Suplementy, czyli wielka niewiadoma

Adam Willma
Adam Willma
Zaktualizowano 
Maciej Szymański
Maciej Szymański Nadesłane
Rozmowa z Maciejem Szymańskim, twórcą witryny badamysuplementy.pl o tym co naprawdę zażywamy, kupując suplementy diety.

Polacy są w europejskiej  czołówce  w dziedzinie spożycia suplementów. Lubimy leczyć się na własną rękę. 
To jest bardzo ciekawy wątek, bo suplementy nie powinny nam się kojarzyć z leczeniem, a z żywieniem.  Suplementy powinny mieć działanie odżywcze, wzbogacają po prostu naszą dietę. To prawda, że wiele suplementów bardzo przypomina leki, podobna jest nawet szata graficzna, co wprowadza konsumentów w błąd. Suplementy mogą wyglądać jak tabletki czy kapsułki, natomiast różnią się od leków tym, że nie czuwa nad nimi Główny Inspektorat Farmaceutyczny, który kontroluje czy spełnionych zostało szereg wyśrubowanych wymogów narzuconych producentowi. Jeśli chcemy wprowadzić na rynek suplement, wystarczy wysłać zgłoszenie do Głównego Inspektoratu Sanitarnego i możemy wprowadzać suplement na rynek. Od nas zależy, czy ten produkt jest bezpieczny.

Ale przecież te suplementy zalecają nam w reklamach ludzie w lekarskich kitlach, a nie kucharze.
To pewien paradoks, bo prawo farmaceutyczne zakazuje używania w reklamie wizerunku lekarza, farmaceuty i osób publicznie rozpoznawalnych. Zakaz ten dotyczy jednak leków, a nie suplementów. Występowania w takich reklamach jest również piętnowane przez Komisję Etyki Lekarskiej. Część koncernów produkujących suplementy diety wykorzystuje aktorów wcielających się w rolę lekarza. Dla odbiorcy takiego komunikatu jest to zabieg, którego nie można zweryfikować. Na szczęście jest to praktyka wykorzystywana dziś coraz rzadziej, a to za sprawą Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty wspólnie z organizacją Suplementy Diety i KRSiO, który ustalił swój kodeks etyczny. Wtym kodeksie zakazano stosowania różnych kontrowersyjnych zabiegów w reklamie. 

Sam kupuję suplement diety, który polecono mi w aptece jako tańszy zamiennik lekarstwa...
Więc powinien pan mieć świadomość, że różnica w ilości składników pomiędzy tym co producent deklaruje na pudełku z realną zawartością, może zgodnie z przepisami sięgać 50 procent!  Widełki tolernacji wynikają z wytycznych Komisji Europejskiej, jednak dokument ten nie ma posiada oficjalnego statusu prawnego, w związku z  czym, ostateczna odpowiedzialność za wykładnię prawa spoczywa na Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, dając dodatkową furtkę producentom suplementów diety. W przypadku leków ta różnica może wynosić około 5 procent, w zależności od substancji czynnej.

Aż nieprawdopodobne. Przecież nawet w restauracji przy zakupie kotleta nie wolno przekraczać norm. 

Rzecz jest tym bardziej bulwersująca, że przecież odmierzenie ilości minerału do suplementu jest prostsze niż  dzielenie kotleta. W obu przypadkach mamy do czynienia z żywnością, ale z jakiegoś dziwnego powodu w suplementach rygor jest mniejszy niż w kotletach. Ostatnio badałem zawartość cynku w suplemencie, było go o 13 proc. mniej niż deklarował producent, ale nie można z tego powodu postawić zarzutu, bo wszystko mieści się w normie tolerancji, jak i w widełkach niepewności metody badawczej. Co ciekawe, ceny hurtowe tych czynników aktywnych są niewielkie, więc oszczędność producenta jest niewielka. 

Jak to się stało, że postanowił pan ujawnić prawdę o suplementach?

Na to złożyło się kilka spraw. Po pierwsze sam pracuję w instytucie, który zajmuje się m.in. suplementami. Również moja mama jest doktorem farmacji.  Najważniejszą inspiracją był dla mnie jednak raport NIK z 2017 roku. Okazało się, że w suplementach znaleźć można m.in. bakterie kałowe czy substancje strukturalnie zbliżone do amfetaminy. Za to bywają probiotyki, w których w ogóle nie ma bakterii wyszczególnionych na etykiecie. Ta informacja mnie poruszyła, bo prawie połowa mojej domowej apteczki to suplementy. Zacząłem się zastanawiać, co tak naprawdę kupuję. Bo gdy kupuję biały ser, mogę ten zakup jakoś zweryfikować - przez zapach lub smak. Natomiast w przypadku suplementów muszę zaufać dobrej woli producenta. Doszedłem do wniosku, że jeśli samym firmom nie zależy na rzetelności, najwyższy czas, aby zmusili je do tego konsumenci. Oczywiście ta krytyka nie odnosi się do wszystkich producentów. Niestety suplementy produkowane garażowymi metodami wyglądają również atrakcyjnie. A co zawierają? Warto przeczytać na naszej stronie. 

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3