Halina Makówka biorąc udział w Powstaniu Warszawskim mogła pomścić męża, ojca i brata

Hanka Sowińska
Hanka Sowińska
Czy Halina Makówka, z domu Raczkowska, stając 1 sierpnia 1944 r. do walki o stolicę, o Polskę, znała skalę zbrodni, która dotknęła jej rodzinę? Biorąc udział w Powstaniu Warszawskim mogła pomścić męża, ojca i brata. Także stryja, jego żonę i ich córkę.

Po latach Stefan Wawrzyniak, kolega Haliny ze Związku Powstańców War-szawskich w Bydgoszczy powie publicznie, że w sierpniu 1944 r. pomścił ojca Wacława, którego Niemcy rozstrzelali na jego oczach. Syn przedwojennego burmistrza Fordonu miał wówczas 17 lat.

Wielkopolanie wśród bydgoskiej elity

Bydgoszcz to późne dzieciństwo Haliny (urodziła się w 1914 r. w Krerowie, niedaleko Środy Wielkopolskiej), młodość i nauka w jednym z liczących się gimnazjów. Belgia - miejsce dalszej edukacji panienki z inteligenckiego domu. Rok 1939 – ślub, krótkie chwile szczęścia i początek zwielokrotnionej tragedii. Okupacja niemiecka to ucieczka do Warszawy, udział w akowskiej konspiracji i powstaniu.

Raczkowscy pochodzili z Wielkopolski. Bracia Tadeusz (1886-1939) i Bogdan (1888-1939) urodzili się w Poznaniu. Po 1920 r., kiedy Bydgoszcz stała się polskim miastem, zasilili lokalne instytucje, w których tak bardzo brakowało wy-kształconych kadr. Do wybuchu II wojny światowej Tadeusz kierował Szkołą Rolniczą Wielkopolskiej Izby Rolniczej, jego brat dał się poznać jako ceniony inżynier, architekt (był m.in. współautorem projektu szpitala miejskiego czyli obecnego „Jurasza”) i radca miejski. Obie rodziny należały do miejscowej elity.

„Ukończyłam Gimnazjum Humanistyczne i szkołę średnią w Belgii w 1932 roku” – napisze po latach Halina, córka Marii z Krajewskich i Tadeusza, siostra Janusza i Bogumiła Witolda (używał drugiego imienia). Nie wiadomo, czy po powrocie do Bydgoszczy podjęła pracę zawodową. Zważywszy na solidne wykształcenie można sądzić, że tak.

Halina Makówka biorąc udział w Powstaniu Warszawskim mogła pomścić męża, ojca i brata

Maj, 1939 rok. 25-letnia Halina wychodzi za mąż za starszego o sześć lat kpt. Kazimierza Makówkę, dowódcę eskadry, obserwatora lotniczego w Szkole Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Bydgoszczy. Ślub odbywa się w ko-ściele garnizonowym - panna młoda w bieli, jej wybranek w mundurze lotnika (zdjęcia młodej pary można obejrzeć na portalu ogrodywspomnień.pl). Szczę-śliwi małżonkowie nie mogą wiedzieć, że darowane są im tylko cztery wspólne miesiące - 1 września będzie początkiem końca „ich świata”.

Ewakuacja, powrót, ucieczka

Gdy 5 września 1939 r. Niemcy zajmują Bydgoszcz w mieszkaniu przy ul. Nowodworskiej 11 jest tylko Maria i Tadeusz. Córka Raczkowskich przebywa w Krośnie, dokąd już w lutym 1939 r. przeniesiono Szkołę Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich (po ślubie małżonkowie zamieszkali w hotelu wojskowym na krośnieńskim lotnisku). Rozłączona z mężem Halina ewakuuje się razem z rodzinami lotników na wschód. Przez pierwsze tygodnie wojny przebywa na Wołyniu. W październiku 1939 r. przez „zieloną granicę” przedostaje się do Bydgoszczy.

„Halunię widziano zdrową i całą w Łucku, więc już powinna być w domu” – pisał do rodziców 24 listopada 1939 r. Janusz Raczkowski, jeniec Kozielska. W latach 30. wybrał karierę zawodowego oficera, służył w 2. Pułku Ułanów Grodzieńskich w Suwałkach. Po wrześniowej bitwie nad Narwią, w której był ranny, trafił do jednego z trzech obozów specjalnych NKWD. Dla siostry też miał dobrą wiadomość: „Mąż Haluni, Kazik, żyje, jest zdrów i cały…” O swoim szwagrze, który trafił do obozu w Starobielsku, Janusz wiedział coś więcej, napisał w liście, jednak obozowa cenzura zaczerniła półtorej linijki tekstu.

Kpt. Makówka przesłał do żony kartkę pocztową. Wiedziała zatem, gdzie znajduje się jej mąż. Pewnie wierzyła, że jako jeńcowi nic złego stać mu się nie może. Podobnie jak i bratu.

Do jesieni 1940 r. Halina pracuje w bydgoskiej fabryce papierów fotograficz-nych „Alfa”. Zagrożona aresztowaniem decyduje się na ucieczkę do Warszawy. Nie wie, że od pół roku jest wdową – w kwietniu 1940 r. jej ukochany Kazik został zamordowany w siedzibie NKWD w Charkowie.

Na rok przed wybuchem powstania Halina i jej matka (Maria Raczkowska prawie całą okupację spędziła w Warszawie) mogły poznać tragiczną prawdę o

losie Janusza. Kiedy wiosną 1943 r. Niemcy odkryli w Katyniu masowe groby polskich oficerów, stołeczne gadzinówki drukowały listy z nazwiskami ofiar - zwłoki Janusza Raczkowskiego zostały zidentyfikowane i opatrzone numerem 2837. Jeśli matka i siostry poznały tę hiobową wieść, to czy w nią uwierzyły?

Walki obronne i wypady łączniczki „Turek”

W grudniu 1941 r. rozpoczęła się konspiracyjna epopeja Haliny. Wstępując wówczas do Związku Walki Zbrojnej (od 14 lutego 1942 r. Armia Krajowa) przyjęła pseudonim „Turek”. Po latach tak będzie wspominać swój udział w największej, w okupowanej Europie, insurekcji, z udziałem podziemnej armii i ludności cywilnej:

„Podczas powstania byłam żołnierzem oddziału bojowego „Radwana” (chodzi o jednostkę dowodzoną przez ppłk. Edwarda Pfeiffera, ps. „Radwan”, komendanta Obwodu I Śródmieście Okręgu Warszawskiego AK – przyp. HS), w kompanii kpt. „Redy” (to pseudonim kpt. Franciszka Miszczaka – przyp HS). Do moich obowiązków należało m.in. przeprowadzanie, najczęściej w nocy, grup wojskowych do miejsca ich przeznaczenia. Szczególnie było to trudne po nalotach, gdzie wszystkie przejścia były zasypane gruzami i zawalone”.

Od 1 sierpnia aż do 13 września łączniczka „Turek” uczestniczyła we wszystkich wypadach i walkach obronnych w rejonie działania kompanii kpt. „Redy” – pl. Trzech Krzyży, Zakład Głuchoniemych, ulice Książęca i Wiejskiej, gmach YMCA. W 44. dniu powstania, podczas ataku na budynek YMCA, od odłam-ków bomb lotniczych, została ranna w nogę. Dzięki pomocy kolegów ranę opatrzono jeszcze w Zakładzie Głuchoniemych, skąd przeniesiono ją do szpitala polowego przy ul. Kruczej, potem do lecznicy na Wspólnej 27, gdzie przebywała do kapitulacji. Szczęśliwie uniknęła wywózki do obozu. Dostała się do pociągu towarowego, który dotarł pod Częstochowę, gdzie ludność jednej z po-bliskich wsi zaopiekowała się rannymi. „U moich gospodarzy, którzy okazali dużo serca, zrobiono mi kule do chodzenia i wożono na rowerze do fabrycznego lekarza na zmianę opatrunków” – czytamy we wspomnieniach Haliny.

Na dalsze leczenie trafiła do Krakowa, do znakomitego ortopedy prof. Adama Grucy. „Zaopiekował się moją nogą, dając lekarstwa i inne porady. Pomocy udzielał bezinteresownie” – napisze w latach 90.

Po zakończeniu wojny Halina Makówka wróciła do Bydgoszczy. W 1948 r. wyszła za mąż za Gerarda Ganasińskiego. Czynna zawodowo pozostawała do 1975 r. Mimo inwalidztwa starała się pomagać innym. Była aktywną członkinią Związku Powstańców Warszawskich i Bydgoskiej Rodziny Katyńskiej.

Za udział w powstaniu, za odwagę, za niesienie pomocy kolegom powstańcom i ich bliskim Halina Ganasińska, primo voto Makówka była wielokrotnie odznaczana - otrzymała m.in. Warszawski Krzyż Powstańczy, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Armii Krajowej. Odeszła bezpotomnie 27 maja 2021 r.

Halina Makówka biorąc udział w Powstaniu Warszawskim mogła pomścić męża, ojca i brata

*** Tadeusz Raczkowski, ojciec Haliny podzielił los ponad 130 bydgoskich nauczycieli, z których większość zginęła w Fordonie jesienią 1939 r.; jego szczątki ekshumowano wiosną 1947 r. Na początku października ofiarami nieukaranej do dziś zbrodni padli krewni: Bogdan Raczkowski, jego żona Maria i córka Danuta. Z życiem uszedł tylko ich syn Zdzisław. Wojnę prze-żył Witold Raczkowski, młodszy brat Haliny. Po przegranej wojnie obronnej znalazł się w obozie jenieckim w Niemczech, skąd udało mu się uciec - trafił do 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa, walczył pod Monte Cassino. Do Bydgoszczy powrócił w 1948 r. Zmarł w 1992 r.

*** Przez 63 dni powstańcy prowadzili heroiczny i samotny bój z wojskami niemieckimi. Ostatecznie wobec braku perspektyw dalszej walki 2 października 1944 r. przedstawiciele KG AK płk Kazimierz Iranek-Osmecki "Jarecki" i ppłk Zygmunt Dobrowolski "Zyndram" podpisali w kwaterze Ericha von dem Bacha w Ożarowie układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie

Sztuczna inteligencja “nie radzi” sobie z hejtem?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie