W ostatnich ośmiu latach autorytet państwa został bardzo nadwątlony

Roman Laudański
Prof. Andrzej Zybertowicz: - Gdybym został szefem służb, to chciałbym wiedzieć, czy miejsca spotkań są chronione.
Prof. Andrzej Zybertowicz: - Gdybym został szefem służb, to chciałbym wiedzieć, czy miejsca spotkań są chronione. archiwum
Rozmowa z prof. Andrzejem Zybertowiczem, socjologiem z UMK w Toruniu o nieudolności służb specjalnych.

Bartłomiej Sienkiewicz podejrzewał byłych szefów służb specjalnych (ABW, CBA, SKW i BOR), że stali za tzw. aferą podsłuchową, o czym poinformowała "Gazeta Wyborcza".
Ta publikacja dowodzi, że służby są nieszczelne. Jeśli choć część tego jest prawdą, to nigdy nie powinniśmy się o tym dowiedzieć. Za dużo elementów warsztatu służb jest tam ujawnionych. Ale są i inne, nie mniej poważne, podstawy do obaw. Przecież w obliczu zagrożenia ze Wschodu kluczowa jest osłona kontrwywiadowcza, tymczasem ta publikacja pokazuje, że klasyczne operacje obserwacyjne prowadzone są nieudolnie. Najwyraźniej służby są źle zarządzane. To tłumaczy, dlaczego rosyjska agentura, w tym agenci wpływu w mediach, czują się w Polsce bezkarnie! Nie dziwię się, że Sienkiewicz podejrzewał niedawnych szefów tajnych służb o działanie przeciwko swemu państwu. Przecież w ostatnich ośmiu latach autorytet państwa został bardzo nadwątlony. Tak bardzo, iż minister spraw wewnętrznych podejrzewał mianowanych przez własnego premiera szefów służb o działanie przeciwko kierownictwu państwa. To kolejne potwierdzenie trafności słów Sienkiewicza, że nasze państwo istnieje teoretycznie, gdyż jego ogniwa nie potrafią ze sobą współpracować.

A może to nie wschodnia agentura, a wrodzona podejrzliwość byłego ministra?
Ta nieufność ma swoje podstawy. Najważniejsze osoby w państwie zostały podsłuchane, a tajne służby na czas nie ostrzegły polityków. Przypadkowy, jednorazowy podsłuch zawsze się może zdarzyć. A tu podsłuchy trwały rok lub - jak niektórzy mówią - dwa lata. To oznaka poważnej luki w systemie bezpieczeństwa państwa. Sienkiewicz dostał od premiera nadzór nad służbami, zorientował się, że wiele rzeczy nie gra, a podsłuchy, których sam padł ofiarą, go w tym utwierdziły.
Może było inaczej - Sienkiewiczowi trudno było uwierzyć w to, że został podsłuchany przez kelnerów. Poważniej brzmiałaby teza, że stali za tym byli szefowie służb.
Skoro, jak twierdzi prokuratura, podsłuchano około 70 ważnych osób i trwało rok czy dwa, to nie ma znaczenia, czy zrobili to kelnerzy czy ktoś inny. Długotrwałość procederu wskazuje na ślepotę tajnych służb. ABW powinna rutynowo ochraniać miejsca, w których regularnie spotykają się osoby z kierownictwa państwa. Gdybym został szefem służb, to chciałbym wiedzieć, czy miejsca spotkań polityków i biznesmenów związanych z branżami strategicznymi są chronione czy nie. Skoro mogli to zrobić kelnerzy, to równie dobrze mógł się w to zaangażować obcy wywiad albo np. amerykańska, francuska czy izraelska prywatna wywiadownia gospodarcza. Dlatego nie jest ważne, czy zrobiono to w celach biznesowych, politycznych czy obyczajowych. Istotne jest to, że część przestrzeni funkcjonowania kierownictwa państwa nie była objęta osłoną kontrwywiadowczą.

Dziennikarze zarzucają grupie policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych i oficerom Służby Kontrwywiadu Wojskowego działania z pogranicza prawa.
Niech prawnicy po analizie ustawy o służbach oraz instrukcji operacyjnych ocenią, czy złamanie prawa miało miejsce. Zawsze trzeba się liczyć z tym, że jakieś ogniwo państwa będzie podejrzewane o zdradę. Państwo ma różne służby m.in. po to, by się wzajemnie kontrolowały. Ale jak - zapewniając tajność - kontrolować telefony bardzo ważnych osób, skoro w sądzie trzeba ujawnić dane właściciela numeru? Jeśli legalnie nie można obejść tego wymogu, to państwo jest obezwładnione. Widać słabość obecnych regulacji prawnych. Platforma Obywatelska nie wprowadziła w życie dawno już przygotowanego projektu ustawy o pracy operacyjnej. Część ekspertów od służb wskazywała, że taka ustawa jest bardzo potrzebna, ale z różnych powodów i nacisków nie powstała. To jak mamy chronić państwo? Brakuje legalnych możliwości dających służbom pole manewru działania. M

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Służba Kontrwywiadu Wojskowego zapewniają, że nie było specjalnej grupy do rozpracowywania byłych szefów służb.
W świecie służb wypieranie się faktów to naturalna reakcja. Gdyby nie zaprzeczyli, to mogliby mieć jeszcze poważniejsze problemy. Szef jakieś służby dzisiaj się wypiera pewnych działań, a potem przed sądem powie, że zrobił to w interesie państwa, działając w warunkach wyższej konieczności.

Poznamy kiedyś, kto naprawdę stał za aferą podsłuchową, co obiecywał przecież Donald Tusk?
Jeśli nie zmieni się układ rządzący Polską, to prawdy nie poznamy.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie