Rząd poświęcił emerytury by ratować budżet państwa

Jolanta Zielazna fot. archiwum/tytus żmijewski
Rząd chce by ZUS zarządzał częścią naszej składki dotychczas przekazywanej do OFE
Rząd chce by ZUS zarządzał częścią naszej składki dotychczas przekazywanej do OFE
Rządowa propozycja zmian w oszczędzaniu na emeryturę podzieliła ekspertów. Niepokojące jest, że w większym stopniu uzależniła przyszłe emerytury od budżetu państwa. Nie tak miało być.

W przedostatni dzień roku, rzutem na taśmę przed sylwestrowymi spotkaniami, rząd przyjął wreszcie stanowisko w sprawie zmian w II filarze reformy emerytalnej. Przeciął tym samym trwający blisko rok festiwal sprzecznych propozycji poszczególnych ministrów. Wiadomo przynajmniej, jaki będzie kierunek zmian w oszczędzaniu w otwartych funduszach emerytalnych. Przypomnijmy, że są one obowiązkowe dla osób urodzonych po 1968 roku.

Przeczytaj: Żyjesz dłużej, więc dostaniesz mniej emerytury!

Zwiększenie części składki do dyspozycji ZUS nie oznacza nic innego, jak przeznaczenie jej na bieżące wypłaty świadczeń. Czyli w efekcie - pomniejszenie dopłat z budżetu do FUS. Przynajmniej na najbliższe lata.

Niejasne jest, czy ta część składki będzie podlegała dziedziczeniu? I jak naprawdę skonstruowana będzie waloryzacja.

Rząd obiecuje, że zyskamy

Premier zapewnia, że przyszli emeryci na tym nie stracą, a nawet zyskają. Konkrety będą jednak dopiero w projekcie ustawy, który w uzasadnieniu musi pokazać koszty finansowe zmian.

Minister pracyJolanta Fedak zapewniała w radiu TOK FM, że po tych zmianach emerytury z OFE będą wyższe. I przyznała wprost: - Wczoraj uznaliśmy, że otwarte fundusze są źródłem długu publicznego, a zatem należy obniżyć składkę, którą w pieniądzu przekazujemy do funduszy.

 

Również minister Michał Boni, szef doradców premiera uważa, że wprowadzenie tych rozwiązań może spowodować wzrost relacji emerytury do ostatniej pensji z 30 proc. do 43-45 proc.

System jest niedokończony

Eksperci i politycy w ocenie rządowego pomysłu są podzieleni. - Rząd poszedł na tak duże zmodyfikowanie składki do OFE, że budżet państwa musi być naprawdę w złym stanie - skomentowała na gorąco Anna Bańkowska, posłanka SLD. - Podoba mi się deklaracja, że osoby ubezpieczone nie stracą na przyszłym świadczeniu. Ale oczekiwaliśmy na głębsze zmiany, które poprawią konkurencyjność otwartych funduszy, obniżą koszty ich obsługi i wprowadzona zostanie dobrowolność uczestnictwa. Nic takiego nie ma. To znaczy, że jest to tylko łatanie finansów publicznych.

Przeczytaj: Przyszła emerytura dla przedsiębiorców: 1300 zł brutto!

I dodała: - Jestem przekonana, że SLD nie przeszkodzi rządowi we wprowadzeniu tych zmian, jeśli będą z tymi gwarancjami dla ubezpieczonych, o których mówił premier.

Ekonomista Witold Orłowski, występując w radiowej „Trójce” powiedział, że polski system emerytalny nie jest całkowicie bezpieczny, a jego reforma nie została dokończona.

To właśnie - brak propozycji dokończenia reformy - krytykują organizacje pracodawców.

Pracodawcy krytykują

Pracodawcy RP uważają, że zmiany proponowane przez rząd godzą w interes przyszłych emerytów. Ich celem jest tylko obniżenie długu publicznego i deficytu państwa.

Magdalena Janczewska, ekspertka Pracodawców RP uważa, że najbardziej odczują to emeryci, którzy będą kończyć pracę za ponad 20 lat. Gdy wtedy przyjdzie państwu regulować zobowiązania emerytalne, Polskę czeka zdecydowanie większy kryzys finansów publicznych.

Na prawdziwe reformy czeka PKPP Lewiatan. Zamiast ciąć wydatki rząd sięga po pieniądze, które powinny pracować w OFE. - Premier nie powiedział ani jednego słowa, że przyjęte rozwiązanie staje się zobowiązaniem rządu i polityków do podjęcia głębokiej reformy finansów publicznych - zauważa Lewiatan.

Przeczytaj: Pracujesz? To znaczy, że dopłacasz 1 tys. zł rocznie do emerytur rolników, górników i mundurowych

 

Co ustalił rząd:

7,3 proc. składki przekazywanej do OFE ma być podzielone. Fundusze będą zarządzały 2,3 proc., a 5 proc. zostanie zapisane na kontach, których operatorem będzie ZUS. W 2017 roku część zarządzana przez OFE ma wzrosnąć do 3,8 proc. Część „zusowska” w II filarze ma być waloryzowana zgodnie z efektami uzyskiwanymi przez OFE w części obligacyjnej.

Jako przyszłą emerytkę najbardziej niepokoi mnie, że rząd może bezkarnie sięgnąć po moje pieniądze, które miały nie podlegać wpływom poliyków. Zapewnienia, że na tym zyskam - są mgliste. I mówiąc szczerze - mocno w to wątpię. Wątpię z kilku powodów. Po pierwsze, jest to pokazanie drogi innym - jak będzie brakowało w kasie (państwa), to zamiast robić konieczny porządek w budżecie, lepiej się rozejrzeć, komu tu jeszcze można bezkarnie zabrać. Bezkarnie, bo kilkanaście milionów członków OFE nie skrzyknie się i nie pójdzie w Aleje Ujazdowskie czy na Wiejską palić opony, rzucać płytami chodnikowymi. Po drugie nie ma żadnej zapowiedzi koniecznych zmian w funkcjonowaniu funduszy. Premier kiedyś wezwał prezesów na dywanik, postraszył i na tym się skończyło. OFE same z siebie nie są zainteresowane żadnymi zmianami, które uszczuplą ich wpływy. I wreszcie last but not least: jaką mamy gwarancję, że za kilkanaście - kilkadziesiąt lat, gdy przyjdzie do wypłat tych pieniędzy, które to mają być „w gestii ZUS”, ale waloryzowane jak w OFE, budżet będzie na to stać? W rzeczywistości - czego rząd nie chce powiedzieć - to w kasie państwa trzeba będzie znaleźć pieniądze, by wypłacić te 5 procent, które dziś zabiera na rzecz ZUS. Skąd na to weźmie?

 

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie