Co się odwlecze, to nie uciecze - mówi stare porzekadło. Policjanci z Kalisza udowodnili, że głupi żart nie ujdzie nikomu płazem.
1 września ewakuowano klientów i pracowników marketów sieci Kaufland w wielu miastach Polski, także w Bydgoszczy. W stan gotowości postawiono policję, straż pożarną, pogotowie i wszystkie służby ratunkowe.
Anonimowy rozmówca poinformował, że w jednym ze sklepów niemieckiej sieci podłożył bombę. Nie powiedział jednak w którym. Stąd takie zamieszanie.
Bomby oczywiście nie znaleziono. Policja jednak nie zostawiła tak tej sprawy.
Żart jakby nastolatka, ale...
Sprawą zajęli się nią funkcjonariusze z Kalisza, którzy ustalili, że żartowniś dzwonił z Konina. W niedzielę zatrzymali... 46-letniego mężczyznę.
Ile mu grozi? - To zależy od kwalifikacji czynu, ale sprawca za groźby przemocy może posiedzieć nawet do 3 lat w więzieniu - mówi komisarz Maciej Daszkiewicz z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.
We Włocławku też żart źle się skończy
Blisko pół roku włocławscy policjanci pracowali nad sprawą fałszywego zawiadomienia o podłożeniu ładunku wybuchowego.
4 marca, nieustalony wówczas sprawca postawił na nogi kilkudziesięciu policjantów oraz inne służby m.in. pogotowie ratunkowe i straż pożarną.
Wtedy właśnie dotarła informacja, z której wynikało, że w gmachu jednej z włocławskich instytucji podłożona jest bomba. Informacja, podobnie jak ta dotycząca Kauflandu, okazała się nieprawdziwa.
Żmudna praca policjantów pozwoliła na ustalenie dowcipnisia. Okazał się nim 29-letni mieszkaniec Włocławka.
Wczoraj mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Teraz grozi mu do 3 lat więzienia.