Środki ochrony roślin - dwie strony medalu. O ograniczeniach i obawach dyskutowaliśmy podczas Forum Rolniczego 2021

S
Pixabay.com
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Połowa fungicydów będzie wycofana, to tragedia - podkreślił podczas Forum Rolniczego "Pomorskiej" prof. dr hab. Marek Mrówczyński. - Zdrowie czy pieniądze? Co jest dla nas ważniejsze? - pytała prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska. Jedno ze spotkań poświęciliśmy unijnym ograniczeniom w stosowaniu środków ochrony roślin.

- To Unia Europejska, nie Polska decyduje o środkach ochrony roślin. Sama sobie przy tym zaprzecza, wycofując substancje, które nie mają zamienników. Połowa fungicydów będzie wycofana, to wielka tragedia. Co dalej? O tym już nikt nie mówi. Najbardziej ucierpi produkcja rzepaku, zboże trochę mniej. Sytuacja odbije się również na produkcji mleka i mięsa. Jestem wrogiem podziemia ŚOR, a właśnie w tym kierunku, to wszystko idzie – alarmował prof. dr hab. Marek Mrówczyński z Instytutu Ochrony Roślin - PIB w Poznaniu.

Przypomnijmy, że w ramach strategii „Od pola do stołu”, do 2030 roku, poszczególne państwa UE muszą ograniczyć o połowę zużycie środków ochrony roślin oraz zmniejszyć o 20 proc. zużycie nawozów mineralnych. Komisja Europejska zapewnia, że chce eliminować środki szkodliwe dla środowiska lub zdrowia konsumentów. Rolnicy żalą się zaś, że stoją pod przysłowiową ścianą – nikt nie proponuje nowych rozwiązań, a przybywa chorób i szkodników, które atakują uprawy. Wpływ ewentualnego wycofania substancji czynnych ŚOR - w przypadku rzepaku - może oznaczać obniżenie plonu w granicach 20-50 proc. i obniżenie jakości plonu (10-30 proc.).

Okazją do dyskusji o wymogach Europejskiego Zielonego Ładu i ograniczeniach w stosowaniu niektórych środków chemicznych, było Forum Rolnicze Gazety Pomorskiej w Bydgoszczy. Temat wywołuje liczne emocje, tych nie brakowało również podczas naszego panelu. Tym bardziej, że naukowcy przedstawili różne spojrzenia na stosowanie ŚOR.

To też może Cię zainteresować

Wciąż skraca się lista dozwolonych substancji czynnych

Jak podał prof. Mrówczyński, w 2020 roku zostało wycofanych w Polsce 99 fungicydów, 56 herbicydów, 58 insektycydów i 24 regulatory wzrostu. Łącznie – 237 środków ochrony roślin.

- Dowiedziono naukowo, że pestycydy syntetyczne powodują zakłócenia rozwoju intelektualnego dzieci, nowotwory – w tym białaczki, wady rozwojowe płodu, spadek odporności na choroby, zaburzenia hormonalne. Mózg to delikatny i skomplikowany organ, podatny na uszkodzenia – wyliczyła prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. - W 2011 roku globalny, roczny popyt na glifosat (ten środek ma rejestrację do 15 grudnia 2022, przyp. red. ) wyniósł pół miliona ton. W 2015 roku zaś Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem, sklasyfikowała go jako „prawdopodobnie rakotwórczy”. Glifosat powoduje m.in. uszkodzenia DNA u ludzi, zaburza rozwój łożyska u ludzi (to równa się wcześniactwo), zwiększa ryzyko chłoniaka nieziarniczego. Są na to naukowe dowody. Nie umrzemy z głodu. Dobrze prowadzone rolnictwo ekologiczne jest w stanie wyżywić Europę. Zdrowie czy pieniądze? Co jest dla nas ważniejsze?

- Legislacja wyprzedziła rzeczywistość. Nie jesteśmy państwem, w którym zużywa się tak wiele środków chemicznych – stwierdziła prof. dr hab. Małgorzata Jędryczka z Instytutu Genetyki Roślin PAN.

Przyjrzyjmy się liczbom przedstawionym wcześniej przez prof. Mrówczyńskiego. Polska zużywa 2,5 kg substancji czynnych na ha w uprawach rolnych. Dla porównania, w Niderlandach to 8 kg, w Irlandii i Belgii po 6,8 kg/ha. Unijna średnia jest zaś o kg wyższa niż polska (dane z 2017 roku).

- Nauka będzie w stanie podsunąć inne rozwiązania, ale kiedy? My - naukowcy, jak i rolnicy, będziemy musieli się wiele nauczyć, przestawić na inne myślenie o środkach ochrony roślin – mówiła prof. Jędryczka. - Każdy ma swojego wroga. Również te paskudne wirusy, bakterie atakujące roślinę.

Kurcząca się lista środków ochrony roślin może odbić się wyjątkowo na produkcji rzepaku, a jesteśmy jego liczącym się, na skalę Unii, producentem. Do udziału w dyskusji zaprosiliśmy więc prezesa Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

Aspekt ekonomiczny. "Tylko tyle, ile trzeba"

- Rolnicy nie są przeciwni założeniom strategii KE „Od pola do stołu”. Też chcemy oddychać czystym powietrzem, pić czystą wodę, żyć w przyjaznym środowisku. Rolnicy to nie grupa przestępców, którzy tylko czekają w traktorach, żeby ruszyć z opryskiwaczami w pole – podkreślił prezes Juliusz Młodecki. - Prowadzimy gospodarstwa, żeby zarobić – czynnik ekonomiczny jest podstawowy. Stosowanie nawozów i środków ochrony roślin musi być racjonalne. „Tylko tyle, ile trzeba”, inaczej podnoszą się koszty. Skupiając się na rzepaku, mam wrażenie – to nie tylko moja opinia, że niektóre decyzje nie traktują ochrony roślin w sposób całościowy. Przykład: zaprawy, które mają w ogóle zniknąć. Przez dwa, trzy lata nie mogliśmy stosować zapraw neonikotynoidowych dla rzepaku – zleciliśmy badania, jakie ten czasowy zakaz miał konsekwencje. Okazało się, że w tych latach, zużycie insektycydów wzrosło o 340 procent. Znakomity biznes dla koncernów chemicznych, odwrotny efekt dla środowiska. Z nadzieją oczekujemy na osiągnięcia nauki, na biologiczne metody ochrony. Jednak te narzędzia musimy mieć już na najbliższy sezon, aby racjonalnie wykorzystać je na naszych plantacjach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie