Stanisław Salmonowicz: - Nawet sukces Powstania Warszawskiego nie zmieniłby naszej sytuacji po wojnie. Więc jest żal

Adam Willma
Profesor uważa, że kluczem są stosunki między władzami w Warszawie a polityką anglosaską wobec Stalina.
Profesor uważa, że kluczem są stosunki między władzami w Warszawie a polityką anglosaską wobec Stalina. Adam Willma
Rozmowa z profesorem Stanisławem Salmonowiczem, historykiem, autorem książki "Polskie Państwo Podziemne: z dziejów walki cywilnej 1939-1945",

- Gdzie pana zastało Powstanie?
- W 1944 roku mieszkałem w Warszawie. Przeżywałem okupacje z otwartymi oczami, choć zaledwie w czerwcu tego roku zdałem egzamin do tajnego gimnazjum. Nasz dom niedaleko Woli uległ wraz z jego mieszkańcami całkowitej zagładzie już w pierwszych dniach Powstania. W końcu lipca pojechałem z bratem do Komorowa. Pierwszego sierpnia matka, kończąc pracę nieco wcześniej, choć nic nie wiedziała o wybuchu Powstania, wyjechała również do Komorowa ostatnią kolejka EKD. Uniknęła w ten sposób walk, które wybuchły na Ochocie już przed godziną "W". Natomiast w walkach w Warszawie na różnych stanowiskach wzięli udział nasi najbliżsi krewni i przyjaciele rodziny.

- Pamięta pan rodzinne rozmowy z tamtego czasu?
- Mój wuj, Ludwik Muzyczka,"Benedykt", podpułkownik w Komendzie Głównej AK i jego przyjaciel generał August Emil Fieldorf byli z przyczyn głównie militarnych przeciwnikami ryzykownej decyzji o wywołaniu powstania w Warszawie. Od młodości krążyłem wokół tych kwestii, rozmawiałem nieraz z ówcześnie żyjącymi wybitnymi decydentami, a później badałem te sprawy również jako historyk. Dziś, z dalekiej już perspektywy nie zmieniłem zdania formułowanego już około 1980 roku. Liczne nowe badania polityki anglosaskiej i działania polskiego rządu w Londynie potwierdzają generalnie moje stanowisko.

Zobacz także: 70. rocznica Powstania Warszawskiego. Zobacz archiwalne zdjęcia

- Niewiele jest wydarzeń historycznych, które w Polsce budziłyby tak skrajne opinie.
- Istnieją co najmniej trzy nurty. Oficjalne publikacje firmowane przez władze PRL tworzyły obraz Powstania jako klęski reakcyjnego i nieodpowiedzialnego dowództwa AK i polskich polityków w Londynie. Wskazywano uporczywie, że Armia Czerwona nie mogła udzielić pomocy powstańcom w Warszawie. Z czasem uznano bohaterstwo zwykłych powstańców, zacierając prawdziwy obraz rzeczywistości, w której działały władze II RP.

- Ale krytyczne wypowiedzi nie pochodziły jedynie z kręgów PRL-owskich oficjeli.
- Silny nurt krytyki nadszedł z kręgów politycznego realizmu. O tym, że powstanie nie miało szans na sukces, a naraziło miasto na zniszczenie, pisali między innymi Stefan Kisielewski i Stanisław Stomma. Na emigracji zabierali głos autorzy sympatyzujący z narodową demokracją (m.in. Jędrzej Giertych). W obliczu rządów komunistycznych i nowej sytuacji geopolitycznej byli skłonni wracać do prorosyjskich wskazań Dmowskiego.

- W ostatnich latach mamy do czynienia raczej z gloryfikowaniem powstania.
- Ten nurt apologetyczny był w PRL marginalny, pojawiał się na granicy legalności. W tym klimacie usprawiedliwiali swoje decyzje generałowie Komorowski, Pełczyński i Chruściel oraz sami uczestnicy Powstania. Cóż, spełniono w ten sposób jakąś potrzebę uhonorowania publicznie żołnierzy powstania. Zwłaszcza czas prezydentury Lecha Kaczyńskiego przejaskrawił tę apologetyczną wizję powstania, ale decyzja o utworzeniu Muzeum Powstania Warszawskiego była ze wszech miar słuszna, choć czasem drażni mnie naiwna młodzieńcza fascynacja heroizmem. Taka narracja odsuwa w cień tragiczne losy miasta i jego mieszkańców.

- Może dało się powstanie przeprowadzić mądrzej?
- Bliskie mi jest stanowisko Normana Daviesa, który zresztą powołuje się na wiele moich ustaleń. Ale żeby dobrze zrozumieć to, co się działo w Warszawie 1944 roku, trzeba przyjrzeć się wcześniejszym wydarzeniom. Pierwszą kwestią jest "Burza", czyli plan powstania powszechnego przed wkroczeniem Armii Radzieckiej. Warszawa była wyłączona z tego planu i koncepcja ta zmieniła się dopiero w lipcu 1944 roku. Kluczem do zrozumienia tego, co się stało, są jednak stosunki pomiędzy władzami w Warszawie a polityką anglosaską wobec Stalina. Wbrew kierowanej do rodaków propagandzie gen. Sikorski nigdy nie był pełnoprawnym sojusznikiem ani w Paryżu, ani w Londynie, a o d 1941 roku, od momentu wejścia Związku Radzieckiego do koalicji antyhitlerowskiej, znaczenie spraw polskich w oczach USA i Wielkiej Brytanii spadło niemal do zera. Alianci nigdy oficjalnie i bez niedomówień nie informowali naszych władz, jaka jest rzeczywista sytuacja Polski i realne możliwości działań dla ochrony naszej niepodległości i terytorium II RP.
- Sojusznicy nam się nie udali.
- Pełna hipokryzji dyplomacja anglosaska (przodował w niej zwłaszcza prezydent Roosevelt) przyjęła praktycznie wszystkie żądania Stalina. Polska została uznana za terytorium będące wyłączną strefą działań Armii Sowieckiej, a w Teheranie (nie informując o tym Polaków) przyjęto, że terytoria zabużańskie już w toku wojny stanowić będą własność Związku Radzieckiego. Ponadto nasi dotychczasowi sojusznicy zadeklarowali, że nie będą popierali twardo polskiego rządu w Londynie wobec tworzonych przez Stalina faktów dokonanych. Po zerwaniu przez Stalina stosunków dyplomatycznych z rządem w Londynie Związek Radziecki tworzył już ekipę komunistyczną do objęcia władzy w Polsce, a Armia Czerwona zbliżała się do linii Bugu.

- Władze londyńskie nie widziały tego?!
- Nie miały pełnej orientacji co do stanowiska aliantów i naiwnie liczyły na ich pomoc przy zawarciu kompromisu ze Stalinem. Nawet sceptyczny wobec polityki anglosaskiej generał Sosnkowski nie wykluczał jeszcze w lipcu 1944 roku, że w dogodnej sytuacji należy własnymi siłami zajmować duże miasta i w ten sposób przeciwstawić się dyktatowi sowieckiemu. Stanisław Mikołajczyk i wierne mu potężne w podziemiu Stronnictwo Ludowe oraz Narodowa Demokracja ciągle liczyli na możliwość kompromisu ze Stalinem.

- Ten kompromis oznaczałby zapewne utratę części ziem wschodnich?
- Nasi politycy zadawali sobie sprawę, że ziemie wschodnie są stracone (choć bez Lwowa, co obiecywał Roosevelt), ale łudzili się, że suwerenność jest możliwa. Stąd depesze do Warszawy uwzględniające powstanie powszechne i bitwę o Warszawę. Decyzję o terminie wybuchu pozostawiono do decyzji władz w kraju. Mikołajczyk liczył na wyzwolenie Warszawy własnymi siłami jako atut w rozmowach ze Stalinem.

- Ale dlaczego tak nietrafnie wytypowano datę Powstania?
- W lipcu 1944 roku kierownictwo Państwa Podziemnego było zaskoczone tempem ofensywy radzieckiej. Próba obrony polskiego stanu posiadania za Bugiem została zniweczona. Pozostała kwestia najgorsza - czy ZSRR narzuci Polsce władze komunistyczne. Mocno działały wszystkim na wyobraźnie wieści o puczu w Wehrmachcie przeciwko Hitlerowi. Obserwując chaos niemieckiej ewakuacji sądzono, że armia niemiecka jest już na progu załamania. Dziś wiemy, że były to wnioski dalekie od realiów.

- Głosem rozsądku w tej sprawie był pogląd generała Sosnkowskiego. Głos Naczelnego Wodza się nie liczył?
- Trzeba przyznać, że wątpliwości i zastrzeżenia generała Sosnkowskiego nie dotarły w pełni do decydentów w Warszawie, również z winy samego generała, który nie wydał żadnej jednoznacznej decyzji. W Komendzie Głównej AK także nie zdawano sobie sprawy z tego, że na żadną realną pomoc aliantów liczyć nie można. Decyzja ścisłego kierownic twa AK o konieczności samodzielnej walki o stolicę trafiła do Londynu i uzyskała zgodę Delegata i Rady Jedności Narodowej. Dziś wiemy, że w toku gorączkowych narad podczas ostatnich dni lipca 1944 roku kilku czołowych oficerów wyrażało głównie militarne wątpliwości. Ostateczna decyzją o godzinie "W" zapadła 31 lipca po południu, w atmosferze pośpiechu wywołanego niesprawdzonymi meldunkami o wkraczaniu Armii Czerwonej na Pragę.

- Gdyby tych błędów nie popełniono.
- Nawet jednak sukces Powstania nie zmieniłby naszej sytuacji. Stalin miał świadomość, że nic nie przeszkodzi mu we wprowadzeniu ustroju komunistycznego w Polsce. Gdyby Powstanie nie wybuchło, straty ludności nie byłyby tak dotkliwe, ale Polska wobec dwóch wrogów była jednak w położeniu bez wyjścia.

- Chyba że zmieniłoby się stanowisko aliantów.
- Zamiast odpowiedzi przytoczę panu zadziwiający fragment z przemówienia Winstona Churchilla z 2 sierpnia 1944 roku (!) wygłoszonego w Izbie Gmin: " Armie Rosyjskie stoją obecnie u wrót Warszawy. Przynoszą one oswobodzenie Polski, oferują Polakom wolność, niepodległość i suwerenność. Domagają się, aby Polska w przyszłości była przyjazna wobec Rosji. Wydaje się to uzasadnione gdy widzi się jak wiele ucierpiała Rosja ze strony Niemiec maszerujących poprzez Polskę do zaatakowania jej".

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie