Golf zamiast skody
Tucholski nie mógł sobie przypomnieć, żeby jakikolwiek pojazd kupował, wykręcił więc numer do swojego agenta ubezpieczeniowego, a ten zadzwonił do Hestii. Ubezpieczyciel z Sopotu potwierdził, że podpis Tucholskiego znajduje się pod umową kupna-sprzedaży samochodu na gdańskich rejestracjach. Dowód - kopia.
W umowie stało jak byk, że rencista jest właścicielem golfa z 2001 roku, za którego zapłacił 18 tys. złotych. Tucholski dla pewności spojrzał przez okno na podwórze, gdzie nadal stała leciwa skoda favorit.
- Owszem, chciałoby się volkswagena, ale mogę tylko pomarzyć o takim aucie - wzdycha Tucholski.
Na widok umowy najbardziej zdenerwował się Mariusz, syn Romana, bo podpis najbardziej przypominał jego własny.
Charakter obowiązkowy
Tucholscy pojechali więc na posterunek policji złożyć doniesienie o przestępstwie i natychmiast powiadomili towarzystwo ubezpieczeniowe.
"Proszę o nieprzekazywanie sprawy do działu zajmującego się ściąganiem należności, ponieważ nigdy nie byłem w posiadaniu tego pojazdu" - dopisał Tucholski senior.
Moje Towarzystwo Ubezpieczeniowe w odpowiedzi wysłało... polisę do podpisania. A gdy Tucholski nadal upierał się, że nie zapłaci, ubezpieczyciele z Sopotu wezwali Tucholskiego do zapłacenia w terminie siedmiu dni, przypominając, że "wykupione ubezpieczenie ma charakter obowiązkowy".
Mariuszowi dziwnie znajome wydało się nazwisko figurujące w rubryce "sprzedający": - Gdyby nie było tak charakterystyczne, pewnie bym nie zapamiętał.
Więcej o tej sprawie przeczytasz już w jutrzejszym (4.03.2011) magazynowym wydaniu "Gazety Pomorskiej"