Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Świadek w procesie Sławomira Neumanna: Były aluzje, że trzeba coś w tej sprawie zrobić

Marcin Koziestański
Marcin Koziestański
Sławomir Neumann (z lewej) był sekretarzem stanu w ministerstwie zdrowia, gdy resortem kierował Bartosz Arłukowicz (z prawej)
Sławomir Neumann (z lewej) był sekretarzem stanu w ministerstwie zdrowia, gdy resortem kierował Bartosz Arłukowicz (z prawej) fot. Grzegorz Jakubowski / Polska Press
Sławomir Neumann, były wiceminister zdrowia w rządzie PO i PSL, zasiada na ławie oskarżonych w sprawie nieprawidłowości przy kontraktowaniu i realizacji usług medycznych z zakresu okulistyki. - Domyślam się, że za odwołaniem mnie ze stanowiska stał ktoś z ministerstwa zdrowia, być może sam Neumann. Ze sprawą kliniki S. łączę też fakt, że ktoś zdewastował mój samochód zaparkowany przed siedzibą NFZ. Policja nie znalazła ani sprawców, ani świadków tego zdarzenia - podkreślał przed sądem były dyrektor NFZ Mirosław J.

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie trwa proces znanego polityka PO Sławomira Neumanna, a także Adama T., Agnieszki O. oraz Krzysztofa R. Sprawa dotyczy nieprawidłowości przy kontraktowaniu i realizacji usług medycznych z zakresu okulistyki w Mazowieckim Oddziale Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia w latach 2012-2014.

Aktem oskarżenia objęci zostali między innymi Sławomir Neumann, ówczesny sekretarz stanu w ministerstwie zdrowia oraz Adam T., ówczesny dyrektor mazowieckiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

"Były aluzje, że coś trzeba z tym zrobić"

Śledztwo zostało wszczęte na skutek zawiadomień o przestępstwie złożonych w 2013 r. przez prezesa NFZ, dyrektora Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ Mirosława J., a także przez samych pacjentów kliniki S. (sąd zakazał podawania pełnej nazwy placówki). Na rozprawie 9 listopada zeznania składał właśnie Mirosław J.

- To ja złożyłem zawiadomienie do prokuratury o nieprawidłowościach w klinice S., która bezprawnie pobierała od pacjentów opłaty. Pacjenci potwierdzali, że dopłacali do zabiegów różne kwoty. Tłumaczono im, że jak zapłacą, to dostaną lepszą soczewkę. Takich pacjentów było bardzo dużo. Było to zjawisko nagminne - mówił przed sądem Mirosław J.

Według świadka, Adam T., będąc dyrektorem mazowieckiego NFZ, zaprosił do swojego biura dyrektora kliniki S. Krzysztofa R., by aneksować umowę. - Była to samowolka Adama T. Wobec jego zachowania również zgłosiłem zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu przestępstwa. Finansowanie kliniki S. było sprzeczne z prawem - zeznawał Mirosław J.

- 19 grudnia 2013 roku do NFZ trafiło pismo z podpisem Sławomira Neumanna, gdzie zaopiniowano przedłużenie umowy dla kliniki S. Sławomir Neumann był zainteresowany tym, by przedłużyć umowę klinice S. Wprost nikt nigdy mi nie powiedział, że przedłużenie umowy dla kliniki jest zlecone przez kogoś z ministerstwa zdrowia, ale Adam T. robił aluzje, że trzeba coś w tej sprawie zrobić - podkreślał przed sądem były dyrektor NFZ.

Mirosław J. był podejrzany o korupcję

Mirosław J. po jakimś czasie został odwołany ze swojego stanowiska. - Domyślam się, że za moim odwołaniem stał ktoś z ministerstwa zdrowia, być może sam Neumann - przypuszczał świadek.

- Po zwolnieniu ciężko było mi znaleźć jakąkolwiek pracę w służbie zdrowia. Wszyscy bowiem wiedzieli, że zostałem odwołany przez sprawę kliniki S. Z tą samą sprawą łącze także fakt, że ktoś zdewastował mój samochód, który stał zaparkowany przed siedzibą NFZ. Policja nie znalazła ani sprawców, ani świadków tego zdarzenia. Potem zostałem nawet posądzony o korupcję - dodawał.

W 2015 roku prokuratura umorzyła śledztwo wobec Mirosława J., byłego dyrektora mazowieckiego Narodowego Funduszu Zdrowia. Śledczy zarzucali mu przyjęcie około 600 tysięcy złotych łapówek. Materiał dowodowy nie dostarczył jednak podstaw do wniesienia aktu oskarżenia. W tej samej sprawie umorzono też śledztwo przeciwko radcy prawnemu Pawłowi S., który był podejrzany o wręczenie jednej z łapówek Mirosławowi J.

Neumann nie przyznaje się do winy

Sławomir Neumann (zgodził się na podawanie nazwiska), podobnie jak żaden z innych oskarżonych, nie stawił się 9 listopada na rozprawie. W sądzie ostatnio widziany był... 20 grudnia ub. r. W złożonych wówczas wyjaśnieniach nie przyznał się do winy.

- Klinika S. składała do ministerstwa pisma, w których skarżyła się na działania NFZ. Te pisma były kierowane do Departamentu Ubezpieczeń Zdrowotnych, który odpowiadał za nadzór nad NFZ. W pewnym momencie miałem wrażenie, że pisma te wpływały już do ministerstwa co drugi dzień. Ale sprawa była dosyć prosta, dotyczyła niezachowania terminów. Nigdy nie przygotowywałem własnoręcznie żadnego pisma. Jedyną rzeczą, którą sam zrobiłem i podpisałem była kartka świąteczna. Każde pismo przygotowuje odpowiedni departament. Pracownicy doskonale wiedzą sami, co mają robić. Skarg na działania NFZ jest prawdopodobnie kilkadziesiąt rocznie. Na bieżąco rozpatrują je pracownicy departamentów. Ja nigdy żadnej sprawy nie polecałem przyspieszać, czy rozwiązywać - mówił.

O co chodzi w sprawie?

Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze, stawiane im zarzuty dotyczą "przekroczenia uprawnień służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowych w kwocie 13,5 mln zł przez warszawską klinikę medyczną". Aktem oskarżenia objęto również Krzysztofa R. i Agnieszkę O. – prezesa i wiceprezesa zarządu kliniki S. Prokuratura zarzuciła im między innymi oszustwa na szkodę ponad 2000 pacjentów kliniki. Według prokuratury, kierowana przez nich lecznica miała nałożyć na pacjentów dodatkowe, sprzeczne z obowiązującymi przepisami dopłaty do zabiegów usunięcia zaćmy w łącznej kwocie blisko 2,5 mln zł.

"Przedstawiciele spółki informowali pacjentów, że soczewki proponowanej przez nich firmy wszczepiane w związku z zabiegiem usunięcia zaćmy nie są refundowane i należy za nie uiścić dodatkową opłatę 600 lub 1500 zł - w zależności do modelu. W rzeczywistości świadczenia te były w całości finansowane przez NFZ. Ponadto wbrew ich zapewnieniom, dodatkowo płatne soczewki nie miały właściwości, o jakich zapewniali, a ich średnia cena była faktycznie niższa od szacunkowej ceny soczewki ustalonej przez NFZ i Polskie Towarzystwo Okulistyczne dla zabiegu usunięcia zaćmy" - podała Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze.

od 7 lat
Wideo

iPolitycznie - Przemysław Czarnek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Świadek w procesie Sławomira Neumanna: Były aluzje, że trzeba coś w tej sprawie zrobić - Portal i.pl

Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska