Świat płacze

Anna Kuczkowska, BydgoszczZaktualizowano 
"Pomorska" niejednokrotnie pozwalała i pozwala wypowiedzieć się nie tylko ważnym i wielkim tego świata, ale i zwykłym ludziom. Chciałabym z takiej możliwości skorzystać.

     (...) Sięgam po gazetę. Pierwsza, druga strona... Odruch wymiotny powoduje, że dalej nie da rady! Afera taka, afera siaka, ten na wszystkie świętości przysięga, że dał, tamten na te same zaklina, że nigdy w życiu nie wziął! Koterie, kliki, układy i układziki, w których trudno jest zwykłemu śmiertelnikowi się połapać, tworzą przedziwne konfiguracje. Dietetycy _w Sejmie potwierdzają, że pecunia non olet, partie, których jeszcze nie ma przodują w sondażach, ważkim argumentem w dyskusji z politycznym przeciwnikiem stają się kurze jaja. Nikt nie robi sobie zbiorowych fotografii, bo może się okazać, że ten w tle, to szpieg, internetowe łącza blokują się, bo każdy chce sprawdzić czy jest na liście. Jak grzyby po deszczu wyrastają nowe Rzeczypospolite z kolejnymi numerkami, bo każdy, jak się okazuje, chce mieć swoją. Ten chce znaleźć haka na tego, a tamten ma na wszelki wypadek notatkę służbową i kilka billingów, bez trudu zdobytych, bo podsłuchiwał sam siebie. A nad tym wszystkim unosi się szarpana deklinacją OJCZYZNA.
     Co się stało z Polakami?
     
Pamięć podsuwa mi słowa, które padły u progu rodzącej się nie tak dawno temu młodej demokracji. Znany polityk na pytanie czy teraz będzie lepiej, odpowiada z całą powagą:
     
- Lepiej? Lepiej nie!! Ale będzie śmieszniej!
     Tak! Od jakiegoś czasu jest tak śmiesznie, że boki zrywać. Konamy wprost ze śmiechu. Zwłaszcza my, zwykli ludzie.
     W drugie święto Wielkiej Nocy jadę taksówką.
     
- Pani**- pyta mnie gadatliwy kierowca - _czy w tej Polsce może być jeszcze kiedyś normalnie? Czy my doczekamy takich czasów? Czy Polacy rzeczywiście muszą robić z siebie wariatów? Pani wie, ja chyba na te wybory to nie pójdę, bo po co? Przecież to może być już tylko gorzej! Na lepsze się nie zanosi!
     Kiwam głową. Tak! Na lepsze się nie zanosi. Co się stało z Polakami?
     Po świętach łapie mnie jakiś wirus. W piątek leżę już jak betka: obolała, półprzytomna z gorączki, zapuchnięta od kataru. Z odbiornikiem radiowym przy łóżku, bo tak jak świat, ja też wstrzymuję oddech. Komunikaty z Watykanu coraz bardziej ponure, coraz rozpaczliwsze, coraz czarniejsze. Nie ma poprawy, pogorszenie... Najpierw męcząca nadzieja, potem już tylko wiara w cud. Miliony ludzi na całym świecie wpatrują się w jedno, niewielkie okno. Tam rozgrywa się cały dramat, nieuchronnie zmierzając do punktu kulminacyjnego. Jego dokładną datę zapamiętamy wszyscy po kres naszych dni.
     Sobota, wieczór. Świat płacze, rzucony na kolana, od krańca po kraniec.
     Dziennikarze prześcigają się w zdobywaniu najświeższych informacji, wypowiadają się politycy, przywódcy państw, wielcy tego świata... Padają wielkie słowa. Największe. W kościołach, świątyniach, na placach, rynkach, ulicach gromadzą się tłumy. Wiernych i niewiernych. Tych, którzy Go słuchali i tych, którzy Go tylko słyszeli. Łączy ich jedno: opłakują nie tylko kogoś Wielkiego, Niepospolitego, Dobrego, kto piastował jedną z najwyższych godności świata. Opłakują przede wszystkim kogoś Bliskiego, kogo stracili właśnie oni: Ojca, Przyjaciela, Brata... Ta strata ma wymiar nie polityczny, nie historyczny, nie religijny... Ta strata ma wymiar osobisty. Dotknęła każdego z nich bezpośrednio i z osobna.
     W myślach dokonuję pospiesznego przeglądu mocarzy tego świata. Tych dawnych, którzy zdobią karty historii i tych żywych, którzy odciskają swoje piętno na losach naszego globu. Tu i teraz. Gorączkowo szukam postaci, kogokolwiek, kto dawniej czy dziś, mógłby nazwać się przyjacielem każdego człowieka na ziemi? Kto byłby opłakiwany we wszystkich zakątkach globu? Nie znajduję!
     Nie jestem historykiem, nie jestem uczonym. Nie ośmielę się powiedzieć, na czym polegał fenomen tego Papieża, który już dziś zyskał sobie przydomek Wielkiego. Zrobią to inni. Patrzę na gromadzące się tłumy. Modlą się, milczą, klaszczą, śpiewają, płaczą, zapalają świece, podają sobie ręce, czuwają... Obrazy na żywo przeplatają się z zapisanymi na taśmie relacjami z papieskich pielgrzymek. Tysiące wyciągniętych i uściśniętych rąk, uśmiechy, łzy wzruszenia, okrzyki: zostań z nami, kochamy Cię!
     
I ON!
     **Czyniący znak krzyża i błogosławiący WSZYSTKICH. Nie pytał kto jest, kto nie jest zlustrowany. Nie mówił, że są lepsi i gorsi, wyżsi i niżsi, biali i czarni, godni i niegodni. Nie rozliczał, nie nakazywał, nie mówił o jedynie słusznej racji, na swoich przeciwników nie szukał haka, tylko odwiedzał ich w więziennej celi.
     KOCHAŁ. Kochał najlichsze źdźbło trawy i człeka, co z losem się zmaga. Może przede wszystkim takiego. Pokazał człowiekowi, czym jest, czym może być MIŁOŚĆ we współczesnym, oszalałym w swoim pędzie, świecie. Całym swoim życiem udowodnił, że MIŁOŚĆ RODZI MIŁOŚĆ. Tłumy, które Go żegnają, to pokłosie tej miłości.
     A kochał nie za coś, nie za wyższe miejsce w rankingu, nie za głos oddany przy urnie, nie za profity i zaszczyty, tylko dlatego, że takie jest przesłanie wiary, której służył. Przesłanie, które potwierdzał autentycznością swojej postawy, nie pustymi słowami. ON nie mówił, że kocha. ON kochał! Nikogo i za nic nie rozliczał, tylko zachęcał i dawał nadzieję: Nie lękajcie się!
     Nie lękali się! Poszli za NIM, bo wiedzieli, że ich nie zawiedzie. Wszyscy razem i każdy z osobna.
     Od soboty świat, ale przede wszystkim Polska płacze. Miliony ludzi podają sobie ręce, łączą się w żałobie, gromadzą się w świątyniach, zbiorowo i indywidualnie okazują swoją rozpacz, szukają pociechy w modlitwach. Cierpią, ale znów mówią o miłości. Kochają nie tylko swego Papieża, ale i siebie nawzajem. Rozumieją, że tylko miłość jest fundamentem, na którym można zbudował coś trwałego. Tak, jak czynił to ON!...
     Patrzę na te nieprzebrane tłumy i myślę sobie, że naród, który wydaje z siebie ludzi takiego formatu, nie może być zły. Może tak jak w pogodzie: czasami tylko opóźnia się nadejście wiosny, ale przecież jej to nie wyklucza. Miliony Polaków jednoczą się w MIŁOŚCI. Oby na długo!
     Wczoraj żegnałam się z moją dwuipółletnią wnuczką
     - Kocham cię - mówi, bo jest to słowo, które nauczyła się mówić jako jedno z pierwszych
     - Kocham cię - odpowiadam przytulając malucha do serca.
     I wydaje mi się, że słyszę gdzieś ponad nami: Kocham was.
     Nie lękamy się!
     

polecane: FLESZ: Smartfon zamiast kas fiskalnych.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3