Totalny paraliż

Katarzyna Piojda, Marek Weckwerth, Hanna Walenczykowska
Chaos w mieście, kompletna dezorganizacja ruchu - tak wyglądało wczoraj centrum Bydgoszczy.

     A wszystko przez awarię rury wodociągowej pod chodnikiem ul. Jagiellońskiej na wysokości dworca PKS-u. Choć jej przekrój wynosi tylko 150 mm, woda szybko wydrążyła kanał w kierunku południowej nitki ul. Jagiellońskiej. Groziło zapadnięciem asfaltowej nawierzchni. Rano na dwie godziny wyłączono wodę w Zakładach Mięsnych. Na szczęście mieszkańcom okolicznych kamienic kurków nie zakręcono. Miasto stanęło dopiero nad ranem, gdy do pracy samochodami i autobusami ruszyli bydgoszczanie. Tak zaczął się prawdziwy horror...
     Ktoś jednak zgubił dobre kilka godzin. Awaria powstała o godzinie 1 w nocy, ale jej usuwaniem zajęto się dopiero 6 godzin później!
     Oblicza koszmaru
     
- Urwanie głowy, koszmar, ręce opadają! - takie komentarze słyszeliśmy wczoraj na bydgoskich ulicach. Najgorzej było na Bernardyńskiej i Kujawskiej, na Wałach Jagiellońskich i Szubińskiej. Sparaliżowało ruch na Focha, Jagiellońskiej i Krasińskiego. Nie lepiej było nawet na Kamiennej, Łęczyckiej, Skłodowskiej - Curie i wielu innych ulicach. Samochody stały nawet półtorej godziny!
     - Ja tam nie mam problemów - mówi jeden z bydgoskich taksówkarzy. - Zawsze, jak tylko widzę korek, zjeżdżam w boczne ulice. Na drodze trzeba myśleć i kalkulować. Wydaje mi się, że nawet teraz w mieście są większe problemy. Choćby ten, że w tak podłą pogodę nie wszyscy włączają światła mijania - dodaje.
     Mocno za to narzekali pracownicy pogotowia ratunkowego. - Nasi kierowcy jadą tylko 15-20 kilometrów na godzinę - powiedział w tych krytycznych godzinach Tadeusz Stępień, kierownik działu usług medycznych w stacji pogotowia przy ul. Markwarta. - Ze względu na złą pogodę nie możemy korzystać z naszego śmigłowca. Jeździmy więc ambulansami po chodnikach i trawnikach. Kierowcy ustępują nam miejsca.
     Powodów do radości nie miała też straż pożarna. - Ale co robić? Nawet jeżeli kierujemy się objazdami, dojazd wydłuża się - wyjaśnił Konrad Grzywacz, rzecznik bydgoskich strażaków.
     Sygnał o pierwszej
     
Z zapisu dramatu wynika, że wszystkie zainteresowane służby miejskie otrzymały sygnał o awarii o godz. 1 w nocy. Już pół godziny później na miejscu pojawił się patrol policji drogowej. - Wkrótce zorganizowaliśmy objazdy. Do akcji zmobilizowaliśmy wszystkie możliwe siły z drogówki i prewencji - poinformowała Ewa Przybylińska, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji. - Robili wszystko, aby ułatwić kierowcom przejazd przez miasto. Ale szczerze mówiąc, niewiele to pomogło. Ulice były po prostu totalnie zakorkowane.
     _Wszystko to prawda, ale wczesnym rankiem policjanta brakowało na rondzie Kujawskim. Już tam przecież kierowcy czekali w długich korkach. I znikąd pomocy ani informacji nie otrzymali.
     Z notatki służbowej Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej wynika, że taki sam sygnał o awarii przyjęto o godz. 1. Trzy godziny później na miejscu byli drogowcy, którzy na dobre wyłączyli z ruchu południową nitkę ul. Jagiellońskiej od ronda Jagiellonów do ul. Ogińskiego.
     - _Myślę, że nie było tak źle. Kierowcy autobusów mają przecież stałą łączność krótkofalową z bazą. Informowali pasażerów o utrudnieniach
- mówił Bogumił Grenz, rzecznik prasowy zarządu dróg. - Nie chciałbym jednak komentować dlaczego tak późno przystąpiono do likwidacji awarii. My zrobiliśmy, co do nas należało.
     **_Fachowcy od siódmej
     Niby tak samo, ale inaczej na problem patrzą pracownicy "Wodociągów". - _Zgłoszenie otrzymaliśmy o godzinie pierwszej w nocy. Nasza ekipa zaczęła naprawiać awarię o godzinie siódmej rano. W tym czasie
(6 godzin! - przyp. aut.) policjanci zorganizowali objazdy - mówi Sławomir Rybarski, dyrektor ds. eksploatacji Miejskich Wodociągów i Kanalizacji. - Na miejscu pracuje czterech ludzi. Więcej nie potrzeba - stwierdził.
     O godz. 16.30 paraliż ustąpił. Czy prezydent Bydgoszczy wyciągnie z tej koszmarnej komunikacyjnej lekcji wnioski? Czas pokaże.
     Trudno nie nazwać niefrasobliwością tego, co zrobili wczoraj pracownicy MWiK. Winni są nie tylko "wodociągowcy". Oprócz leniwie prowadzonej modernizacji mostu Pomorskiego niewiele się robi, a szanse na uzyskania unijnych pieniędzy (np. na autobusy i węzły drogowe) uciekają jedne po drugich. Nie dziw więc, że jedna "mała" rurka, paraliżuje 400-tysięczne miasto.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie