typ gospodarstwa, bo przedtem mówiliśmy o źródłach utrzymania - to bardzo źle wyglądają rodziny wielodzietne i niepełne. Zawsze tak było.

- Nic się przez lata nie zmienia?

- Trudno, żeby się zmieniało. U nas pomoc dla rodzin wielodzietnych jest śladowa, w ogólnym rozrachunku się nie liczy. Pozwala przeżyć, ale nie zmienia ich sytuacji w stosunku do innych grup. To jest zresztą krótka kołdra. Bo żeby komuś dać to trzeba innym odebrać
.
Wiadomo, komu odebrać. Tylko że politycy są zakładnikami rolników, za których musimy płacić KRUS; górników, bo nawet jeśli ich firmy idą do dołu to i tak muszą dostać podwyżki; służb mundurowych, którym nie wiadomo dlaczego płacimy na emerytury - to około 50 miliardów rocznie. To więcej niż nasz deficyt. Ale nikt tego nie ruszy. I to powinno iść na inne cele, m.in. właśnie dla rodzin wielodzietnych.

Czytaj e-wydanie »

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wklej

A Pan Profesor Tomasz Panek jest oderwany od zwykłej, szarej rzeczywistości ? Statystyką da się udowodnić wszystko. To że jest Pan mądry i zarazem głupi. Zależy pod jaką partię POolityczną Pan opracował te "badania". Chyba wszyscy się domyślają, że chodzi o POpaprańców.

s
szuja

A dowodem na to ,że ludziska maja kasiwa do oporu jest choćby otwarcie nowego sklepu we Włocławku. Boże ile tam hołoty przyleciało z Włocławka i przyjechało z biednych podwłocławskich wioch.W marketach zarówno z żarciem, ciuchami,technicznymi czy materiałami budowlanymi też kolejki.Bezrobotni piją na umór bo mają za co. Gdzie ta bieda? Niech żyje solidarokatolicyzm.Hahaha

Dodaj ogłoszenie