„Zapędzono nas za druty i traktowano jak zwierzynę”. Zbliża się 80 rocznica wysiedleń z Zamojszczyzny

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Wysiedleni z powiatu biłgorajskiego. Zdjęcie wykonano w 1943 roku. Fotografię do APZ przekazała Anna Sobczak
Wysiedleni z powiatu biłgorajskiego. Zdjęcie wykonano w 1943 roku. Fotografię do APZ przekazała Anna Sobczak ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu
Niemiecka akcja wysiedleńcza rozpoczęła się w nocy z 27 na 28 listopada 1942 roku. Niebawem będziemy obchodzić 80 rocznicę tej wielkiej tragedii. Ludzi wyganiano wówczas z domów, poniżano i bito. Podczas niemieckiej akcji wysiedleńczej wypędzono na poniewierkę ok. 110 tys. osób w tym 30 tys. dzieci. Byli to mieszkańcy prawie trzystu wsi na Zamojszczyźnie. Wielu z nich zginęło w hitlerowskich obozach oraz podczas brutalnych akcji pacyfikacyjnych.

Na temat wysiedleń Zamojszczyzny napisano wiele książek i artykułów. Jednak chyba najbardziej poruszające są relacje spisane przez świadków i uczestników tamtych tragicznych wydarzeń. Kilkadziesiąt takich wspomnień mieszkańcy naszego regionu przysłali na konkurs zorganizowany w 1963 r. przez Wrocławski Tygodnik Katolicki.

Ich autorzy opowiadają o początkach akcji wysiedleńczej. Wspominają o wysiedleniach m.in. zamojskiego osiedla Majdan, Skierbieszowa, Wisłowca, Chomęcisk Małych, Nielisza, Nawozu oraz pacyfikacji Białowoli. To wstrząsająca lektura.

Połapaliśmy tobołki i ruszamy do ucieczki

„Nadeszła straszna noc. Każdy wiąże swoje tobołki, nikt nie myśli nawet o spoczynku, tylko z bijącym sercem czeka co będzie dalej. Wtem krzyk: już są Niemcy! Usłyszeliśmy strzały. Połapaliśmy tobołki i ruszamy do ucieczki. Uciekamy w pole, za budynki, a w sadzie już są Niemcy. Za późno, wieś okrążona, nikt już nie ucieknie” – wspominała Maria Biskupska, mieszkanka wsi Wisłowiec.

„Nie upłynęła godzina, a już Niemcy obstawili wioskę (...) – pisała Lucyna Targońska, także mieszkanka tej miejscowości. „Zabrano nas do szkoły. Ze strachu nie mogliśmy iść, nogi nam drżały (...). Po trzech godzinach Niemcy zaczęli przyprowadzać całe rodziny. O 8 godzinie zaczęły furmanki podjeżdżać i zaczęto ładować bagaże, ludność pożegnała się z wioską, ruszając w stronę Zamościa. Płacz dzieci, niemowląt i matek wołał o pomstę do Boga za krzywdę, którą nam wyrządzono. Zapędzono nas za druty i traktowano jak zwierzynę” .

Wisłowiec (gm. Stary Zamość) był jedną z pierwszych miejscowości wysiedlonych przez Niemców w 1942 r. Mieszkańców wygnano z domów i popędzono do obozu przejściowego w Zamościu. Ich gospodarstwa, od razu, zajęli niemieccy koloniści. Tak tamte ponure czasy wspominał Edward Madyniak z Wisłowca:

„Lata mojej młodości były opłakane. Żadnych rozrywek nie było, ani żadnego towarzystwa, bo Niemcy ścigali takie schadzki i wyłapywali do Niemiec na roboty (...)” – wspominał pan Edward. „W nocy z 30 listopada na 1 grudnia Wisłowiec został wysiedlony i ludność przewieziona do Zamościa za druty”.

Rodzina Biskupskich ukryła się jednak w stodole, pod sianem. Tak przeczekali do rana. Wtedy pojawili się nieproszeni goście: niemieccy koloniści.

„Po jakimś czasie (...) przyjechał na naszą gospodarkę nowy gospodarz, nie wiedząc nawet, że stary gospodarz siedzi jak mysz w dziurze. Słyszymy jak chodzą po podwórku i rozmawiają. Pies zaszczekał na nich, ale zaraz zaskomlał, chyba go ktoś uderzył. Oglądali krowy, świnie (...)” – pisała Maria Biskupska „Wieczorem, jak się zrobiło ciemno, wyszliśmy ze swej kryjówki i uciekliśmy w pole. Gdyśmy odeszli dalej, stanęliśmy niepewni, dokąd iść, nie wiedząc, które wsie są wysiedlone, a które nie”.

Biskupscy mieli szczęście. Udało się im ukryć u jednego z gospodarzy w Chomęciskach Dużych.

Ziali nienawiścią

Akcja wysiedleńcza na Zamojszczyźnie była związana z realizacją hitlerowskiego Generalnego Planu Wschodniego (jego celem było zgermanizowanie Europy Wschodniej). Zaczęto od Zamojszczyzny. Pierwsza tzw. próba wysiedleń odbyła się jeszcze w dniach 6-25 listopada 1941 r. na rozkaz Odilo Globocnika, dowódcy SS i policji w dystrykcie lubelskim. Wysiedlono wówczas mieszkańców Wysokiego, Białobrzegów, Bortatycz, Huszczki Dużej, Huszczki Małej i Podhuszczki. Akcja objęła ok. 3 tys. osób. To był wstęp przed kolejnymi, brutalnymi represjami. W nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. okupanci otoczyli Skierbieszów.

„Ludność tej wsi była zaskoczona (...). Dano ludziom 20 minut czasu na ubranie się i zabranie ze sobą niezbędnych rzeczy. Załadowano ich później na furmanki i zawieziono prosto do Zamościa za druty” – wspominał jeden ze świadków (ta relacja jest anonimowa). – „Po wysiedleniu Polaków, Niemcy jeszcze tego samego dnia osiedlili nowych kolonistów, których było znacznie mniej niż wysiedlonych. Zajmowali oni najlepsze i najbogatsze gospodarstwa”.

Niebawem wysiedlono także m.in. mieszkańców wsi Lipina Nowa, Sady, Zawoda i wiele innych (tylko w gminie Skierbieszów taki los spotkał 4067 Polaków). Niemcy działali według schematu. Jednostki policji, żandarmerii, gestapo, SS, a nawet Wehrmachtu i policji ukraińskiej otaczały wsie, zwykle nocą lub wczesnym rankiem. Polaków wypędzano z domów. Mogli zabrać ze sobą tylko podręczny bagaż. Jeśli ktoś nie mógł wyjść (np. starcy lub obłożnie chorzy), był na miejscu zabijany.

„Nad wsią zawisła groza” – pisał w swoich wspomnieniach Bogusław Maziarczyk z Chomęcisk Małych (gm. Stary Zamość). „Wielu gospodarzy załadowało dobytek na wóz i wraz z rodziną uciekło nocą do drugiej wsi, do krewnych czy znajomych (...). Ale byli na wsi i tacy, którzy postanowili nigdzie nie wyjeżdżać, wyrabiając w sobie ten upór, że ze swojego nigdzie się nie ruszą”.

Zły los ich nie ominął. „We wsi naszej hitlerowscy żołdacy, ziejący alkoholem i nienawiścią, bestialsko przeprowadzili akcję wysiedlania tych, którzy pozostali (stało się to 4 grudnia 1942 r.)” – pisał pan Bogusław”. „Wchodząc do domu, wypędzali z niego wszystkich mieszkańców. Tych, co chcieli wziąć coś na drogę, bito kolbami.

Skacz Wanda!

Aniela Szwarnowska-Rachalska pracowała w Zamościu jako nauczycielka. Z okna jej szkoły (nr 4, na zamojskim przedmieściu Majdan) widać było długie kolumny wysiedleńców, których pędzono do obozu przejściowego w Zamościu.

„Pamiętam pewnego dnia po przyjściu ze szkoły wyszłam przed bramę domu. Ulicą Powiatową jechały wozy z rodzinami wiejskimi, może z Udrycz, albo Skierbieszowa, wraz z pościelą, naczyniami kuchennymi; nierzadko pies biegł za swymi gospodarzami. Prawie na każdym wozie siedział żandarm z karabinem” – wspominała pani Aniela. – „Na jednym z wozów siedziała nauczycielka z mężem. Nawet nie znałam nazwiska tej koleżanki”.

Na ten widok pani Aniela zebrała się na odwagę. Gdy zauważyła, że na wozie nauczycielki nie ma żandarma zaczęła krzyczeć:

„Niech pani skacze! Niech pani natychmiast skacze!
„Boję się!” – odkrzyknęła kobieta.
Wtedy panią Anielę poparł mąż nauczycielki.
„Skacz, Wanda!” – zawołał.

Kobieta zdecydowała się. Furmanka na której jechała znajdowała się na odcinku między domami 31-35 przy ul. Powiatowej. Wyskoczyła w miejscu gdzie stał wysoki płot zamojskich koszar. Nie mogła go przeskoczyć. Dlatego przebiegła, między wozami wysiedlonych, na drugą stronę ulicy. Pani Aniela pobiegła za nią. Jakimś cudem, żandarmi niczego nie zauważyli. Kobieta uratowała się. Takich historii zdarzyło się więcej. Np. mieszkance Zamościa udało się z konwoju... odciągnąć cały wóz z rodziną (wjechał do stodoły). Stało się to na jednym z zakrętów, gdy inne wozy zostały z tyłu. Nie zawsze takie ucieczki kończyły się powodzeniem.

„Za podobny postępek właściciel sklepu Kiełbiński z ulicy Powiatowej poniósł śmierć od kuli żandarma (chciał uratować matkę)” – pisze Aniela Szwarnowska-Rachalska. „Rozkazano go pogrzebać żonie w rowie przydrożnym, tam, gdzie padł”.
9 grudnia 1942 r. (o godz. 4) zamojskie przedmieście Majdan zostało otoczone przez Niemców i Ukraińców na niemieckiej służbie. Wysiedlono 400 osób.„Uczniowie szkoły nr 4 wraz z rodzicami, jak i cały Majdan, znaleźli się za drutami” – pisała z żalem pani Aniela.

Piątkami na śmierć

„Fala wysiedleń zbliżała się do Złojca, Nielisza i Nawozu. Ludzie zaczęli coraz częściej szeptać o wysiedleniu nieliskiej gminy” – pisał Czesław Tchórz. – „Moja rodzinna wieś Nawóz swoim pięknym położeniem i dogodną komunikacją zwróciła na siebie uwagę niemieckich władz okupacyjnych. W dniu 7 grudnia 1942 r. o godzinie 6 rano na naszą wieś spadło nieszczęście”.

Do Nawozu przyjechały ciężarówki z uzbrojonymi po zęby Niemcami. Scenariusz się powtórzył.

„Ludzie na ogół zachowywali się spokojnie. Nieliczni tylko podpisali listę volksdeutschów, by zostać na swoich gospodarstwach” – wspominał jeden z mieszkańców Nawozu (ta relacja jest anonimowa). „Podczas wysiedlania zbierano ludzi na placu, gdzie SS-mani robili przegląd. Zostawiali kilku zdrowych i silnych mężczyzn oraz kilka kobiet, którzy przeznaczeni byli na służbę u czarnych (tak nazywano niemieckich kolonistów). Wydzielano im najgorsze budynki”.

Chłopi zaczęli się buntować. Np. niektórzy mieszkańcy podzamojskiego Jarosławca, tuż przed wysiedleniem, zdemolowali własne domy, aby w takim stanie dostali je niemieccy koloniści. W nocy z 9 na 10 grudnia partyzanci spalili natomiast kilka gospodarstw zajętych przez kolonistów (niektóre źródła mówią o jednym) w miejscowości Nawóz.

„Na drugi dzień, w odwet za pożary, Niemcy rozpoczęli masowe mordy (...). W Kitowie wymordowali prawie całą ludność wsi, 168 osób: mężczyzn kobiet i dzieci (...)” – czytamy w anonimowej relacji. „Zaraz po świętach wybuchł pożar we wsi Lipsko, spalonych zostało kilkanaście budynków oraz było kilku rannych Niemców. Następnego dnia tj. 29 grudnia Niemcy (w odwecie) otoczyli wieś Białowolę. Strzelali do uciekających ludzi którzy, próbowali zbiec do pobliskiego lasu”.

Tych, którym nie udało się uciec zgromadzono w miejscowej szkole. Były to głównie kobiety, dzieci i starcy.

„Obok remizy strażackiej, która sąsiadowała ze szkołą, ustawiono karabin maszynowy. Jeden z Niemców odliczył pięć osób i kazał im wyjść, gdy wyszli raptem zaterkotał karabin i pięć niewinnych ofiar padło martwych na ziemię (...)”– czytamy w relacji. – „I tak wychodzić musiała piątka po piątce; m.in. szła matka z dziećmi, wszyscy trzymają się za ręce, najmniejsze, może dwumiesięczne dziecko niesie ojciec, są opanowani i spokojni. Krwawy stos rośnie z minuty na minutę (Marcin Olchowski ps. „Gwiazda” pisał, że zabito wówczas 55 osób). Po egzekucji Niemcy zrabowali mienie pomordowanych i udali się do miejscowości Suchowola, Feliksówka i Rachodoszcze. W miejscowościach tych mordowali ludzi w domu, na dziedzińcach, na drodze. Tak zakończył się rok 1942, który okrył żałobą tysiące ludzi”.

Zdziesiątkowane rodziny

Wysiedlenia trafiali do obozu przejściowego w Zamościu (UWZ Lager Zamość) Niemcy założyli 27 listopada 1942 r. Było w nim kilkanaście drewnianych baraków. Teren ogrodzono drutem kolczastym. Tylko w pierwszym tygodniu osadzono tutaj 10 tys. wysiedlonych, m.in. ze Skierbieszowa, Sitna i okolicznych wsi. Potem ich liczba stopniowo rosła. Do marca 1943 r. przez obóz przeszło ponad 41 tys. osób. Na wstępie wszyscy wysiedleni musieli przejść selekcję (odbywały się w baraku nr pięć).

Zwykle matkom odbierano wówczas dzieci (opiekowały się nimi potem starsze kobiety). Rozłączone rodziny przetrzymywane były w okropnych warunkach. W nieogrzewanych barakach nie było prycz ani innych sprzętów. Więźniów prześladowano tam i upokarzano. Na początku 1943 r. w obozie wybuchła epidemia tyfusu plamistego. Więzionych nękały też dyfteryt, szkarlatyna. Najbardziej cierpieli najmłodsi. W obozie umierało wówczas od 30 do 70 dzieci dziennie. Niemiecki obóz przejściowy działał także w Zwierzyńcu. Tam również panowały okropne warunki. W sumie więziono w tym miejscu ponad 20 tys. osób.

Z obozów przejściowych więźniów wywożono pociągami w różne rejony Generalnego Gubernatorstwa, a następnie umieszczano ich m.in. w tak zwanych wsiach rentowych. Część z nich trafiła do obozów koncentracyjnych na Majdanku i w Oświęcimiu (tam uśmiercano ich często w komorach gazowych). Dzieci trafiały jednak najczęściej w okolice Warszawy (m.in. do Pilawy, Łaskarzewa, Garwolina, Siedlec i Łosic). Wiele z nich zmarło zimą w nieogrzewanych wagonach. Kilka tysięcy wywieziono także do Niemiec, gdzie zostały zgermanizowane.

Niemiecka akcja wysiedleńcza objęła w sumie 110 tys. mieszkańców Zamojszczyzny, w tym ok. 30 tys. dzieci. To było 31 proc. Polaków zamieszkujących cztery powiaty: zamojski, biłgorajski, tomaszowski i hrubieszowski. Całkowicie lub częściowo wysiedlono ludność ok. 300 miejscowości. Zamojskie rodziny zostały zdziesiątkowane, rozdzielone, wiele osób zginęło.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wyprawka szkolna - ostanie dni na złożenie wniosku

Materiał oryginalny: „Zapędzono nas za druty i traktowano jak zwierzynę”. Zbliża się 80 rocznica wysiedleń z Zamojszczyzny - Kurier Lubelski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie