- Sum wygląda na zdjęciu naprawdę imponująco. Gdzie i jak pan złowił takiego olbrzyma?
- W piątek tydzień temu poszedłem nad Wisłę. Założyłem spinning na okonia, blaszka niewielka, akurat na małą rybę. Niedługo stałem, bo coś, i to dużego, złapało się na haczyk. Walczyliśmy, ja i sum, dobre pół godziny. Żeby go wyciągnąć, musiałem prosić o pomoc ludzi z brzegu. Olbrzym ważył siedemnaście i pół kilograma, mierzył metr czterdzieści osiem centymetrów. Póki co, to mój rekord życiowy. A jaka satysfakcja...
- Od dawna pan wędkuje?
- Biegałem nad rzekę z leszczyną jeszcze jako mały chłopak. Mój chrzestny był zapalonym wędkarzem i od niego się uczyłem. Teraz należę do Koła Wędkarskiego "Anwil" i też kogoś zarażam swoją pasją - moja córka Joasia próbuje łowić. Ostatnio nawet złapała okonka.
- Sum smakował?
- Tłusty był, bo duży. Usmażyliśmy całą miskę dzwonków. Moja rodzina lubi ryby, zajadamy się leszczami, okoniami, sandaczami. Rzeka się oczyściła i bez obaw można łowić. Słyszałem, że przy brzegu Wisły kręci się jeszcze spory boleń. Mam ochotę się z nim zmierzyć.
Taaaka ryba!
Rozmawiała EWA ROGOZIŃSKA

Tomasz Pawlak ze swoim trofeum
Rozmowa z TOMASZEM PAWLAKIEM włocławskim wędkarzem