Spalarnia odpadów medycznych w Chojnicach to tylko przykrywka?

ANNA KLAMAN [email protected] tel. 52 396 69 31
Spalarnia odpadów medycznych w Chojnicach.
Spalarnia odpadów medycznych w Chojnicach. Ramona Wieczorek/Archiwum
Udostępnij:
Reporterzy TVN 24 pokazali, że zakaźne odpady medyczne wywożone były z chojnickiej spalarni. Ale z dokumentów wynika, że spalano ich tu wielokrotnie więcej niż pozwalały możliwości techniczne pieca.

To rodzi podejrzenia, że przyszpitalna spalarnia, którą dzierżawi "Emka" z Żyrardowa, jest tzw. "słupem". Potrzebnym jako przykrywka na to, że odpady były spalane.

W programie "Czarno na białym" reporter rozmawiał z anonimowym kierowcą, który wyznał, że wielokrotnie miał kursy do Chojnic. Rzekomo chojnickie odpady, w tym szczątki ludzkie, rozdrabniano za pomocą tzw. młynka w Żyrardowie, a potem wywożono je na hałdy na Śląsk. Czy tak było? To pytanie do instytucji kontrolnych, w tym Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która po zawiadomieniu Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska z Gdańska prowadzi śledztwo. Z materiału TVN 24 wynika, że Mazowiecki Inspektorat Ochrony Środowiska nawet nie pobrał próbek. Tamtejsi urzędnicy twierdzą, że i tak nie będzie można udowodnić... skąd pochodziły odpady.

Dowiedz się więcej: W Chojnicach nie mają czym oddychać?

Leszek Bonna, dyrektor szpitala w Chojnicach, stwierdził, że "kątem oka zauważył, że ta instalacja praktycznie częściej nie pracuje, niż pracuje". Na pytanie dziennikarza, czy nie przeszkadza mu ta fikcja, odpowiada, że z problemem tym powinny uporać się odpowiednie instytucje. A starosta Stanisław Skaja przyznał się do bezradności, przekonując, że nie można rozwiązać umowy z "Emką", by nie narazić samorządu na straty finansowe. Gdy zapytaliśmy jak duże, odpowiedział, że nie wie.

Bardziej rozmowny jest członek zarządu Marek Szczepański, zarazem przewodniczący rady społecznej szpitala. Zdradza, że w umowie zapisano rozliczenia wynikające z poniesionych przez "Emkę" inwestycji, więc w razie jej zerwania szpital mógłby spodziewać się pozwu. Zerwania umowy w trybie natychmiastowym domaga się stowarzyszenie "Wspólna Ziemia".

Umowę podpisano na dziesięć lat. Jak wylicza Szczepański, zakładając, że roczny zysk spalarni to kwota ok. 80 tys. zł, "Emka" mogłaby się domagać nawet 8-9 mln zł.

- Reportaż był wstrząsający - przyznaje Szczepański. - Jestem zbulwersowany, ale nie jesteśmy w stanie udowodnić, że "Emka" łamała prawo. To zadanie dla prokuratury i sądu.

Już przed wydzierżawieniem spalarni Wspólna Ziemia protestowała. Zabrakło wyobraźni i podpisano umowę na długie dziesięć lat.

Czytaj też: W Olszówce szukają mączek mięsno-kostnych. Prowokacja czy kolejna afera?

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie