Po śmierci 3-letniej Zuzi z Torunia. Opieka społeczna znała jej rodzinę: - Robiliśmy wszystko, co należało

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
3-letnia Zuzia z Torunia nie żyje. Za wieloma ścianami mieszkań nadal dzieją się dziecięce dramaty.
3-letnia Zuzia z Torunia nie żyje. Za wieloma ścianami mieszkań nadal dzieją się dziecięce dramaty. Piotr Warczak/zdjęcie ilustracyjne
- Niczego nie widzieliśmy. Niczego nie słyszeliśmy - zarzekają się sąsiedzi. A potem dochodzi do tragedii. Za ścianą dziecko jest bite. Aż do śmierci.

Zobacz wideo: Lekarze i NFZ będą dzwonić i zachęcać do szczepień.

Zuzia mieszkała w Toruniu z rodzicami i braćmi: starszy ma 4 lata, młodszy roczek. Niedługo w rodzinie pojawi się kolejne dziecko. Dziewczynka go nie pozna. Skatowana 3-latka zmarła nocą z 11 na 12 czerwca. Rodzice przebywają w areszcie. Nie przyznają się do znęcania się nad córką.

Para z dziećmi wynajęła mieszkanie w Śródmieściu na początku maja br., zaś 28 maja pobita dziewczynka trafiła do szpitala.
Rodzina była znana pracownikom socjalnym. Asystent rodziny, jak zapewniają w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie, miał z nią kontakt.

- Od lutego do maja 16 razy był u podopiecznych. To były tzw. wizyty skuteczne, czyli asystent wszedł do ich domu. W siedmiu kolejnych przypadkach nikogo nie zastał - mówi Bożena Miler, rzecznik MOPR. - Kontakt telefoniczny też utrzymywali.

Asystent nie zauważył nieprawidłowości. Nieprawidłowości jednak były, bo gdyby było inaczej, Zuzia by żyła. Socjalni podkreślają, że pracują też poza godzinami otwarcia ośrodka. Tak jest w każdym ośrodku pomocy społecznej, nie tylko w Toruniu. - Dział interwencji kryzysowej dyżuruje całą dobę - zaznacza Bożena Miler. - Organizowana jest grupa interdyscyplinarna, w skład której wchodzą policjant, lekarz i pracownik socjalny. Reagujemy od razu na każdy sygnał.

Tyle, że socjalni żadnego sygnału od sąsiadów i innych osób nie dostali. Mieszkańcy kamienicy przekonują, że niczego nie widzieli i nie słyszeli.

Dziecko nie opowie komuś z zewnątrz, co dzieje się wewnątrz. Znaczy: i w domu, i w nim samym. To dlatego zwłaszcza sąsiedzi muszą mieć oczy i uszy szeroko otwarte.

Mówi się, że kontrole, prowadzone przez pomoc społeczną czy kuratorów, stanowią iluzję. Pracownicy socjalni obejmują wsparciem często tzw. trudną rodzinę. Taką, gdzie matka i ojciec nie pracują, ale piją i dzieci biją. Socjalni nie czuwają przy niej całą dobę. Odwiedzą rodzinę 1-2 razy w tygodniu i jeszcze się zaanonsują. Matka i ojciec przygotują się na swoistą kontrolę. Tego dnia będą trzeźwi. Posprzątają mieszkanie. Dzieci nie zaczną się skarżyć. Asystent rodziny czy kurator rozejrzy się po domu i uzna, że nic złego się nie dzieje. Wypełni dokumenty i odejdzie.

Wizyty domowe

Gdy socjalny zamknie za sobą drzwi, może zacząć się horror dziecka. - Z tego powodu, oprócz wizyt zapowiedzianych, składamy niezapowiedziane, z zaskoczenia - mówi Bożena Miller, rzecznik MOPR w Toruniu. - Zależy nam na tym, aby sprawdzić, jak naprawdę funkcjonuje rodzina.

Asystent rodziny to osoba, której zadaniem jest pomoc podopiecznym, borykającym się z wychowaniem dzieci, ale też z kłopotami w życiu codziennym. Rodzina 3-letniej Zuzi z Torunia, zmarłej w ubiegłym tygodniu w wyniku pobicia przez rodziców, takiego asystenta miała przydzielonego (kuratora też). Ponoć regularnie pojawiał się w mieszkaniu 23-latki, jej 32-letniego partnera i ich dzieci.

Marta Frankowska, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy, dopowiada: - Jeśli pracownik socjalny parę razy z rzędu nie zastaje podopiecznych w ich domu, zostawia w skrzynce na listy kartkę z prośbą o kontakt. Gdy to nie przyniesie skutku, socjalny poprosi dzielnicowego o interwencję.

Czasem dzielnicowy dobrze zna rodzinę, ponieważ ta ma Niebieską kartę. - To dokument, zakładany rodzinom, w których występuje przemoc albo podejrzenie przemocy - wyjaśnia mł. asp. Wojciech Chrostowski z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. On na temat sprawy dotyczącej Zuzi się nie wypowie. Prokuratura prowadzi śledztwo.

Rodzina bez Niebieskiej karty

W samym 2020 roku policja w Kujawsko-Pomorskiem wypełniła ponad 4,5 tys. Niebieskich kart. Przeciętna liczba formularzy, przypadających na 100 tysięcy mieszkańców, w naszym województwie wynosi 218. Dla porównania: w kraju - średnio 202. Tak wynika z danych Komendy Głównej Policji. Rodzice Zuzi (i jej dwójki braci) Niebieskiej karty nie mieli założonej.

Istnieją ponadto przyjazne patrole. Składają się z pracownika socjalnego i policjanta. Oni przykładowo w sobotę czy niedzielę, bez uprzedzenia, zapukają do drzwi podejrzanej rodziny. Nie potrzebują do tego specjalnego zezwolenia. - Jeśli zauważamy, że małoletnim dzieje się krzywda albo dorośli nie sprawują nad nimi opieki, to policja zajmuje się dorosłymi, a opieka społeczna - dziećmi.

Pracownicy socjalny w ogniu krytyki

- W pierwszej kolejności szukamy opieki dla dzieci wśród ich krewnych. Gdy np. dziadkowie lub ciocia nie chcą albo nie są w stanie zająć się nimi, zapada decyzja o umieszczeniu małoletnich w placówce opiekuńczo-wychowawczej - kontynuują socjalni w regionie. - Wtedy spada na nas fala krytyki. Zarzuca się nam, że odbieramy dzieci rodzicom. Gdybyśmy jednak tego nie uczynili, to usłyszelibyśmy, że nie zareagowaliśmy.

Osoby, które widzą albo wiedzą, że dziecku dzieje się krzywda, mają nie tylko prawo, ale i obowiązek, zaalarmować służby. Najłatwiej jest zadzwonić pod nr tel. 997 albo 112.

Niekiedy dzieci boją się mówić o swoich rodzicach-oprawcach. Inne mówić jeszcze nie umieją. W styczniu 2021r. dwoje torunian pojawiło się z 3-miesięcznym synem w przychodni. Remek miał opuchniętą nóżkę. Lekarze dostrzegli coś więcej. Okazało się, że mały ma złamane nóżki, żebro, oparzony brzuszek. Dziecko uratowano. Rodzice nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

Tak samo, jak teraz nie przyznają się rodzice Zuzi.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

To co piszą tu o obowiązkach i czynnościach wykonywanych przez pracowników socjalnych to totalne bzdury i pomimo śmierci Zuzi nadal nie przywiązują się do swoich obowiązków.Wcale nie szukali krewnych dziecka którzy mogliby zaopiekować się rodzeństwem i pochować Zuzię.A gdy krewni się zgłosili sami to zostali potraktowani jak śmiecie i intruzi.Nie wiedzą gdzie są dzieci,nie dostali ciała do pochówku i nawet nie wiedzą gdzie jest grób Zuzi

Dodaj ogłoszenie