- Mamy wiele uwag, gdyby to tylko od nas zależało, postawilibyśmy wniosek o niegospodarność dyrektorki i zgłosili sprawę do prokuratury - mówi Zdzisław Krzyżanowski, członek komisji rewizyjnej, radny powiatu włocławskiego. - Na to jednak nie zgodziła się opozycja, dlatego obiecujemy, że będziemy się bacznie przyglądać domowi pomocy społecznej.
Radni, którzy przeprowadzali kontrolę w Wilkowiczkach nie kryją, że mają wiele uwag, co do sposobu zarządzania tą instytucją. Uważają, że pensjonariusze mają niewystarczającą opiekę medyczną i są niewłaściwie żywieni. - Byliśmy wstrząśnięci widząc, jak karmi się chorych pensjonariuszy, poza tym nie podobało nam się, że przywożoną ze sklepów żywność, stawia się bezpośrednio na podłogę - wyjaśnia radny Z. Krzyżanowski.
Członkowie komisji zalecili dyrektorce, aby utworzyła księgę skarg, tak by nie doszło ponownie do takiej sytuacji jak w ubiegłym roku. Wówczas dyrektorka zataiła przed władzami powiatu fakt, że otrzymała informacje o trwającym rzekomo od dłuższego czasu procederze wynoszenia jedzenia przez kucharkę.
O tym starosta i radni dowiedzieli się z "Gazety Pomorskiej". Prokuratura nie mogąc znaleźć dowodów umorzyła śledztwo w tej sprawie, ale członkowie komisji rewizyjnej zauważyli, że porcje żywnościowe, jakie dostają pensjonariusze, są za małe. Radni kontrolujący DPS uznali, że trzeba tam utworzyć etat zastępcy dyrektora. Zdziwili się też, że w Domu Pomocy Społecznej w Wilkowiczkach zużywa się tak dużo materiału opałowego.
- W budynku szkoły w Choceniu, który jest podobnej wielkości, zużycie opału jest trzy razy mniejsze - stwierdził Zdzisław Krzyżanowski. Członkowie komisji rewizyjnej uznali, że DPS w Wilkowiczkach pozostaje daleko w tyle w porównaniu z innymi podobnymi instytucjami. I stwierdzili, że to musi się zmienić!