Obecnie dyslektycy - szóstoklasiści i gimnazjaliści - mają więcej czasu na napisanie egzaminów kończących naukę w szkole niż pozostali uczniowie. Teraz resort chce to zmienić.
Wyrównują szanse?
Jak napisała "Rzeczpospolita", z arkuszy egzaminacyjnych (także maturalnych) mają zniknąć oznaczenia informujące, że dany uczeń ma orzeczoną dysleksję.
Dlaczego? Ponieważ ministerstwo chce wydłużyć czas pisania dla wszystkich. Tłumaczy, że w ten sposób wyrówna szanse zdających tak, aby każdy miał tyle samo czasu na rozwiązanie zadań i sprawdzenie prac.
- Nie sądzę, żeby ten pomysł miał cokolwiek wspólnego z wyrównaniem szans - mówi Wanda Gredżuk, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 1 w Bydgoszczy. - Nie bierze pod uwagę indywidualnych możliwości uczniów. Gdyby takie rozwiązanie weszło w życie, na pewno nie wzmocniłoby psychicznie dzieci z dysleksją. Wręcz odwrotnie: pojawiłyby się nowe sytuacje stresowe. Na pewno uczniowie obawialiby się, jak poradzą sobie na egzaminie.
Ważniejsza treść niż forma
Wanda Gredżuk podkreśla, że nie bez powodu uczniowie z dysleksją mogą liczyć nie tylko na więcej czasu na napisanie egzaminu, ale także na inne ułatwienia. - Mogą, na przykład, pisać na komputerze, drukowanymi literami, piszą egzamin w osobnej sali, a nauczyciel na głos czyta tekst - wymienia. - Obowiązuje też nieco inny system oceniania. Nauczyciel bierze pod uwagę treść, a nie błędy typowo dyslektyczne.
Jak poinformowano nas w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Gdańsku, w minionym roku szkolnym 2008/2009 w Kujawsko-Pomorskiem dyslektyków piszących sprawdzian dla szóstych klas było 8,9 proc.
Wśród zdających egzamin gimnazjalnych było ich 9,5 proc. (w stosunku do liczby uczniów wypełniających arkusz standardowy).
Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 1 w Bydgoszczy w roku szkolnym 2007/2008 wydała 333 opinie o dysleksji dla uczniów szkół podstawowych, 463 dla gimnazjalistów i 263 dla maturzystów.
Dokładnie badają
Jak mówi Wanda Gredżuk, liczba dzieci z orzeczoną dysleksją utrzymuje się od kilku lat na takim samym poziomie. Podobną informację otrzymaliśmy w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej we Włocławku.
- Rzeczywiście był taki moment, gdy zgłaszało się do nas więcej uczniów z wnioskiem o przebadanie pod kątem dysleksji - mówi Wanda Gredżuk. - Nie ma jednak możliwości, aby opinię o dysleksji otrzymały dzieci, które jej nie mają. Zakłada się, że dzieci z dysleksją powinny być objęte terapią tak, aby mogły wyrównać deficyty. Dzięki temu nie przekreślamy ich szans na normalną pracę i karierę zawodową w przyszłości.