Śmierć w epoce koronawirusa. Człowiek w agonii odchodzi w zaciszu. Z dala od swoich bliskich

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Koronawirus sprawił, że dostęp do lekarzy jest utrudniony. Utrudnione są też wizyty osób, które chcą odwiedzić swoich bliskich w szpitalu. Też przez obostrzenia
Koronawirus sprawił, że dostęp do lekarzy jest utrudniony. Utrudnione są też wizyty osób, które chcą odwiedzić swoich bliskich w szpitalu. Też przez obostrzenia Andrzej Banaś
- Jak wyjdę ze szpitala, panom ratownikom klusek z kapuchą przyszykuję - mówiła 80-letnia bydgoszczanka, gdy przyjechała po nią karetka. Słowa nie dotrzyma. Zmarła.

Zobacz wideo: Szczepionkę na COVID-19 dostaniemy w pracy? Są nowe informacje!

Pani Janina to była taka herszt-baba. Zaradna życiowo. Z każdym potrafiła się dogadać. Nawet z tymi kilkadziesiąt lat młodszymi od siebie.

Jeszcze w lutym zdmuchiwała 80 świeczek na urodzinowym torcie. Cała rodzina się zjechała. Seniorka wtedy w miarę dobrze się czuła, ale do doskonałego samopoczucia było jej daleko. To przez koronawirusa, chociaż on jej nie zaatakował.

Pani Ewa, córka 80-latki: - Pandemia spowodowała, że służba zdrowia obrała jeden kierunek. Dzisiaj lekarze ratują ludzi od covidowej śmierci. Chwała im za to. Tylko, że inni chorzy odchodzą w cierpieniu. I w ciszy. Tak, jak odchodziła moja mama.

Wcześniej pani Janina skarżyła się jedynie na chorą nogę. Staw kolanowy szwankował. Trzy razy miała zakładaną ortezę, a noga sztywniała. Raz do roku, kontrolnie, pokazywała się w szpitalu. Jednak odkąd pojawił się koronawirus, wszystkie wizyty odwołano. Starsza pani nie była z tych, co się narzucają. Kto by tam przejmował się nogą emerytki.

Rodzina się przejmowała. - Mama w urodziny tryskała humorem, ale już zdrowiem nie - dopowiada pani Ewa. - Potem z tygodnia na tydzień słabła. Większość dnia przesypiała. Stała się osowiała. Tydzień przed Wielkanocą pogorszyło się.

Nawał teleporad

Córka: - Dzwoniliśmy do przychodni. Nie mogliśmy doprosić się o wizytę domową. Doktorzy tłumaczyli się nawałem pracy, znaczy: teleporad. Radzili, że skoro stan mamy jest zły, trzeba wezwać pogotowie. Wzywaliśmy więc, ale bez skutku. Dyspozytorka kazała telefonować do przychodni.

Wreszcie lekarz przychodniany przyjechał. - Popatrzył, osłuchał. Diagnozy żadnej nie postawił. Że też wtedy nie poprosiliśmy, żeby zlecił wykonanie szczegółowych badań!

Po paru dniach zlecono jednak szczegółowe badania. Wyniki były tragiczne. - Tego samego dnia mama trafiła do szpitala - wspomina bydgoszczanka.

80-latka, choć pozbawiona sił, była świadoma, co się dzieje. Gdy ratownicy po nią przyjechali, obiecała im po wyjściu ze szpitala zrobić duży garnek klusek ziemniaczanych z kapuchą. Robiła najlepsze kluchy w rodzinie.

Nikt z bliskich nie mógł jej towarzyszyć w drodze do szpitala. Takie koronawirusowe obostrzenia. Na oddział została skierowana po to, żeby ją nawodnić. - Nie miała zdiagnozowanych innych chorób. Chodziło o to, żeby mamę wzmocnić m.in. kroplówkami.
Pierwszej nocy, gdy starsza pani przebywała w szpitalu, w domu jej córki zadźwięczał telefon. - Proszę przygotować się na najgorsze - usłyszała pani Ewa od lekarza prowadzącego. - Pani mama miała dwukrotne zatrzymanie akcji serca. Reanimowaliśmy ją. Przebywa na oddziale intensywnej terapii.

Wizyta szpitalna przez szybę

- Normalnie rzuciłabym słuchawkę i pojechała do szpitala, żeby nawet przez szybę mamę zobaczyć - mówi cicho kobieta. - Nie mogłam. W czasach zarazy nie wolno odwiedzać pacjentów. Właśnie rozpędzała się trzecia fala koronawirusa. Mama cierpiała w samotności.

Pani Ewa i jej siostry od rana wydzwaniały na dyżurkę. Nikt nie podnosił słuchawki. - Dowiedziałyśmy się, że rodzina pacjentów z oddziału intensywnej opieki medycznej może telefonować do lekarza dyżurującego raz dziennie w dni powszednie. W weekendy „promocja” nie obowiązywała.

Wyznaczono godz. 11. O tej porze córki pani Janiny przez najbliższe dni dowiadywały się, że jest gorzej, coraz gorzej. Nie zawsze telefon odbierał ten sam doktor. Wtedy stan zdrowia pacjentki przedstawiał zupełnie inaczej niż jego kolega dzień wcześniej. Gdyby pacjent zmarł, medycy by powiadomili.

Obce numery telefonów

- Bałyśmy się odbierać telefony z nieznanych numerów. Prosiłyśmy lekarza, żeby zobaczyć się z mamą. Nadaremnie. Ktoś z personelu podpowiedział, że możemy w tej sprawie napisać do dyrekcji szpitala. Ten ktoś dodał, że szefostwo raczej nie będzie przychylne. Trzecia koronafala szaleje i trzeba zachować szczególne środki ostrożności. Krewnym umierających wstęp wzbroniony.
Wnuczka pani Janiny mieszka za granicą. Babcia Janka zajmowała się nią przed laty. Dziewczyna traktowała ją jak drugą mamę. No i chociaż ta dziewczynka dorosła i mieszka setki kilometrów od babci-jak-mamy, to napisała do dyrekcji szpitala.

Proszę Pana

„Mam nadzieję, że Pan dziś miał dobry dzień. Jak nie, to niech Pan lepiej sobie przeczyta list następnego dnia. Nazywam się Patrycja. Chodzi o moją kochaną babcię Janinę, która leży w szpitalu u Pana na intensywnej terapii. Moja babcia zawsze przy mnie była. Jak byłam chora, to babcia mi śpiewała. Tak naprawdę to moja babcia jest moją mamą. Teraz mam egzaminy i nie mogę przyjechać do Polski i być dla mojej babci, jak ona zawsze dla mnie była. Ona sama tam leży w tym szpitalu i nikt z rodziny nie może do niej iść. Potrzebuje kogoś, aby sobie przypomnieć, że nas ma. Wiem, że jest ciężka sytuacja i że Pan ma ciężką pracę. Proszę Pana, czy by mogła przynajmniej moja ciocia Ewa być u mojej babci? Jestem pewna, że babcia nas słyszy. Proszę Pana, moja ciocia by zrobiła test przeciw covid 19 i by weszła z maską, by do mnie zadzwoniła przez Facebooka i bym mogła babci opowiadać, żeby walczyła”.

Szok.
Dyrektor szpitala się zgodził. - Zrobiłam test, wyszedł negatywny. Weszłam na oddział. Mama była nie do poznania. Podłączona do aparatury. Pełno kabelków, ale gdy usłyszała mój głos, zareagowała. Zamrugała. Lekarze twierdzili, że jest w agonii.

Agonia poprzedza śmierć. Zaczynają ustawać funkcje życiowe. Ciało jeszcze jest na ziemi. Dusza już się żegna.
Pani Janina spędziła na intensywnej półtora tygodnia.

Odeszła.

W ostatnich dniach przed śmiercią babci rodzina zamówiła mszę w jej intencji. - To już nie było nabożeństwo o zdrowie, ale o spokojne odejście - dodaje pani Ewa.

Niektórzy się oburzają, jak można modlić się o śmierć. Pani Ewa: - Kiedyś koleżanka, pielęgniarka zresztą, powiedziała mi, że los człowieka jest zapisany. Nadchodzi czas, że musi odejść. Niekiedy rodzina za wszelką cenę chce utrzymać przy życiu chorego, nawet jego kosztem. A to trzeba zrozumieć.

W stronę światła

Pielęgniarka opowiedziała o 6-letniej dziewczynce, chorej na raka. Medycyna była bezradna. Rodzice pochylili się nad odchodzącym dzieckiem. Nie byli pewni, czy ono słyszy. Zalani łzami, szepnęli: - Jak zobaczysz światełko, córuś, światło, to leć w jego stronę. Tam będziesz miała lepiej. I tam na nas czekaj.

Tylko w ciągu tygodnia, od 5 do 11 kwietnia 2021 w Polsce zmarło 12 431 osób, w w Kujawsko-Pomorskiem - 655. To wszystkie zgony, nie tylko covidowe. Rok wcześniej w tym samym okresie odnotowano 7991 zgonów w kraju, w tym w regionie - 432.

Dzisiaj, 30 kwietnia, mija tydzień od pogrzebu pani Janiny. Jest już po drugiej stronie. I czeka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie