Małe takie jak: szpice, yorki, maltańczyki i większe: owczarki krótkowłose... W boksach schroniska są już bezpieczne, nakarmione i zadbane. Los 35 psów z hodowli, która znajdowała się w Michalu (gm. Dragacz) niedaleko Grudziądza odmieniły zdecydowane działania służb: policji, fundacji prozwierzęcej, weterynarza.
Funkcjonariusze podjęli interwencję po tym jak do grudziądzkiej komendy wpłynęły zawiadomienia od osób z Poznania i Pucka, które kupiły szczeniaki z hodowli z Michala. Po kilku dniach nowi właściciele przekonywali się że „maluchy” były w złym stanie zdrowotnym. Próbowali kontaktować się z hodowcą, ale ten nie odbierał już telefonów. - Oferty sprzedaży psów ukazywały się na portalach internetowych. Zapewniano w nich, że zwierzęta są w dobrej kondycji - wyjaśnia asp. sztab. Jacek Jeleniewski, oficer prasowy policji w Grudziądzu.
Hodowla pod lupą prokuratora
Chętni mieli do wyboru odbiór osobisty bądź wysyłkę specjalnym kurierem. Kupujący nie mieli pojęcia w jakich warunkach żyją psy, gdyż hodowla znajdowała się w Michalu, ale w przypadku wyboru osobistego odbioru psów umawiano się w mieszkaniu w Grudziądzu.
- Podczas interwencji przeszukano posesję w miejscowości Michale gdzie miały znajdować się psy trzymane w złych warunkach. Oprócz policjantów był lekarz weterynarii oraz przedstawiciele Fundacji „Siedem Życzeń”. Hodowla liczyła 35 psów różnych ras. Trafiły do schroniska - o przebiegu interwencji mówi asp. sztab. Jacek Jeleniewski.
PISALIŚMY TEŻ: „Te psy brodziły w odchodach”. Kolejna rozprawa ws. pseudohodowli z Dobrcza
Magdalena Chodyna, zastępca prokuratora rejonowego: - Psy zostały zabezpieczone na potrzeby prowadzonego postępowania w sprawie znęcania się nad zwierzętami. Czynności, które wykonujemy mogą zakończyć się przedstawieniem zarzutu.
Jednocześnie policjanci podkreślają, że sprawa jest rozwojowa i nie wykluczają kolejnych zawiadomień od osób, które kupiły psiaki z tej "hodowli".
Brudne, chore, bez dostępu do światła
Jak się dowiadujemy czworonogi żyły w złych warunkach: nie miały dostępu do światła, brodziły we własnych odchodach, były brudne, chore, niektóre miały powrastane pazury.
Już w trakcie pobytu w grudziądzkim schronisku jedna z suk w typie krótkowłosego owczarka niemieckiego oszczeniła się i na świat przyszły cztery maluchy. Są zdrowe. Większość całej zabezpieczonej gromadki jest przyjazna i chętna do kontaktów z ludźmi.
Żona właściciela: Kupujemy im najlepszą karmę, bawimy się z nimi
Po tym, jak psy zostały zabrane właścicielom, otrzymaliśmy e-maila do redakcji od żony właściciela. Z.. prośbą o pomoc w odzyskaniu „ich dzieciaków”. „Nigdy z mężem i z dziećmi nie biliśmy, czy też głodziliśmy naszych psiaków. Każdy z nich ma imię. Bawią się z nami, kupujemy im najlepsze karmy. A tu nagle, że się znęcamy” - przekonuje w liście żona właściciela.
Kobieta jednocześnie przyznaje, że gdy pojawiły się służby na ich posesji, to zwierzęta miały brudno i były niedokarmione, ale jak tłumaczy to dlatego, że całą rodziną wyjechali na kilka dni, a opiekę nad czworonogami miał przejąć ich kolega, ale...nie wywiązał się. Żona właściciela hodowli zapewnia, że był to jednorazowy incydent, a psy mają zawsze czysto i są zadbane.
Rodzina po odebraniu zwierząt, interesowała się nimi i odwiedzała je w Centrum Opieki nad Zwierzętami w Grudziądzu, ale niestety po kilku nieprzyjemnych incydentach, zabroniono im wejścia na teren schroniska.
Co dalej ze zwierzętami?
Dopóki trwa prokuratorskie postępowanie w tej sprawie, nie można wydać psiaków do adopcji. Stanowią one bowiem dowód i nadal w świetle prawa mają swojego właściciela. Do czasu zakończenia dochodzenia bądź ewentualnie procesu przed sądem formalnie opiekę nad tymi zwierzętami pełni Fundacja "Siedem Życzeń". O tym czy psy wrócą do swojego pierwotnego właściciela czy będą mogły być adoptowane zdecyduje sąd bądź prokurator.
O kolejnych fazach dochodzenia policji z Grudziądza w tej sprawie będziemy informowali na bieżąco.
WIDEO. Pseudohodowla psów w podkaliskiej Aleksandrii
